David Eimer, Z dala od cesarza. Podróże po obrzeżach Chin

Autor książki, wieloletni chiński korespondent brytyjskiej gazety Sunday Telegraph, zabiera nas w naprawdę niezwykłą podróż po Państwie Środka. Przygotujcie się na sporą dawkę azjatyckiej egzotyki! Dla przeciętnego Polaka już takie miasta jak Pekin czy Szanghaj są wielce ciekawe i chętnie czytamy o dziwactwach obywateli tych wielkich miast, ale to jeszcze nic w porównaniu z miejscami, do których zabiera nas David Eimer. Za cele swojej literackiej, ale i jak najbardziej realnej podróży, wybrał on bowiem chińskie pogranicza. Przemierzamy z nim bardzo długą drogę z zachodu na wschód, poznając nie tylko rodowitych Chińczyków, którzy z zapałem kolonizują podbite niedawno ziemie, ale i całą masę mniejszości narodowych, zupełnie odbiegających od naszych stereotypowych wyobrażeń typowego mieszkańca Chin.

Ujgurzy, Dajowie i Tybetańczycy

Zacznijmy może od tego, że ludzie, których najczęściej nazywamy Chińczykami (i którzy siebie tak nazywają) to Hanowie (nieobeznanym z tematem polecamy nie tylko lekturę Z dala od cesarza, ale także serial Marco Polo:), zamieszkujący ziemie pierwotnie uznawane za chińskie i bardzo chętnie w nieodległej przeszłości podbijający państwa ościenne, aż do uzyskania obecnego kształtu Chin.

Po licznych relacjach Eimera nie można patrzeć na Hanów inaczej niż na sprytnych i okrutnych najeźdźców, starających się wszelkimi sposobami zagarnąć dla siebie bogactwa naturalne podbitych ziem, ale także zasymilować mieszkających tam ludzi. Robią to od dekad z perfidną premedytacją komunistycznego reżimu.

Z dala od cesarza

To przez chciwych Hanów nie wiemy prawie nic o takich mniejszościach jak Ujgurzy czy Dajowie, lepiej jest w przypadku Tybetańczyków, którzy niestety nadal krwawo opłacają to, że udaje im się czasem zwrócić uwagę reszty świata na ich krzywdę. Polityka Hanów jest wielką stratą dla kultury, gdyż każda z oficjalnie uznawanych przez władze pięćdziesięciu pięciu mniejszości (a nieuznawanych w Chinach są kolejne setki) ma swoją przebogatą tradycję, kultywowane z pietyzmem zwyczaje, a nawet osobne upodobania kulinarne, na które dziennikarz zwraca wielką uwagę. Czytając Z dala od cesarza co chwila przyłapywałam się na naiwnym zadziwieniu, że jak to niby jest możliwe, że dowiadujemy się o tym dopiero teraz. No cóż, miliony Hanów codziennie robią wszystko by tak właśnie było, na przykład zasiedlając peryferia, utrudniając dostęp do edukacji i krwawo tłumiąc wszelkie przejawy sprzeciwu. A cały świat na to patrzy i boi się cokolwiek zrobić, gdyż praktycznie każde większe państwo prowadzi z Chinami poważne interesy.

Tak, tak, moi drodzy, Z dala od cesarza to książka bardzo zaangażowana w krzywdę setek tysięcy ludzi, którym odebrano tożsamość narodową. Zaangażowanie Eimera podkreślają jeszcze liczne rozmowy z przedstawicielami mniejszości, nierzadko komiczne, częściej tragiczne, pozwalające nam wyrobić sobie zdanie nie tylko o kulturowych różnicach między poszczególnymi nacjami, ale także o tym, jak ich mentalność od wielu lat kształtują krzywda i poniżenie.

Niczym blog podróżniczy

To była moja pierwsza reakcją na tę lekturę. Spodziewałam się czegoś cięższego i trudniejszego w odbiorze (wy zapewne teraz też, po tym co napisałam powyżej), ale przystępny, inteligentny i często zabawny styl Eimera sprawia, że naprawdę czyta się to niczym dobry blog podróżniczy. Na co dzień czytam dziesiątki takich blogów i jestem pewna, że autor książki spokojnie mógłby prowadzić jeden z najbardziej popularnych i dochodowych internetowych pamiętników z podróży. Trudno przecież znaleźć miejsca bardziej niedostępne i egzotyczne dla Europejczyków niż te przez niego opisywane.

Chiny to naprawdę wielkie państwo, o czym można się przekonać nie tyle patrząc na umieszczone w książce mapki, co czytając opisy bardzo zróżnicowanych stref klimatycznych (to dobra lekcja geografii, dla tych którzy przysypiali na lekcjach). Za pomocą licznych środków transportu zwiedzamy stolice poszczególnych regionów (nazwać je odludziami czy prowincjami, to jakby nic nie powiedzieć), ale też rozległe pustynie, dżungle i góry. Na koniec trafiamy nawet w sam środek arktycznych mrozów, do miejsc, w których minus kilkadziesiąt stopni zimą to norma. Wiele razy podczas lektury byłam pod ogromnym wrażeniem tego, na jak wiele poświeceń zdobywał się autor by dotrzeć do interesujących go miejsc. Znajdowały się one często za zupełnie zamkniętą dla obcych granicą, albo w geograficzno trudno dostępnych miejscach. Jeśli macie zamiar wybrać się, do którejś z opisywanych prowincji, ta książka będzie dla was także przewodnikiem po żmudnej robocie papierkowej i lokalnych cennikach. Pod względem praktycznym to prawdziwa skarbnica wiedzy.

Dla mnie osobiście z lektura Z dala od cesarza wiąże się wiele szokujących niespodzianek. Po pierwsze sam tytuł nie jest tak oczywisty, jakby się zdawało. Zaczerpnięto go ze starego chińskiego przysłowia, mówiącego, że ,,szczyt góry jest wysoko, cesarz daleko”. Sugeruje to pewną swobodę, rozluźnienie kontroli na odległych od Pekinu regionach, ale nie zawsze tak jest, jak wynika z opisów autora. W wielu miejscach, szczególnie zamieszkanych przez podbitych Ujgurów i Tybetańczyków, kontrola nad mniejszościami jest bardzo intensywna, pomimo odległości. Z drugiej strony towarzyszymy Eimerowi także w wycieczce do narkotykowej enklawy, której Hanowie już tak ochoczo nie inwigilują. Chiny to jednak państwo pełne kontrastów.

Zaskakujące były dla mnie także fakty dotyczące konsekwencji polityki jednego dziecka, skutkujące kobiecymi niedoborami na chińskim rynku matrymonialnym, zmuszającymi rodziny do kupowania dla synów panien młodych. No a już informacje z Tybetu, szczególnie dotyczące tego jak wygląda tradycyjny tybetański pogrzeb, były dla mnie prawdziwym szokiem (ostrzegam, lepiej nie wpisujcie tego w wyszukiwarkę).

Z dala od cesarza to, podobnie jak reszta publikacji z serii Mundus wydawanej przez Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, wielce pouczająca lektura, pozwalająca nawet zupełnie niezorientowanym czytelnikom (takim jak ja) dowiedzieć się czegoś ważnego o chińskiej historii i współczesności. Polecam serdecznie!

One thought on “David Eimer, Z dala od cesarza. Podróże po obrzeżach Chin

  • Styczeń 21, 2016 at 3:48 pm
    Permalink

    Pomimo iż lubię zaczytywać się czasem w tego rodzaju książki na tą się nie skuszę. Nie wywołała u mnie ani cienia ciekawości, niestety.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *