Koreańczycy. W pułapce doskonałości, Frank Ahrens

Jeśli chodzi o książki o Azji, to przyznam, że przywykłam do tego, że wydawane u nas są głównie poradniki turystyczne lub kosmetyczne, ewentualnie rozważania na tematy kulinarne. Ze względu na tematykę, są to publikacje pisane przez kobiety, z kobiecego punktu widzenia i nie ma w tym niczego złego. Jeśli jednak macie już dość i czujecie lekki przesyt poradnikami w stylu „dlaczego Koreanki są takie piękne” czy „sekrety kuchni Japonek – dziesięć kroków do szczupłości i długowieczności” to książka Franka Ahrensa może być dla was miłą odmianą. Nie dość, że napisana przez mężczyznę, który spędził w Azji trzy i pół roku, zatem wie, o czym pisze, to jeszcze przekazująca nam wiedzę z bardzo męskiej perspektywy. Tym razem zamiast zaglądać do talerza Koreanek, czy zamiast śledzenia ich listy zakupów, poznajemy bliżej bardzo hermetyczną kulturę korporacyjną i to w zdominowanym przez mężczyzn przemyśle samochodowym.

Kraj kiszonką pachnący

Zanim Frank Ahrens wyjechał do Korei Południowej, przez wiele lat był dziennikarzem „The Washington Post”. Gdy go to znużyło, co zbiegło się w czasie z dość późnym ożenkiem i kryzysem wieku średniego, postanowił rzucić pracę i zacząć wszystko od nowa. Jego żona, Rebeka, dostała posadę w placówce dyplomatycznej w Seulu, zatem i on postarał się o zatrudnienie w tym mieście. Szczęśliwie jeszcze przed ostatecznym wyjazdem, został zwerbowany do Hyundai Motor Group, gdzie miał pełnić funkcję dyrektora PR. Koreańczycy to efekt jego obserwacji z tego czasu (planowane dwa lata wydłużyły się do trzech i pół), nie ograniczających się jedynie do często omawianych w innych publikacjach różnic kulturowych między Wschodem a Zachodem, ale bardzo wnikliwie analizujących środowisko, w jakim znalazł się autor.

Ta czytelnicza przygoda rozpoczyna się dość osobliwie, bo od bardzo dosadnego opisu specyficznego zapachu Korei, czyli od aromatu kimchi, czyli kiszonki. Fermentowanie kapusty i wszelakich innych warzyw, jest znaną koreańską specjalnością i Ahrens szybko się przekonał, że mieszkańcy Seulu bez wyjątku kochają swoje kimchi, czego dowodem jest unoszący się w biurach, windach i pociągach intensywny siarczysty zapaszek. Takie przedstawienie sprawy od razu zbija czytelnika z tropu, gdyż już po samym tytule mogliśmy się spodziewać wizji państwa nowoczesnego, w którym królują wyrafinowane technologie, a mieszkańcy są dokładnie tacy, jak opisuje ich stereotyp, czyli perfekcyjni w każdym calu, zarówno jeśli chodzi o pracę, jak i kulturę czy modę. Oczywiście, są tu i takie opisy, ale od razu patrzy się na Koreańczyków inaczej, wiedząc jaki towarzyszy im zapach :)

Jeśli chodzi o to, co trafia na koreański stół, to oprócz kimchi, autor zwraca nam jeszcze uwagę na duże ilości alkoholu i grillowaną wołowinę, gdyż z tym najczęściej się stykał podczas długich nieformalnych służbowych kolacji. Poza nimi robi zakupy w amerykańskim sklepie i je na amerykańską modłę, zatem nie należy się spodziewać szerszych opisów wrażeń kulinarnych.

Kwestie ogólnokulturowe, takie jak wspólne ucztowanie współpracowników po pracy, czy przyjmowanie u siebie gości, to jeden, ale nie jedyny z wątków opowieści byłego dziennikarza. Równie dużo uwagi poświęca on koreańskiej polityce i historii, kulturze korporacyjnej, w której jest zanurzony, a także swemu życiu rodzinnemu, na które wyjazd do Azji miał bardzo duży wpływ. Dzięki tej książce dowiadujemy się naprawdę dużo o wzajemnych stosunkach między Koreą Północną a Południową, a także o delikatnej sytuacji pomiędzy Koreą, Chinami a Japonią. Jeśli zaś chodzi o życie osobiste autora, zapewniam, że po lekturze książki będziecie o nim wiedzieć więcej niż o członkach własnej rodziny i byłoby to może nawet męczące, gdyby Frank Ahrens nie był tak dobrym gawędziarzem :). Z tych wszystkich tematów jednak najciekawsze wydało mi się to, co spotkało naszego przewodnika po Korei w pracy. Jakby nie było, poza przesiadywaniem w biurze i licznymi podróżami służbowymi, nie miał on za bardzo czasu na nic innego, więc siłą rzeczy zgłębił temat koreańskiej kultury korporacyjnej.

Konfucjański model życia azjatyckich perfekcjonistów

Przejęty przed wiekami z Chin konfucjanizm, jest do dziś dominującą doktryną w Korei Południowej (podobnie jak w Japonii, o czym mogliśmy już sporo przeczytać do tej pory). Ogromna dyscyplina, pracowitość i poszanowanie tradycji, a przede wszystkim przestrzeganie na każdym kroku i w każdej dziedzinie życia hierarchii starszeństwa, były dla Amerykanina prawdziwym szokiem. „W kulturze konfucjańskiej dzieci, młodzi i podwładni w dosłownym sensie chodzą śladami swoich rodziców, starszych i przełożonych” – do tego wszystko się tu sprowadza. Nie ma równości czy koleżeństwa, żadnego mówienia sobie po imieniu z szefami, a regulaminy i protokoły (także te nieformalne) są wszechobecne. Autor wiele razy doznawał kulturowego szoku, zdarzyło mu się też często podpaść współpracownikom, gdy na przykład brał dłuższy urlop, gdyż nie wiedział, że to nie wypada, lub gdy pisał maila bezpośrednio do kogoś, nie wiedząc, że burzy tym całą komunikacyjną drabinkę. Środowisko korporacyjne to labirynt pełen niebezpieczeństw, ale przede wszystkim czarna dziura pochłaniająca czas i energię. Samo przychodzenie rano przed szefem i przesiadywanie do późnych godzin wieczornych tylko dlatego, że „góra” jeszcze siedzi, wykończyłoby psychicznie niejednego polskiego pracownika. Firma jest wszystkim, pracownicy winni są jej lojalność, a każdemu stojącemu nad nami w hierarchii należy się bezwzględny szacunek i posłuszeństwo.

Pytaniem, na które autor szuka odpowiedzi przez całą swoją książkę, jest to, w jaki sposób Koreańczykom, kilka dekad wcześniej należących do najbiedniejszych narodów na naszej planecie, udało się odnieść tak wielki sukces i zostać wzorem dla innych państw w regionie. Częściową odpowiedzią może być kultura pali-pali, czyli ,,szybko-szybko”, za sprawą której Koreańczycy są szalenie wydajni. Część sukcesu to skłonność do wielu poświęceń, na przykład do wyjeżdżania do pracy na długie okresy i rzadkich spotkań z najbliższymi (fenomen ,,gęsich ojców”). Nie zapominajmy także o perfekcjonizmie, motywacji i ambicji, cechujących ten wspaniały naród. Samodoskonalenie zdaje się być w świetle książki Ahrensa drugim imieniem każdego mieszkańca Seulu, jakiego spotkał.

Koreańczycy to książka intrygująca i zdecydowanie zachęcająca do odwiedzenia Korei Południowej. Jedynymi fragmentami, którymi nie byłam stuprocentowo zachwycona, były te poświęcone szczegółom technicznym związanym z praca dla Hyundaia. Bez znajomości detali różniących poszczególne modele marki jakoś bym sobie poradziła:). Jestem jednak pewna, że wielu czytelników będzie właśnie tym aspektem najbardziej zaciekawiona, szczególnie jeśli mają samochód właśnie tej marki. Za to naprawdę doceniłam i na długo zapamiętam takie szczegóły jak to, że Koreańczycy piją najwięcej alkoholu na świecie (11 szklanej tygodniowo, czyli ponad dwa razy więcej nić Rosjanie), albo, że w koreańskim społeczeństwie panuje wszechobecny lookizm, przejawiający się w obsesyjnym dbaniu o urodę, włącznie z masowym poddawaniem się operacjom plastycznym. Chętnie wybrałabym się do tego egzotycznego kraju, by zobaczyć tych wszystkich elegancko zoperowanych pracusiów, maszerujących w rytmie K-popu, nad którymi unosi ostra woń kimchi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *