Michael Dylan Foster, Yōkai. Tajemnicze stwory w kulturze japońskiej

Ta książka otwiera przed czytelnikami drzwi do zupełnie innego wymiaru kultury, a ci, którzy (niekoniecznie profesjonalnie) upodobali sobie japońskość w każdej postaci, będą nią zwyczajnie oczarowani. Oto kolejny fenomen związany z Krajem Kwitnącej Wiśni. Podczas gdy reszta świata odcina się od swoich korzeni, a folklor jest uważany za przejaw zacofania i prymitywizmu, Japończycy nadal czerpią ze swej ludowości pełnymi garściami, twórczo przekształcając niesamowitości z dawnych czasów, w najbardziej widowiskowe fenomeny współczesnej kultury popularnej. Najwspanialsze jest to, że dzięki ich świadomości wartości tego, co niezwykłe i tajemnicze, tak wiele z dawnych legend zostało ocalonych i może kontynuować swój kulturowy żywot w zmienionej formie i to nawet poza granicami Japonii. Polecam tę książkę każdemu, kogo interesują źródła wspólnej nam wszystkim kultury popularnej. Nie tylko bowiem mangi i anime, ale też wiele gier komputerowych czy filmów czerpie całymi garściami z tradycji yōkai, z czego nie do końca zdajemy sobie sprawę, a czego Japończycy są jak najbardziej świadomi.

Objaśnić niewyjaśnione

Zapewne każdy z was pamięta lekcje ze szkoły podstawowej poświęcone greckiej mitologii. Ja do dziś mam żywo w pamięci moją ulubioną polonistkę, która tak ciekawie mówiła nam o niepojętych dla dawnych mieszkańców Hellady zjawiskach przyrodniczych, które próbowano sobie tłumaczyć poczynaniami tajemniczych bóstw. Stąd, z tego strachu i ciekawości, biorą swój początek nie tylko bogowie olimpijscy, ale i całe zastępy herosów, tytanów, najad czy faunów. Oczywiście, inne kultury nie są pod tym względem gorsze, a nawet my, Słowianie, mamy bogaty zbiór dawnych legend, z których tak ochoczo korzystali romantycy, a o których dziś tak mało się pamięta. Jeśli jednak chodzi o celebrację folkloru, to Japończycy są wprost zadziwiający. Nie tylko od najdawniejszych czasów wymyślali takie byty jak wodniki kappa, górskie chochliki tengu, syreny czy zmiennokształtne lisy i jenoty, ale też bardzo wcześnie zaczęli zbierać o nich informacje w kodeksach, przypominających istne encyklopedie cudowności. Temu wszystkiemu, czyli temu jak z niewyjaśnionych zjawisk, ze strachu przed dziwnymi hałasami lub z gniewu na nagłą i niewyjaśnioną śmierć bliskich, narodziły się legendy o yōkai. Poświęcona jest temu pierwsza, niezwykle ciekawa część tej książki. Michael Dylan Foster opowiada nam o metodologii swoich poszukiwań, o przedzieraniu się przez stosy informacji do samego jądra yōkai. Dostajemy tu również krótki wykład historii yōkanologii, czyli zarys dziejów spisywania tego wszystkiego, co w japońskiej kulturze niezwykłe i tajemnicze. Nie dajcie się jednak zwieźć pozorom (ani temu co tu pisze), bo w żadnym razie nie jest to suchy akademicki wykład. Autor w bardzo przystępny i zajmujący sposób, cierpliwie i krótkimi rozdziałami, tłumaczy czytelnikowi ten japoński fenomen i to tak, że od razu nam się wydaje, że wreszcie możemy dobrze pojąć choć część z tego, co słyszeliśmy o tym kraju. Dla mnie te treści są wręcz bezcenne :).

„Czym zatem jest yōkai? Na razie powiedzmy tylko, że są to dziwne, tajemnicze istoty, potwory lub fantastyczne stworzenia, duchy czy też chochliki”. Taka jest wstępna wersja, ale w miarę czytania ciągle musimy poszerzać tę definicję. Okazuje się, że yōkai to bardziej strefa niż zbór konkretnych stworzeń. Mogą się tu znajdować nie tylko istoty ożywione, ale też niewyjaśnione zjawiska czy też budzące grozę miejsca. Yōkai to wszystko co ponadnaturalne, fantastyczne i potworne. Warto również pamiętać, że miały one w przeszłości szczególną funkcję, gdyż „są istotnie Obcymi ucieleśniającymi wszystkie zagrożenia i obawy związane z życiem na ziemi”. Nie trudno się zatem domyśleć, że dzięki przekazywanym z ust do ust opowieściom o tym, jak zaatakowany człowiek po wielu trudach pokonał demona (często wyłącznie dzięki swemu sprytowi), ludzie mieli poczucie panowania nad otaczającym ich światem, zyskiwali poczucie (co z tego,że pozorne?) kontroli nad naturą.

Fantastyczne stworzenia i jak się przed nimi ustrzec

Druga część książki to jedyny w swoim rodzaju bestiariusz, zawierający opis wybranych yōkai wraz z rysunkami autorstwa Shinonome Kijina. Osobno pogrupowano stwory występujące w lasach lub w zbiornikach wodnych, a osobno te, które lubią postraszyć bliżej ludzkich siedzib. Zapewniam, że tak fascynujących historii nie usłyszycie w żadnym filmie fantasy, czy nie przeczytacie w najmroczniejszym thrillerze. Poza wszystkim innym ten bestiariusz to dowód na niesamowitą moc ludzkiej wyobraźni, która za potwora ma na przykład syrenę (często składającą się w połowie z karpia, a w połowie z małpy zszytych razem), kudana, czyli byka o ludzkiej twarzy, jednookiego łobuza Hitotsume-kozo, czy moją ulubioną Yamamabę, straszącą w górskich ostępach samotną matkę. Wśród dziwadeł i mniej lub bardziej groźnych straszydeł jest nawet chłopiec niosący tofu, w którym jakoś nie mogę dopatrzyć się niczego złowrogiego i to dopiero jest niepokojące. Jest nawet coś dla kociarzy, gdyż dawną Japonię najwyraźniej zamieszkiwały nekomata, koty o rozdwojonych ogonach, potrafiące być naprawdę złośliwe i niebezpieczne. Wymieniając kolejne fascynujące stworzenia, autor często przywołuje Pokemony, które prawdopodobnie wywodzą się właśnie od yōkai. Jeśli zatem jesteście fanami serialu lub gry, nie wypada wam zwyczajnie nie znać tej uczonej publikacji na temat ich źródeł.

Na koniec wspomnę może jeszcze o czymś, co bardzo mnie ujęło, a mianowicie o elastycznym podejściu Japończyków do swojego folkloru. Legendy o dziwnych stworach nie są dla nich jedynie czymś, o czym mogą poczytać w wiekowych kodeksach, ale wiecznie żywą materią, bez przerwy ulegająca transformacjom. Ostatnie dekady to prawdziwy renesans yōkai, o których powstają powieści, mangi, filmy, a nawet całe strategie marketingowe firm i miast opierają się na ich unowocześnionym wizerunku. Najlepszych rysowników komiksów czy pisarzy zajmujących się właśnie tym tematem, traktuje się z czcią należną wielkim artystom. Najbardziej jednak utkwiła mi w pamięci relacja autora z konwentu wielbicieli yōkai, podczas którego można było przebrać się za ulubionego stworka, kupić dowolną pamiątkę z jego podobizną, posłuchać dyskusji panelowych, a po wszystkim wypić z podobnymi do siebie ludźmi pozytywnie zakręconymi na punkcie fantastycznych stworzeń. Fani zachodnich komiksów spod znaku Marvela mogliby się od nich wiele nauczyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *