Czarownica (Maleficent)

Czarownica to czysta wizualna uczta, nie wymagająca od widza zbyt dużego pomyślunku, ale za to pomagająca w odszukaniu w sobie swojego wewnętrznego dziecka. Z racji tego, że gra tu przepiękna Angelina, na film licznie poszli (i pewno jeszcze pójdą) oprócz dzieci i młodzieży, także bardziej zaawansowani wiekiem widzowie, w których ta opowieść niezawodnie wywoła wspomnienie ulubionych kreskówek Disneya. Mamy tu wszystko, co tak nas uwodziło jakieś 15 lat temu, czyli niezbyt głębokie postaci, wspaniałą scenerię, wróżki i magiczne stwory, gadające zwierzaki i prosty morał.

Od typowych disneyowskich kreskówek Czarownica różni się chyba tylko lepszym wyczuciem i gustem. Czuć, że każda minuta została dokładnie przemyślana. Nikt nie ma prawa się znudzić, ale też nikt nie wejdzie głębiej w interesujący go wątek, ponieważ wszelkie opowieści poboczne został skrócone do minimum, a główna historia także do wyjątkowo szczegółowych czy skomplikowanych nie należy. Proporcje są w tym filmie odmierzone tak precyzyjnie, że chyba bardziej już się nie dało; krótkie wprowadzenie, szybkie i energiczne rozwinięcie (poprzetykane nielicznymi dowcipami wróżkowymi) i zaraz zgrabne zakończenie.

Czarownica (a raczej Diabolina) to leśna wróżka zmieniająca się w złą wiedźmę pod wpływem okrutnej zdrady pewnego niedobrego Stefana (Sharlto Copley). To z jej perspektywy poznajemy wszystkie ważne szczegóły opowieści o Śpiącej Królewnie, choć to nie ona sama jest opowiadającą. Sąsiadująca z krainą ludzi baśniowa Knieja, w której mieszka, a raczej ukrywa się Diabolina, to źródło magicznych mocy i niewinności. Niestety tę piękną krainę zamienia w nocny koszmar jeden niewierny kochanek. Na początku jest jak w oryginale. Królowi rodzi się córka, zjawiają się trzy urocze wróżki ze swoimi darami, a także zła wiedźma rzuca swój fatalny czar. Później jednak, gdy urocza Aurora ukrywa się w lesie, sprawy przybierają mniej oczywisty obrót.

Nie można nie zauważyć, że film powstał głównie po to, by wyeksponować ogromy urok osobisty i talent aktorski Angeliny Jolie (aktorka jest także producentką Czarownicy). Nie wiem jak ona to robi, ale każdy jej gest, każdy grymas twarzy ma tu swoją specyficzną magię, co wcale nie jest wynikiem komputerowych przeróbek. Aktorka z własnego ciała (i to nie tylko w tym filmie), czyli jakby nie było z narzędzia pracy, uczyniła prawdziwe dzieło sztuki, nadając nawet chorobliwej chudości pozór piękna, siły i czystości. Może to zasługa charakteryzacji, może to geny, a może Angelina stoi przed lustrem kilka godzin dziennie i ćwiczy na przykład ,,obezwładniający uśmiech numer 9” lub ,,mściwe spojrzenie numer 3”, ale to w sumie nie ważne. Ważne, że i piękna Aurora, i ziemniaczany Stefan, a nawet wszystkie magiczne stworzenia razem wzięte, pozostają po filmie tylko mglistym wspomnieniem, ponieważ Diabolina zagarnia całą naszą uwagę.

Bardzo ciekawe wydało mi się przeniesienie ciężkości tej klasycznej dziecięcej opowieści i nadanie jej bardziej feministycznego wymiaru. W filmie, jak często i w życiu, kobiety mogą liczyć tylko same na siebie, a siła ich uczuć nie może być nawet porównywana z niskimi męskimi popędami. Czuć niestety także lekki niedosyt związany na przykład z postaciami wróżek czy matki Aurory. Kolorowe wróżki są przeurocze i bardzo zabawne, ale tylko migają gdzieś w tle i nawet nie możemy przyjrzeć się dokładnie ich pociesznym mordkom. Królowa natomiast to jakaś anonimowa postać, z niezrozumiałych względów zupełnie tu pominięta. No i oczywiście przydałby się jakiś rys psychologiczny, choćby w minimalnych ilościach, tak by poczynania tych postaci były choć odrobinę bliższe widzowi.

Koniecznie muszę także napisać, że świetnie obsadzono rolę Śpiącej Piękności. Nie lubię Elle Fanning, bo choć to ładne i może nawet zdolne dziewczę, ale oczy jej się nie otwierają, przez co wygląda na śpiocha, który dopiero co się obudził. Tutaj akurat to mi nie przeszkadzało, bo skoro zabrakło krasnali, w tym Śpiocha, to ktoś musiał przejąć część funkcji, a wróżki przecież wszystkiego nie ogarną.

Diabolina warta jest obejrzenia i samemu i z dziećmi (jeśli ktoś posiada lub może wypożyczyć). Oczywiście konieczne w kinie, niekoniecznie w 3D, raczej z napisami a nie z dubbingiem. Idźcie obejrzeć najładniejszą i najstraszniejszą czarownicę jaką do tej pory wyprodukowało Hollywood.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *