Crimson Peak. Wzgórze krwi

Wzgórze krwi to z jednej strony prawdziwa uczta wizualna, ze scenografią i kostiumami dopracowanymi do perfekcji. Wspaniała jest także aktorska obsada, robiąca co może, by ożywić nieco drętwe dialogi. Z drugiej jednak strony fabuła nie zachwyca innowacyjnością. Osoby nie przyzwyczajone do dość typowych schematów romansów gotyckich, nie zaczytujące się w dziewiętnastowiecznej literaturze, mogą być tym filmem zwyczajnie znudzone. Mnie się bardzo podobał ten mroczny prawie horror, ale muszę przyznać, że wciąż musiałam sobie przypominać, że za brak oryginalności odpowiada konwencja, jaką wybrał del Toro. No i raczej, mimo całego piękna absolutnie wszystkich ujęć, drugi raz bym na to do kina nie poszła.

Niebezpieczny trójkąt miłosny

Główną bohaterką tej opowieści jest młoda, inteligentna i rezolutna Amerykanka Edith (Mia Wasikowska), która, choć to dopiero dziewiętnasty wiek, ma ambicje pisarskie. Ładna panienka pragnie dorównać Jane Austen i Mary Shelley, ale póki co, każdy wydawca zbywa żarcikami jej pieczołowicie dopieszczany manuskrypt powieści o duchach. Wkrótce na arenie życiowej uroczej Edith pojawia się tajemniczy brunet o mrocznym spojrzeniu. Baronet Thomas Sharpe (Tom Hiddleston) ma wszystko, co może podobać się młodej kobiecie: jest elegancki, ma arystokratyczny tytuł, a do tego z podziwem wypowiada się o twórczości pisarskiej Edith. Niestety ma też kilka innych rzeczy, takich jak zbankrutowane domostwo na szczycie wzgórza, które jest jednocześnie kopalnią obrzydliwej czerwonej gliny, pomysł na fikuśną glebogryzarkę z silniczkiem, która ma mu pomóc zdobyć fortunę, a póki co fortunę pochłania jej konstrukcja, no i wreszcie Thomas ma też tajemniczą i ponętna siostrę, z którą jest bardzo (ale to bardzo) zżyty. Po kilku miłych rozmowach, niewielkim sprzeciwie ze strony ojca Edith, który zostaje szybko zażegnany niespodziewaną śmiercią starszego pana, młodzi mogą się pobrać i wyjechać do Anglii.

Crimson-Peak-1

Tutaj, w najbardziej zrujnowanym, a jednocześnie w najpiękniejszym filmowym domu jaki widziałam, szybko okazuje się, że życie młodej amerykańskiej dziedziczki nie będzie usłane różami. Całkowitą kontrolę nad gospodarstwem ma siostra Thomasa Lucille (Jessica Chastain) i najwidoczniej nie zamierza się nią dzielić. W dodatku świeżo poślubiony małżonek spędza większość czasu z glebogryzarką (przepraszam, ale nie wiem jak to ustrojstwo inaczej nazwać), ewidentnie unikając zbliżeń z żoną. Nic dziwnego, że Edith ma koszmary i zwidy w tym mrocznym domiszczu, że zaczyna myszkować po piwnicach w poszukiwaniu trupów w szafie mężulka. Niestety, im więcej jest nocnego skradania w koszuli nocnej, im więcej przerażonych wielkich oczu Mii Wasikowskiej i gniewnych spojrzeń Jessiki Chastain, tym bardziej początkowe napięcia opada, a widz zaczyna odliczać czas do końca seansu. Wielki koniec tej opowieści o domu Sharpe’ów (bardzo przypominający atmosferą Dom Usherów Poe’go) niestety chyba nie jest niespodzianką.

Nieśmiertelny gotyk

Osobiście uwielbiam gotyk i wszystko co się z nim wiąże. Bladolicy kochankowie, masakry i tortury, piękna damska i męska moda, tajemnice i dramatyczne zwroty akcji oraz oczywiście zjawiska paranormalne w mniejszych i większych dawkach. Z gotykiem współcześnie jest jednak taki problem, że trzeba wszystkie jego składniki dawkować oszczędnie, żeby ustrzec się śmieszności (dlatego też twórczość sióstr Brontë ma się nadal bardzo dobrze, siostry oszczędnie szafowały zjawami i mrokiem), co się niestety w przypadku Wzgórza krwi nie udało.

Niesamowitą przesadą jest już postać matki Edith, od której się wszystko zaczyna. W filmie chodzi bowiem o to, by nam udowodnić, że duchy istnieją, w co nie wątpi główna bohaterka, której już w dzieciństwie pokazał się duch matki. Zjawa kilka razy powraca, ale ludzie!, jeśli to naprawdę rodzicielka Edith to ma iście wisielcze poczucie humoru, lub jest straszną sadystką, torturując swym obliczem żywych. Reszta upiorów w filmie jest równie karykaturalna.

Crimson-Peak-2

Przesadzone są także postaci z głównego trójkąta. Baronet Thomas jest jak na mój gust zbyt rozlazły, płaczliwy i bez wyrazu na swych bladych licach, jego siostra Lucille, bez względu na wysiłki pięknie ufryzowanej Chastain, to kolejna gotycka wariatka ze strychu, a Mia Wasikowska po raz już nie wiem który, znowu wciela się w postać niewinnej, dziewiczo czystej, niemal dziecięcej sarenki o wielkich oczach bez charakteru i właściwości. Szkoda, zwłaszcza postaci Edith, która z początku zapowiadała się ciekawie i zadziornie.

A powracając do wątków humorystycznych, niektórym z was może się wydawać, że być może nieco przesadzam. W końcu w zapowiedziach film wygląda poważnie i kusi estetyką rodem z Penny Dreadful. Cóż w tym może być śmiesznego? Poczekajcie tylko na bardzo długą scenę finałowej walki, a się przekonacie. Walka na noże, tasaki i szpadle, i to w powłóczystych nocnych koszulinach, każdego może wprowadzić w konsternację. Pomimo wielu starań i sporej dozy aktorskiego talentu, a także wielkiej urody obu pań i wysiłków kostiumologów, którzy z pewnością wycisnęli co się da z sukien z bufkami i trenami, ani Chastain, ani Wasikowska, nie odbiorą Evie Green korony królowej gotyckiej grozy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *