Pomiń zawartość →

Save Me

Jakoś nie wyobrażam sobie zupełnie, by w Polsce kiedykolwiek mogły powstawać takie seriale jak Save Me. My mamy naszego Ojca Mateusza i Plebanię, a Amerykanie opowieść o kobiecie, która słyszy głosy (może to sam Głównodowodzący) i naprawia swoje i innych życie po tym, jak została ,,wskrzeszona z martwych” po uduszeniu się we własnej kuchni ogromną kanapką. Przyglądanie się perypetiom Beth Harper to naprawdę świetna rozrywka, mimo ważkiego, religijnego tematu. Serial jest naprawdę udaną, lekką komedią, a to głównie za sprawą grającej główną rolę Anne Heche, którą niektórzy widzowie może jeszcze pamiętają z serialu Uwaga, faceci! (to była taka damska wersja Przystanku Alaska). Trzpiotliwa Ania z dużym wdziękiem wciela się w postać znudzonej życiem, imprezującej alkoholiczki, która pod wpływem boskiej interwencji przypomina sobie nagle, że ma przystojnego męża i dorastającą córkę, którzy jej potrzebują.

Save Me ma oczywiście wiele wad, typowych dla amerykańskich produkcji. Wszyscy bohaterowie spędzają czas głównie na udzielaniu się w towarzystwie, nie wiadomo gdzie kto pracuje i skąd mają właściwie kasę na utrzymanie tych wielkich, kolorowych i idealnie czystych domów. Ale co tam logika! I tak jest zabawnie.

Serial bardzo przypomina Bruce’a Wszechmogącego. Oto mamy współcześnie żyjącą kobietę, zupełnie nie religijny typ starzejącej się blond ślicznotki, która z dnia na dzień zostaje prorokiem, a raczej prorokinią Pana. Widzowie mogą odnieść na początku wrażenie, że to tylko śmieszne perypetie chorej umysłowo niewiasty, której alkohol nadwątlił rozum. Jednak Bóg nie pozostawia co do jej powołania żadnych wątpliwości, śpiesząc w najtrudniejszych momentach z prawdziwie starotestamentową pomocą. Beth potrafi na przykład wzniecać ogień, czytać cudze myśli, przewidywać przyszłość i razić ludzi piorunami (co przydarzyło się kochance jej męża).

Wspaniale szalony wydaje mi się pomysł wysłania proroka do bogatych i zepsutych Amerykanów (którzy w końcu także potrzebują ewangelizacji) i pokazania im jak Bóg może wpłynąć na ich codzienne, drobne sprawy i niewielkie, osobiste interesiki. A pomysł by Beth rozmawiała ze Stwórcą siedząc codziennie rano w toalecie, wydaje mi się genialny. W końcu to w tym miejscu wielu ludzi ma naprawdę głębokie przemyślenia i wpada na przełomowe pomysły.

Save Me jest tak pozytywnie zakręcony, że prawdopodobnie jego produkcja nie potrwa zbyt długo. Chciałabym się mylić, ale niewielu jest chyba widzów z tego rodzaju poczuciem humoru i dystansem do spraw ostatecznych, a szkoda, bo w tym kontekście moglibyśmy się naprawdę dużo nauczyć od amerykańskich filmowców. Tymczasem u nas nadal trwa pochód wiejskich księży proboszczów, duchownych na rowerach i pociesznych dewotek w moherowych beretach.

Opublikowano w Seriale

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.