American Horror Story: Freak Show

Zamiast oglądać jak każdy o tej porze kiczowate horrory (bo to Halloween i musi być w klimacie), zapodałam sobie seans czwartego sezonu American Horror Story. Odcinki halloweenowe szczególnie przypadły mi do gustu. Były dokładnie takie jak trzeba, czyli trochę obrzydliwe i mocno niepokojące. Czwarta seria serialu Brada Falchuka i Ryana Murphy’ego najbardziej przemawia do mojej wyobraźni i gnieżdżących się w niej strachów. Duchy mnie nie ruszają, nie boję się czarownic ani wariatów, ale okaleczone ciała dziwadeł pokazywanych w galerii osobliwości oraz morderczy klaun to zupełnie inna sprawa. Tym razem udało się filmowcom trafić dokładnie w centrum moich dziecięcych lęków i podejrzewam, że nie jestem w tym odczuciu odosobniona. Któż z nas bowiem nie bał się brzydkiego klauna z cyrku? Kto nie zastanawiał się czy sam nie jest takim dziwadłem, którego inni członkowie społeczeństwa nie będą w stanie zaakceptować? Z takich lęków się nie wyrasta, choć tych paskudnych cyrków sprzed lat już nie ma.

Okrutne widowisko

Pokazy dziwadeł były jeszcze całkiem niedawno dość powszechne. Ludzie od zawsze interesowali się tym co inne, co naturze udało się inaczej niż zwykle. Akcja tego sezonu rozpoczyna się w USA w roku 1952, ale musimy być gotowi na częste cofanie się w czasie i poznawanie (jak zwykle w przypadku tej serii) indywidualnych losów naszych bohaterów. Do miejscowości Jupiter na Florydzie przybywa wesołe miasteczko niemieckiej emigrantki Elsy Mars (Jessica Lange), która oprócz tego, że troskliwie zajmuje się swoją gromadką, jest także niespełnioną i wciąż liczącą na sławę gwiazdą kabaretu. Jej podupadająca trupa potrzebuje nowej atrakcji, zatem Elsa rekrutuje bliźniaczki syjamskie Betty i Dot (jedno ciało i dwie głowy Sarah Paulson), które dość szybko orientują się, że aby przeżyć, muszą się dostosować do sytuacji, tak jak to zrobili pozostali odmieńcy. Podczas pokazów dla dość lichej publiczności można podziwiać nie tylko śpiewającą Elsę i bardzo zdolne bliźniaczki; jest też kobieta z brodą (Kathy Bates), chłopiec o zrośniętych palcach (Evan Petres) czy hermafrodyta (Angela Bassett). Chorzy na mikrocefalię (pamiętacie Pepper?), osoby ze zniekształconymi kończynami lub zupełnie ich pozbawione, karły i wielkoludy, siłacze i wróżki – jest tu naprawdę każdy rodzaj mutacji, odmienności lub kalectwa ciała, który mógł kiedyś wzbudzać wręcz niezdrowe zainteresowanie.

Osią fabuły jest narastający konflikt pomiędzy ambitną lecz niezdolną i zawistną Elsą, a jedną z bliźniaczek syjamskich, która okazała się wokalnym objawieniem i od pierwszego występu zawładnęła cyrkową sceną. Dziewczęta, choć dzielące nie tylko ciało lecz także emocje i sny, są zupełnie odrębnymi jednostkami, co zwiastuje od początku marny koniec jednej z nich. W dodatku Elsa zrobi wszystko by nikt nie zaćmił jej blasku (który zdaje się istnieć tylko w jej pokręconej wyobraźni).

Jessica Lange i Sarah Paulson
Jessica Lange i Sarah Paulson

Kto tu jest freakiem?

Patrząc na ten dziwny splot horrorowych wątków po raz pierwszy jestem w stanie współczuć bohaterom serialu, który wcześniej nie wzbudzał we mnie cieplejszych, bardziej ludzkich uczuć. Akurat tę fabułę odbieram bardzo emocjonalnie, prawdopodobnie dlatego, że pokazuje się tu ciężki los nie tyle odmieńców, co zwyczajnie chorych ludzi. To ci ,,normalni”, mający wszystkie ręce i nogi oraz pełnowymiarowe głowy są kreowani na potwory, wykorzystujące krzywdę bliźnich. Same dziwadła nie bardzo mają wyjście. Poza występami w tych osobliwych pokazach, nie ma dla nich szansy na spokojne życie. Choć to XX wiek, ludzie wciąż zachowują się jak średniowieczni wieśniacy gotowi ruszyć na odmieńca z widłami i przegnać go w głąb lasu lub spalić na stosie.

Choć chyba każdy z widzów podczas pierwszych odcinków musiał powstrzymywać odruch obrzydzenia, przypominając sobie bardziej poprawne sądy typu ,,to też są ludzie i nie można się ich bać ani z nich śmiać”, w dalszej części już nie mamy z tym problemów. Dzięki możliwości poznania ich życiowych historii, widzimy już nie na przykład kobietę z brodą, ale zatroskaną matkę, nie dwugłowe monstrum, a bardzo zdolną artystkę, wreszcie nie pokręconego hermafrodytę, a pełnokrwistą kobietę. Tylko jakoś z morderczym klaunem i jego młodym pomocnikiem nie mogę się utożsamić i czekam z niecierpliwością na to aż obaj pożegnają się z tym światem. No i przyznam się do tego, że nie lubię Meepa, chłopca zarabiającego na życie pokazami, podczas których odgryza głowy żywym kurczakom. Jakaś organizacja chroniąca prawa zwierząt powinna się tym zainteresować (nawet jeśli to nie są prawdziwe kurczaki, to jednak promocja przemocy wobec zwierząt; z przemocą wobec ludzi nie mam problemu).

klown z Freak Show

Freak Show, podobnie jak poprzednie serie, straszy nas w najlepszym, tradycyjnie amerykańskim stylu. Po raz kolejny także możemy oglądać świetne kreacje aktorskie. Podoba mi się szczególnie śpiewająca Jessica Lange oraz Kathy Bates z brodą. Dzięki nim, choć akcja się trochę wlecze, naprawdę dobrze się to ogląda. Czasem tylko niepokoi mnie myśl, czy przypadkiem twórcy robiąc serial o chorych, zniekształconych i nieszczęśliwych ludziach, sami nie są jak ci cyrkowcy sprzed lat zarabiający na mutacjach genetycznych, a my jesteśmy taką złaknioną sensacji gawiedzią?

One thought on “American Horror Story: Freak Show

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *