Udając gliniarzy

O co chodzi w tej komedii wiadomo od razu: ktoś postanowił podszywać się pod stróżów prawa. Niby wiemy, czego się mamy spodziewać, a jednak czekają nas przynajmniej dwie, dość niesmaczne niespodzianki. Oto jesteśmy przez cały seans niepewni, co właściwie oglądamy. Nie wiemy czy to ciepła komedia romantyczna, czy typowa kumpelska historia, czy też najbardziej wulgarna i niesmaczna produkcja. Miłe żarty pary głównych bohaterów, ich przyjacielskie docinki, mające nawet pewien urok, lecz przetykane są dowcipasami najniższych lotów, na które zupełnie nie byłam przygotowane i które najchętniej usunęłabym z pamięci.

Skąd ja ich znam?

Pewno nie obejrzałabym tego filmu, gdyby nie podejrzanie znajome twarze. Główni aktorzy grają razem także w wyjątkowo irytującym serialu Jess i chłopaki, którego z niewiadomego powodu nie mogę przestać oglądać. Może i Jake Johnson ani Damon Wayans Jr. nie należą do aktorskiej elity, ale w serialu miewają śmieszne momenty, więc pomyślałam, że podobną energię przeniosą do filmu. Niestety tak się nie stało.

Udając gliniarzy jest o dwóch życiowych niedojdach, Ryanie (Johnson) i Justinie (Wayans Jr.), którzy po wyjedzie z Ohio do dużego miasta, nie radzą sobie zbyt dobrze. Ryan z powodu kontuzji nogi nie może kontynuować kariery futbolowej, a Justin jest popychadłem w firmie robiącej gry komputerowe, w której nikt nie chce słuchać o jego błyskotliwych pomysłach. Pod wpływem impulsu, panowie przebierają się na imprezę klasową za policjantów i są w tym tak wiarygodni, że ich zabawa zaczyna się niebezpiecznie przedłużać. Zaczyna się od munduru, potem jest wyposażenie, radiowóz, filmiki z YouTuba o byciu prawdziwym gliną, i nim się orientują, stają się prawdziwsi od prawdziwych stróżów prawa.

Nasi podszywający się pod gliniarzy panowie nie przejmują się zupełnie tym, że nie idzie im za dobrze. Bawią się świetnie, przynajmniej do momentu, gdy na ich drodze pojawią się naprawdę niebezpieczni przestępcy, a dobra zabawa to jest to, co dla tych wiecznych chłopców liczy się w życiu najbardziej. Właściwie im dłużej im towarzyszymy, tym lepiej zdajemy sobie sprawę z tego, że mamy do czynienia z idiotami, co zupełnie mi nie przeszkadza, dopóki ci idioci nie są wulgarni. Jakoś nie poraziła mnie szczególnie scena w walki z agresywnymi kobietami, ani ich ciągłe obkładanie się łapkami po twarzach jakby byli małymi dziewczynkami, ale motyw gołego grubasa mnie wręcz poraził. Przed tą sceną powinien być jakiś napis ostrzegający przed drastycznymi treściami. Nie wiem czemu podobne wstawki mają służyć, ale jedno jest pewne: do kolejnej kumpelskiej komedii podejdę już z większą rezerwą i szczególną ostrożnością. Nie dam się już zaskoczyć szczegółami męskiej anatomii, których niestety nie można wymazać ze straumatyzowanej pamięci.

Udając gliniarzyDla kogo taka komedia?

Głupota Udając gliniarzy nie poraziła mnie aż tak bardzo jak mogła dlatego, że od razu założyłam, że nie ma się co za dużo spodziewać. Dostałam to, na co się pisałam i ciut więcej. Serialowy Nick jak zwykle był znerwicowany i nadpobudliwy, a Trener ciapowaty i jakby wiecznie zaspany. Z bólem serca przyznam się też, że kilka razy nawet się uśmiechnęłam, a raz roześmiałam, choć był to bardziej śmiech z zażenowania i współczucia dla fałszywych gliniarzy. Muszę też przyznać, że bardzo mi się podobały ironiczne docinki pod adresem policjantów, które choć zabawne, wcale aż tak bardzo nie mijały się z prawdą (i nie piszę tego tylko dlatego, że policja mnie nie chciała, choć może jednak…). O wysokim poziomie zarówno funkcjonariuszy prawdziwych, jak i fałszywych, może świadczyć to, że prawie do końca nikt się nie zorientował, że to podróbki. Taki to trudny zawód.

Pozostaje jeszcze odpowiedzieć na pytanie ,,Dla kogo to jest film?”. Cóż, jeśli spodziewacie się rozrywki na poziomie, błyskotliwych dialogów i dobrej gry aktorskiej, to zdecydowanie powinniście omijać szerokim łukiem salę kinową, w której to wyświetlają. Jeśli jednak odrobina rubaszności Was nie razi, nie grzeszycie wyrafinowanym poczuciem humoru ani nadmiernymi intelektualnymi ambicjami, a do tego jesteście nastolatkami, którzy chcą się zwyczajnie rozerwać w sobotni wieczór przy piwku, to Udając gliniarzy będzie dla was idealne (prawdopodobnie to zamroczenie alkoholowe sprawiło, że nie zakończyłam oglądania po kwadransie, tylko dzielnie brnęłam dalej).

Panowie siedzący przede mną w kinie byli zachwyceni, szczególnie dwóch z nich. Obaj (muszę wam to koniecznie opowiedzieć) choć przyszli do kina osobno, rżeli dokładnie w tych samych momentach i nie dotyczy to tylko filmu, ale nawet reklam przed. Po raz pierwszy widziałam kogoś, komu durne reklamy sprawiają taką radość. No i żeby śmiać się z zapowiedzi kolejnej części Głupiego i głupszego, a potem jeszcze z misia od chałwy, to już trzeba być wzorcowym odbiorcą komedii typu Udając gliniarzy.

W sumie to nie powinnam wybrzydzać, skoro moją ulubioną komedią są Druhny, czyli niewiele lepiej.

 

One thought on “Udając gliniarzy

  • Listopad 21, 2014 at 3:40 am
    Permalink

    „Panowie siedzący przede mną w kinie byli zachwyceni, szczególnie dwóch z nich. Obaj […] rżeli dokładnie w tych samych momentach i nie dotyczy to tylko filmu, ale nawet reklam przed. Po raz pierwszy widziałam kogoś, komu durne reklamy sprawiają taką radość. No i żeby śmiać się z zapowiedzi kolejnej części Głupiego i głupszego, a potem jeszcze z misia od chałwy, to już trzeba być…”
    podpowiadam: zjaranym. Bo to jest film dla zjaranych ludzi. Taka potężna nisza w amerykańskiej komedii.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *