American Horror Story

Ten serial zaczyna się w dość typowy dla horrorów sposób, czyli od typowej amerykańskiej rodzinki przeprowadzającej się do nowego miasta. Harmonowie chcą zostawić za sobą klęski starego życia (romans męża ze studentką i poronienie żony) i zacząć wszystko od nowa z czystą kartą. Widzieliśmy takie historie nie raz i wiemy, że takie próby nigdy nie kończą się sukcesem. Tak też dzieje się w tym przypadku. Troski i smutki Harmonów okazują się niczym przy nowych atrakcjach czekających na nich w świeżo zakupionej, choć już leciwej rezydencji.

Historia serialowej rodzinki, czyli terapeuty Bena (Dylan McDermont),jego żony Vivian (Conie Britton) oraz ich nastoletniej córki Violet (Taissa Farmiga) jest tylko pretekstem do pokazania wszystkich najsłynniejszych motywów i wątków jakie ma w swej długiej historii szkoła amerykańskiego horroru. Cała produkcja jest jakby hołdem oddanym najlepszym dreszczowcom made in USA, znajdziemy tu więc mnóstwo opowieści o duchach, siłach nieczystych, szaleńcach i nawiedzonych domach, ale na szczęście nie uświadczymy pojawiających się obecnie wszędzie wampirów i wilkołaków, co jest dużym plusem tego serialu. Bardzo dobrym pomysłem twórców było także opowiadanie fabuły poprzez pokazywanie w każdym z odcinków tylko fragmentu większej opowieści (związanej w przypadku pierwszego sezonu z morderczą rezydencją), składającej się na naprawdę imponująco dziwną (choć niekoniecznie straszną) historię.

Reżyser Ryan Murphy, pracujący także przy kultowym już serialu Glee, zadbał o to by praktycznie w każdej scenie pojawiło się odwołanie do klasyki gatunku (tak jak w serialu o śpiewających nastolatkach każdy odcinek nawiązuje do innej ważnej tematyki) i to jest duży atut American Horror Story, która sama w sobie nie jest niczym oryginalnym czy szczególnym. Podobnie też jak w Glee, pojawia się dziewczynka z zespołem Downa o prawdziwie diabolicznej osobowości (chore na tę przypadłość osoby i ich rodziny muszą chyba bardzo ambiwalentnie odnosić się do takich filmowych eksperymentów). Niestety poza funkcją edukacyjną (popatrzcie sobie jak wielkie jest amerykańskie kino i jak sprawnie potrafiło straszyć) i zaskakującą kreacją małej Addy, niewiele jest tu rzeczy godnych pochwały. Męczy mnie bardzo drewniane aktorstwo głównych bohaterów i wydumane, rozciągnięte do granic możliwości historie postaci drugoplanowych (jeden długi Szósty zmysł). Ciepła niedzielna aura dostatku, panująca na amerykańskim przedmieściu, wyklucza zupełnie wszelkie ciarki na plecach i krzyki z przerażenia. Jakoś nie robią na mnie wrażenia ani szaleni naukowcy, ani płody w formalinie, ani nawet zboczone widmo w czarnym lateksie, choć przyznam,że to miło i zacnie, że ktoś postanowił nam przypomnieć czego się kiedyś baliśmy.

Choć wspomniałam o drewnianym, nużącym aktorstwie, to muszę zaznaczyć, że absolutnie nie miałam na myśli grającej w pierwszym sezonie sąsiadkę głównej pary Jessiki Lange. Tylko jej postać, ożywiona nieprzemijającym z wiekiem talentem, pobudza krew w moich zimnych żyłach do szybszego przepływu. Choć nie jest to wielka sensacja, bo i rola dla niej napisana nie jest niczym szczególnym, to jednak małe, blisko osadzone świdrujące oczka tej pięknej kobiety doskonale się komponują z horrorową scenerią.

American Horrror Story nie przeraża i gdybym miała nastoletnie dziecko to spokojnie pozwoliłabym mu oglądać ten serial (zanim opieka społeczna by mi je nie zabrała). Patrząc na te ciągnącą się jak flaki z olejem opowieść coraz częściej myślę sobie, że aby powstał naprawdę fascynujący i przerażający serial, ktoś powinien nakręcić Asian Horror Story. Ich duchy, zboczeńcy i nawiedzenia, nawet w odgrzewanej wersji, byłyby sto razy ciekawsze niż ta letnia, mętna, ,,horrorowa” kompozycja, pełna absurdów i sprzeczności.

7 thoughts on “American Horror Story

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *