Zwierzęta nocy

Mówiąc dość oględnie, najnowszy film Toma Forda mnie nie zachwycił. Co więcej, jestem pewna, że nie tylko ja wyszłam z seansu rozczarowana i skonfundowana. Te nieliczne osoby, które były ze mną na sali kinowej, nie kryły zdenerwowania i nawet podsłuchałam kilka krwistych komentarzy, których z grzeczności tu nie przytoczę. Skąd się zatem biorą te zalewy pochlebnych opinii? Skąd zachwyt widzów i krytyki na całym świecie? Widać, wyrafinowana estetyka kreatora mody do mnie nie trafia, bo mam za prosty umysł na taką wielką sztukę. Za to ubrania pokazane w filmie są pierwsza klasa.

Nocne marki

Tony (Jake Gyllenhaal) wraz z żoną i nastoletnią córką, jedzie nocą przez autostradę w zachodnim Teksasie. Droga jest pusta, dookoła pustynia. Nagle dwa wozy pełne ewidentnie przemocowych młodzianów, zmuszają Tony’ego do zjechania na pobocze. Nim się zorientujemy, rodzina zostaje rozdzielona, żona i matka wywieziona w nieznane przez agresywnych drabów, a sam Tony gdzieś porzucony na skalistym pustkowiu. To nie mogło skończyć się dobrze, nawet gdy w sprawę zaangażowała się policja. Po roku, prowadzący śledztwo w sprawie podwójnego zabójstwa Bobby Andes (znakomity Michael Shannon) namawia Tony’ego na krwawą zemstę na zabójcach najbliższych mu osób. Oto fabuła, ale nie całego filmu Forda, lecz powieści, którą dostaje główna bohaterka, Susan (Amy Adams) od swego byłego męża (Gyllenhaal). Nie widzieli się od prawie dwudziestu lat i właścicielka znanej galerii sztuki praktycznie zdążyła już zapomnieć o pierwszym mężu, którego zostawiła w bardzo nieładny sposób. Cały film składa się z wyobrażonej przez nią fabuły powieści i z przebitek z jej obecnego i przeszłego życia, czyli ze smutnej serii przeesteyzowanych ujęć, nad którą unosi się widmo demonicznej matki (Laura Linney). Dni Susan wypełnione są pięknymi przedmiotami, ubraniami i wnętrzami oraz emocjonalną pustką. Kobieta jest w kryzysie, który pogłębia zdrada drugiego męża i częste, za sprawą książki, powroty do dawnej miłości. Czy to możliwe, że wysłanie byłej żonie swojej powieści jest formą zemsty za to, że przed laty była ona bardzo okrutna w stosunku do Edwarda?

Pretensjonalny do bólu

Już bardzo dawna nie widziałam na ekranie aż takiego zadęcia. Zwierzęta nocy to ładna wydmuszka ze wzniosłą muzyką (Abel Korzeniowski się spisał), która nie niesie z sobą głębszych treści. Od początku miałam wrażenie, że wszystkie postaci, mimo widocznych starań ze strony naprawdę dobrych aktorów, zachowują się jak pozbawione psychologii automaty. Autentycznie bolał mnie w tym filmie każdy dialog, porażający płytkością i nic nie wnoszący do tej przewidywalnej i nudnej akcji.

Możliwe, że nie jestem dość wrażliwa i wyrobiona na takie luksusy i wyrafinowanie estetyczne, bo mój główny problem z tym filmem polega na tym, że jakoś nie bardzo widzę związek między dwoma planami tej opowieści. Jakie powiązanie może mieć to, że młoda kobieta rzuca swoją pierwszą miłość dla kogoś innego, z tym, że po dwóch dekadach zmusza się ją do przeczytania porażającej brutalnością powieści. Zupełnie nie przekonuje mnie związek między tymi dwoma typami okrucieństwa wobec innych, opisanymi na dwa sposoby w dwóch nie mających ze sobą za wiele wspólnego historiach. Osobiście wolałabym już żeby z thrillera autorstwa Edwarda zrobili pełnometrażowy film, taki w stylu Tarantino. Chętnie bym się obeszła bez usztywnionej Amy Adams snującej się po wymuskanych galeriach i domu. Jej historia nie jest w moim odczuciu jakimś wielkim dramatem, zasługującym na film.

Kilka rzeczy jednak mi się w filmie podobało. Jak zwykle Gyllenhaal dawał z siebie wszystko by wypaść przekonująco i momentami aż mi go było szkoda, że ginie w zalewie mniej lub bardziej obfitych pośladków (przykro mi to pisać, ale ten film powinien mieć raczej tytuł Różowe siedzenia, tyle tego tutaj jest). Podobnie jest z demonicznym Shannonem (pamiętacie go z Zakazanego imperium?), po którym widać, że jego bohater naprawdę nie ma nic do stracenia. Prawdziwy z niego stary wiarus, kowboj z reklamy papierosów dosłownie. Mam nadzieję, że aktor nie schudł drastycznie specjalnie do tej roli, bo to by mimo wszystko była strata energii po nic, bo nawet on nie ratuje tego filmu.

Absolutnym odkryciem jest dla mnie tu Aaron Taylor-Johnson grający jednego z gwałcicieli. Tak groźnego, nieobliczalnego i brudnego typa nie widziałam na ekranie od czasu gdy Tom Hardy zrobił po raz pierwszy swoją słynną minę w Bronsonie. Odrzuciła mnie, nie powiem, scena toaletowa, ale jednocześnie czuję szacunek dla determinacji młodego aktora, który po tych ujęciach na muszli klozetowej będzie na pewno zapamiętany. On też zasłużył na granie w lepszym filmie.

Ogólnie było mi po seansie zwyczajnie smutno, bo nie poszłam na Światło między oceanami, wybierając coś, co miało być ambitnym kinem. Nie rozumiem zupełnie dlaczego reżyser co chwila zmusza widza do wyjścia ze strefy komfortu, nie pokazując zupełnie, czemu to ma służyć.

8 thoughts on “Zwierzęta nocy

  • Grudzień 8, 2016 at 10:02 am
    Permalink

    Cóż jak widac bez szału i ni to dramat ni to thriller, bo chyba nie zorumiałeś/aś filmu i przekazu. Film jest zbudowany na samych metaforach. Książka jest odzwierciedleniem historii Susan i Edwarda. Książka została jej zadedykowana i nazwana „Zwierzęta Nocy” ponieważ tak zwykł mówic o niej mąż. On, który w realnym życiu namawiał ją do walki o związek jest Tonym z powieści, który do końca walczył o sprawiedliwość i chciał pomścić rodzinę ( w relanym życiu:swoje nienawrodzone dziecko) natomiast ona – okrutna i łatwo rezygnująca jest Rayem z powieści. To dlatego ta książka robi na niej takie wrażenie, bo przez nia zaczyna rozumieć , że popełniła błąd życia i zaczyna docierać do niej jak wielką krzywdę wyrządziła byłemu męzowi. Na koniec zostaje sama – tak jak przewidział. Wolała pójśc na łatwiznę, nie starać się, wybrać przystojniaka i pieniądz,a skończyła samotna, zdradzana i zrujnowana finansowo. Cała historia jej życia pokazuje też, że mimo niechęci do swojej matki- powieliła jej schemat. Poza tym ten film genialnie oddaje konsumcjonizm dzisiejszego świata. Jak dla mnie arcydzieło!!! Doadatkowo klimat i wyczucie stylu Toma Forda dodają obrazowi atrakcyjności. Jak widać to nie kino dla każdego…

    Reply
  • Kwiecień 13, 2017 at 9:57 pm
    Permalink

    Niedawno obejrzałam ten film i jestem zdruzgotana Twoją oceną. Chętnie podglądam szczere recenzje filmów i choć bywa, że entuzjastycznie zgadzam lub zupełnie się z nimi nie zgadzam, to po raz pierwszy czuję przymus zareagowania :)
    Film faktycznie zderza sztuczny przeestetyzowany świat sztuki z brutalnym realizmem powieści i dla mnie to zderzenie, a właściwie przenikanie się, jest ważne. Moim pierwszym wrażeniem było połączenie świata obrazów Luciana Freuda (które od razu przychodzą do głowy w trakcie napisów początkowych) z dziełami np. Johna Currina – obraz w gabinecie Amy Adams. (Potem widzimy zresztą przetworzenie tego odrażającego świata w formie wystawy, którą otwiera Amy.)
    Sceny w świecie Amy Adams są sztuczne i może do przesady rażą sztucznością. Sama AA do końca mnie nie przekonała, ale ta aktorka drażni mnie wszędzie (oprócz filmu Fighter :) Mimo tego, jej historia była dla mnie ważna, od samego początku do końca. Film naprawdę dobry, pewnie chętnie do niego wrócę.
    Co zabawne, akurat ubrania mi się nie podobały. Kiedy Amy ubiera się na ostatnią randkę i decyduje aby (nareszcie!) zetrzeć szminkę, krzyczę – zmień jeszcze sukienkę!

    Reply
  • Kwiecień 17, 2017 at 6:00 pm
    Permalink

    Serdecznie dziękuję za komentarz!
    To chyba różnica we wrażliwości, bo do dziś bardzo niemiło wspominam seans Zwierząt nocy. Pomimo jednak przykrego doświadczenia, mam wiele przyjemności z rozmów z różnymi ludźmi o tym, co im się w tym filmie podobało. Jestem za każdym razem zaskoczona tym, że dla tak wielu osób jest to tak ważny obraz, a w dodatku każdy widzi w nim coś zupełnie innego. Ja tego nie czuję, ale doceniam to, że na przykładzie tego filmu uczę się czegoś wartościowego o różnicach w odbiorze kina.

    Reply
  • Kwiecień 21, 2017 at 2:16 pm
    Permalink

    W tym filmie jest dla mnie tyle tropów, że za wiele nawet jeszcze nie próbowałam się wziąć. Z pewnością obejrzę go raz jeszcze.
    A byłaś w kinie od początku, czy wpadłaś spóźniona, żeby nie trafić na reklamy? Może przyjrzenie się obrazom/scenom prezentowanym w trakcie napisów jest ważne dla tego, jak się potem odbiera całość.
    Nie namawiam Cię do ponownego seansu, tak tylko się zastanawiam…

    Reply
  • Kwiecień 21, 2017 at 5:59 pm
    Permalink

    Oczywiście, że byłam na seansie od początku, od pierwszej otyłej tancerki. W moim przypadku nie poprawiło to odbioru filmu.

    Reply
  • Październik 7, 2017 at 10:36 pm
    Permalink

    Po obejrzeniu filmu byłam najzwyczajniej wkurzona. Fatalny warsztat, mnóstwo nieścisłości,poprzez co nie jest możliwa jednoznaczna interpretacja!

    Reply
  • Październik 9, 2017 at 9:01 am
    Permalink

    Też tak uważam, choć sądzę, że jestem w mniejszości. Oglądając, miałam wrażenie, że ktoś chce nas nabrać i że to nie sztuka, tylko coś, co sztukę udaje. Pretensjonalne, nudne, irytujące.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *