Dopóki piłka w grze szczerze

Debiut reżyserski Roberta Lorenza to przyzwoite kino na zimowe wieczory, ale nie powala na kolana i nie wróży wielkiego sukcesu tego twórcy. Film opowiada historię podstarzałego rekrutera basebollowego, który (mówiąc oględnie) ma pewne problemy ze wzrokiem. Clint Eastwood w tej roli po raz kolejny pokazuje widzom, że ma do siebie duży dystans, bo jego postać , nie dość, że bardzo stara, prawie ślepa, to w dodatku ma poważne problemy z prostatą, co obserwujemy już w pierwszej scenie z jago udziałem. Cały film bazuje zresztą na nietypowym uroku gwiazdor westernów, dla którego właściwie ogląda się do końca tą nieco naiwną historyjkę. Jak zwykle, gdy chodzi o staruszka, szefowie chcą go zwolnić mimo, iż jest kimś w rodzaju legendy w swojej branży. Oczywiście do tego nie dochodzi, ponieważ Clint jest niepokonany i nie potrzebuje wzroku by zobaczyć utalentowanego gracza. W kluczowej dla jego dalszej kariery rekrutacji, wystarczył dobry słuch. No to się nazywa klasa.

Reszta aktorów w tym filmie jest chyba tylko do ozdoby. Amy Adams w roli córki-prawniczki godzącej się ze zgredowatym ojcem po latach jest mało przekonująca, a jej postać nie ma praktycznie żadnej głębi psychologicznej. Patrzeć na nią też jest już coraz mniej przyjemnie, a jej młodzieńczy urok rudej pieguski zniknął już chyba na dobre. Po co w tym filmie gra Justin Timberlake możemy się tylko domyślać. Jego postać nic nie wnosi. Miał być niby chłopakiem Amy Adams i partnerem Eastwooda. Z tą pierwszą nie ma żadnej chemii, a przy tym drugim widać, na zasadzie porównania, jak bardzo nie potrafi grać.

Dopoki-pilka-w-grze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *