Wróg (Enemy)

Bez zbędnych wstępów, spieszę poinformować, że Wróg to jeden z najgorszych filmów jakie widziałam i to nie ostatnio, ale w ogóle. Oglądanie go było męczące, nudne, momentami bolesne, a procesowi temu towarzyszyło poczucie totalnego absurdu (i to nie w pozytywnym sensie, np. komediowym). To zwyczajnie jeden z tych filmów, po którym czujecie, że ktoś was oszukał i ukradł półtora godziny z życia. To nie widzowie powinni płacić za bilet na film, ale dystrybutor widzom by ktokolwiek chciał ,,dzieło” obejrzeć. Zapewniam wszystkich, że jeśli już zdobędziecie się na heroiczny wyczyn obejrzenia Wroga, to po wszystkim będziecie nienawidzić reżysera, a także ogarnie was fala współczucia dla grających tu, całkiem niezłych, aktorów.

Filmy o bliźniakach i sobowtórach są zazwyczaj ciekawe, a zdarza się, że i intrygujące. Tym razem jedna coś chyba nie wyszło, bo pomimo iż przystojnego Jake’a Gyllenhaala jest na ekranie dwa razy tyle co zwykle, to i tak produkcja jest nudna i wręcz niestrawna. Fabuła jest zabójczo prosta. Przeciętny do bólu akademicki nauczyciel historii zauważa w przypadkowo oglądanym filmie aktora, który wygląda dokładnie tak jak on. Nie jest to dobra wiadomość, ponieważ dla Adama, który panicznie boi się utraty tożsamości, klon to najgorszy koszmar. W dodatku mamusia (Isabella Rossellini) twierdzi, że jest jej jedynym synem. Wkrótce dochodzi do nawiązania łączności, wzajemnego obwąchiwania na odległość siebie nawzajem i partnerek, a w końcu do spotkania. Z bliska Adam i Anthony są identyczni, co dla obu jest niepokojącym faktem. W dodatku dziewczyna Adama (Melanie Laurent) jest bardzo podobna do ciężarnej żony Anthony’ego (Sarah Gadon). Zaprawdę, coś złego wisi w powietrzu.

Poza wymienionymi aktorami, nie zobaczymy we Wrogu zbyt wielu osób. Po stylowo zamroczonym, sennie zamglonym Toronto nie chodzą tłumy, choć nie wiadomo dlaczego. W ogóle nie wiadomo tu za wiele. Myślę, że ten film nie doczekał się przychylnego odbioru właśnie przez tę oniryczną atmosferę zagubienia. Trudno tu mówić o jakimkolwiek związku przyczynowo-skutkowym, bohaterowie najczęściej milczą, a jak coś mówią tu z durnowata powagą i zupełnie bez sensu. Co jakiś czas mignie nam scena ze snu Adama, czy też ujęcie pajęczaka spacerującego nad wieżowcami, ale to jednak za mało by móc mówić o czytelnym znaczeniu czy też o psychologii postaci. Nawet zakończenie jest zupełnie nielogiczne i ma się wrażenie, że to dopiero początek, ale już zupełnie innego filmu. Cóż, podobno powieść Jose Saramago Podwojenie, na podstawie której powstał scenariusz filmu, to całkiem niezła literatura. Niestety zrodził się z tego prawdziwy filmowy potworek, o którym zarówno ja jak i większość oszukanych widzów, chciałaby jak najszybciej zapomnieć.

Jedyne, co zasługuje we Wrogu na uznanie, to piękne zdjęcia. Gdyby zrobiono z tego serię artystycznych obrazów i wstawiono do galerii, byłoby wspaniale. Pozbawione intensywnych barw miasto, wszechobecny rozmyty brąz oraz jednocześnie zamglone i wyraźne portrety kobiet. Bardzo to wszystko marzycielskie, melancholijne i nastrojowe. Szkoda, że tak piękna oprawa graficzna nie towarzyszy czemuś bardziej wartościowemu.

 

5 thoughts on “Wróg (Enemy)

  • Sierpień 28, 2014 at 2:24 pm
    Permalink

    Co tu dodawać, wszystko zostało powiedziane. Film jest straszny. Gyllenhaal jeszcze gorszy… Wiele lepszy jest w Prisoners, tłumaczonym u nas na Labirynt…

    Reply
  • Październik 11, 2014 at 8:02 pm
    Permalink

    Bardzo dobra recenzja. Wszystko co trzeba powiedzieć o tym filmie jest tu napisane, bardzo słaba pozycja.

    Reply
    • Październik 12, 2014 at 8:49 pm
      Permalink

      Dzięki. Tak myślałam, że trzeba ludzi ostrzec przed czymś takim.

      Reply
  • Maj 3, 2017 at 5:09 pm
    Permalink

    śwetny film, dobra rozkmina, dla mnie perełka. Nie dla każdego niestety. trzeba lubic takie ciezkie klimaty. Po obejrzeniu filmu,, wiedziałam,ze ludzie będą mówic o prostej fabule, blizniętach, sobowtórach..nic z tych rzeczy. Trzba sie troche nagłowkowac, zeby rozkminic o co kaman.

    Reply
    • Maj 31, 2017 at 1:48 pm
      Permalink

      Zgadzam się, świetny film, trochę trzeba się wysilić i pomyśleć… Według mnie to ten aktor miał rozdwojenie jaźni i stworzył tego wykładowcę (scena, kiedy jego żona idzie na uczelnie i jest zdziwiona widząc go tam, a on jakby jej nie znał – bo w tym momencie jest tym nauczycielem), albo gdy ona mówi do niego: „zostań” bo woli tę drugą osobowość (wykładowcę), ponieważ już domyśla się jego choroby… Itp.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *