Wołyń

Film obejrzałam wczoraj i zupełnie się nie dziwię pozytywnym recenzjom. Nie dość, że potrzebny, ważny i mądry, to w dodatku po prostu piękny. Mimo realistycznie ukazanego okrucieństwa, ogląda się Wołyń z szeroko otwartymi oczami i bardzo często też z opuszczoną szczęką. Jako osoba, której edukacja historyczna praktycznie nie istniała, a już o samym Wołyniu dowiedziałam się zaledwie kilka lat temu z mediów, jestem naprawdę wdzięczna panu Smarzowskiemu za ten film. Niektórzy spodziewali się podsycania fali polsko-ukraińskiej nienawiści, konfliktów na tle narodowościowym, ale naprawdę trudno by było dopatrzyć się tu złych intencji reżysera, który nikogo nie oszczędza, mówiąc prawdę zarówno o polskim, jak i ukraińskim okrucieństwie. Uważam, że każdy powinien ten film zobaczyć, szczególnie młodzież, która z pewnością więcej by skorzystała niż na seansach Smoleńska.

Ludzie i morgi

Akcja filmu rozpoczyna się w roku 1939, kiedy to na wołyńskiej wsi życie toczy się swoim spokojnym torem. Mamy właśnie dzień zaślubin pięknej młodej dziewczyny z ukraińskim chłopcem. Sąsiedzi bawią się zgodnie, para młoda jest wzruszona, a siostra świeżo upieczonej małżonki przeżywa pierwszą upojną noc z miłym Ukraińcem. To właśnie ona, czyli Zosia (Michalina Łabacz) stanie się główną bohaterką tej opowieści, ale na razie musimy bacznie obserwować wszystko to, co dzieje się na weselu, gdyż jest to pozytyw negatywów, które zobaczymy w drugiej, bardzo krwawej części filmu. Gdy sąsiad powstanie przeciwko sąsiadowi, pokojowe obrzędy i uciechy, będą straszliwie powtórzone. Nie można dać się zwieść pozornej nudzie, bo nic tu nie jest przypadkowo.

Podczas gdy siostra Zosi wstępuje na nową życiową drogę, ją także szykują do małżeństwa. Ojciec oddaje jej rękę sołtysowi, Maciejowi Skibie (Arkadiusz Jakubik), a jakikolwiek sprzeciw dziewczyny nie ma tu żadnego znaczenia. Piękna jak z obrazka Zosieńka zostaje żoną starszego Sołtysa i macochą dwójki jego dzieci, czemu nikt się nie dziwi, bo tak się działo na wsi od zawsze. To ostatnie chwile tego sielskiego świata, bowiem wkrótce po mieszkańców Wołynia upomina się wielka historia.

Film Smarzowskiego pokazuje w jaki sposób doszło do Rzezi Wołyńskiej, co ją spowodowało i jaki był jej przebieg. Tu nie oszczędza się widza, który musi patrzeć na obdzieranie ze skóry, rozrywanie końmi i palenie dzieci w snopku siana. Każdy zabija każdego. Najpierw Ukraińcy Polaków, Potem Niemcy Żydów, Potem Polacy Ukraińców i tak w kółko, aż stracimy rozeznanie w tym szaleństwie. Nie wiadomo kto i kiedy zaczął, bo trudno powiedzieć, że winę za te tragiczne wydarzenia ponoszą wyłącznie Ukraińcy. Niemcy, Rosjanie, a nawet Polacy osiedlający się na tych ziemiach przed laty, także nie są bez winy. Nie zmienia to jednak faktu, że gdybym była teraz Ukrainką, byłoby mi bardzo wstyd podczas kinowego seansu.

A wszystko o te morgi się rozchodzi, których wszystkim mało i trudno się dziwić, bo ziemia to życie. Zabranej ziemi nie mogą darować Polakom Ukraińcy, a morgów za które sprzedano Zosię (plus krowa, dwa świniaki i koń) nie zapomną nigdy młodzi kochankowie, których rozdzielono.

Epicki rozmach

Słysząc wyrażenie „epicki rozmach” mam niezbyt miłe skojarzenia z ostatnią częścią filmowej adaptacji sienkiewiczowskiej Trylogii. Tymczasem jest naprawdę dobrze, bo Smarzowski wie jak pokazać szeroki obraz, nie zanudzając przy tym widza. Wydarzenia historyczne obserwujemy oczami nie tylko żołnierzy czy urzędników, ale przede wszystkim Zosi, która wbrew własnej woli, znalazła się w samym oku cyklonu. Takich emocji jak podczas jej ucieczki przed Ukraińcami, nie przeżywałam w kinie od bardzo dawna.

Cudowne (choć i straszne jednocześnie) jest to, w jaki sposób wskrzesza się na ekranie ten utracony, wielokulturowy świat. Zadbano o najdrobniejszy szczegół (wszechobecna przyroda, bose stopy, wzory na ubraniach), z powodzeniem unikając wrażeniasztuczności, a jednocześnie wznosząc filmową narrację na wyższy poziom. Oglądając Wołyń ma się wrażenia uczestniczenia w tajemniczym misterium. Smarzowski z ogromnym wyczuciem odwołuje się do Słowackiego, Wyspiańskiego i Reymonta (Chochoły, Boryny, Zosieńki), dając nam nie tylko lekcję historii, ale także możliwość obcowania z piękną sztuką naprawdę wysokich lotów.

Oglądanie Wołynia, wbrew temu, czego się spodziewałam, to prawdziwa estetyczna przyjemność. Akty okrucieństwa są co prawda pokazane bardzo realistycznie, ale nie epatuje się tu obrzydliwością, a przemoc na ekranie nie jest pokazywana tylko dla efektu, bo za każdym razem te krwawe obrazy mają swoje uzasadnienie w fabule. Kresowa przyroda uchwycona w tym obrazie jest bardzo malownicza, a ludzie, nawet w swej surowości, naprawdę piękni. Największe pochwały należą się oczywiście odtwórczyni głównej roli, Michalinie Łabacz. Tak naturalnej, ładnej, myślącej i ujmująco skromnej twarzy mogą jej koleżanki po fachu naprawdę zazdrościć. Zdumiała mnie także i wzruszyła bardzo rola Arkadiusza Jakubika (wbrew własnej woli polubiłam jego postać), a wyraziste i jakże charakterne twarze Izabeli Kuny oraz Jacka Braciaka także na długo zostaną mi w pamięci.

Koniecznie muszę też napisać o ambiwalentnych uczuciach względem Lecha Dyblika, który gra tu rolę sąsiada Hawryluka. Mam podziw dla aktora (za warunki fizyczne i odwagę do bycia tym złym), ale samego Hawryluka uważam za potwora w ludzkiej skórze. Przeraził mnie tym bardziej, że ma rysy, które sama bardzo dobrze pamiętam z dzieciństwa. Jak każdy na Pomorzu mam protoplastów z Kresów (dziadkowie nawet mieli ten specyficzny miękki akcent). Gdyby seniorzy rodu mogli zobaczyć ten film, dyskusjom przy świątecznym stole nie byłoby końca.

8 thoughts on “Wołyń

  • Październik 13, 2016 at 1:25 pm
    Permalink

    Film mnie wbił w ziemię – inaczej tego nie potrafię określić. Bałam się go, bo nie wiedziałam, ile procent filmu będzie stanowiła przemoc. Na szczęście nie było jej na tyle, żeby odrzucić w trakcie oglądania, tym bardziej, że to była ważna składowa obrazu. Obrazu pięknego, szczerego.

    Reply
  • Październik 13, 2016 at 3:25 pm
    Permalink

    Mam dokładnie takie same wrażenie. A ostatnia scena na moście dosłownie nie chce mi wyjść z głowy.

    Reply
  • Październik 13, 2016 at 7:41 pm
    Permalink

    Ogromne emocje i naprawdę film, który będzie się pamiętało przez lata. Jeden z lepszych filmów Smarzowskiego, chociaż nie pierwszy warty obejrzenia.

    Reply
  • Październik 15, 2016 at 7:30 pm
    Permalink

    A mnie ten film wcale nie wgniótł w fotel tak jak się tego spodziewałem. Myślałem , że będzie dużo bardziej ostry i naturalistyczny. Spodziewałem się , że sceny przyprawią mnie o mdłości i że wyjdę ztruty z kina na rozchwianych nogach. Owszem drastyczne sceny obcinania głów, zdzierania skóry itd.. są w filmie ale są ukazane niezwykle szybko i z dość dużej odległości więc niewiele widać albo są to wycinki scen. Poza tym scen jest dość mało. Według mnie ten film nie oddaje w 20% okrucieństwa z jakim naprawdę mordowano Polaków na Wołyniu. W filmie są raptem 2 sceny z udziałem dzieci. W tym jedna najbardziej drastyczna dla mnie(podpalenie chłopca w snopie siana). Na drugiej dziecko ginie od ciosu siekierą ze strony Polaków lecz tutaj też nie pokazali nic krwawego. Widać tylko jak się typ zamachnął i pac. Spodziewałem się że po filmie będę sponiewierany na maksa i będę musiał wypić flaszkę. Natomiast film jest strasznie „poprawny politycznie”. Że się tak wysłowię. Moim zdaniem te wycięte przez reżysera 40 minut scen , na których to niby ludzie mdleli było niepotrzebnie wycięte. Może wtedy film oddałby w 100% co się tam naprawdę działo. Filmy Mela Gibsona są dużo bardziej dramatycznie nakręcone np. Braveheart , Apocalipto itd..

    Reply
    • Październik 16, 2016 at 9:33 am
      Permalink

      Tylko nie zapominajmy, że filmy typu „Apocaliptico” to filmy, a tu mamy lekcję historii. Gdyby pokazał więcej, nie wiem czy byśmy to udźwignęli – prawdziwe okrucieństwo to nie to samo co nawet najgorszy horror. „Wołyń” wydarzył się naprawdę, a horrory (niektóre przy tym filmie wypadają blado) to tylko fikcja.

      Reply
  • Październik 17, 2016 at 8:40 am
    Permalink

    Dziękuję za obszerny komentarz.
    Sama też bym bardzo chętnie obejrzała te usunięte 40 minut, ale uważam, że i bez nich film robi duże wrażenie. Jak ktoś jest ciekaw, co jeszcze wydarzyło się na Wołyniu, z powodzeniem może znaleźć aż nadto realistyczne fotografie w sieci.

    Reply
  • Październik 17, 2016 at 9:27 am
    Permalink

    Myślę, że te słowa: ” mówiąc prawdę zarówno o polskim, jak i ukraińskim okrucieństwie” wypadałoby sprostować, gdyż rzeź wołyńska traktuje tu przede wszystkim o ukraińskim okrucieństwie, które dokonywało się na polskiej ludności. Bądźmy precyzyjni. W porównaniu do Ukraińców akty okrucieństwa ze strony Polaków były znikome i ich celem była obrona ziemi, rodziny oraz walka z ukraińskimi napastnikami.

    Reply
  • Październik 17, 2016 at 10:42 am
    Permalink

    Starałam się być precyzyjna, dlatego wspomniałam, że są w filmie pokazane także akty okrucieństwa ze strony Polaków. Obrona to jedno, a ganianie z tasakami i widłami to już zupełnie coś innego. Zresztą od początku w filmie mówi się o obecności Polaków na Wołyniu, którą Ukraińcy odbierali jako nieuprawnioną i niesprawiedliwą. Kto komu zrobił większą krzywdę zależy chyba tylko od tego, który wiek wspólnej historii bierze się pod uwagę.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *