Wielki Gatsby

Wielki-GatsbyJak tak się przegląda recenzje z Wielkiego Gatsby’ego, to dochodzi się do wniosku, że właściwie ten film to jedna wielka katastrofa i zawód ogromny dla oczekiwań widzów. Tymczasem nie jest wcale aż tak źle, jakby mnożna by sądzić, a o wszelkie minusy obwiniałabym raczej literacki pierwowzór, a nie rozbuchaną adaptację Baza Luhrmana. Ta wielka amerykańska powieść jakoś nie robiła na mnie nigdy specjalnego wrażenia, ale ja tam się nie znam. Może to i dobre, ale po trzykrotnej lekturze podejrzewam, że wszyscy chwalą, bo tak wypada, a też nie za bardzo ogarniają, o co tyle szumu.

Australijski reżyser daje nam kolejne widowisko w swoim epickim, kiczowatym stylu, ale tu akurat użycie tych wszystkich świateł, cekinów i wodotrysków było jak najbardziej uzasadnione. O co bowiem chodzi w tej ,,wielkiej amerykańskiej powieści”, jeśli nie o oddanie nostalgii za czasami szaleństwa, przepychu, gonitwy za nowoczesnością i zawiedzionych nadziei. Luhrman podkreśla te aspekty historii w taki sposób, by odpowiadały wrażliwości współczesnego widza. A że mamy wrażliwość nieco przytępioną, to trzeba nam mocniej dowalić z ekranu 3D i efektami specjalnymi, o co nie należy mieć do reżysera żadnych pretensji. Mnie osobiście to nawet ta muzyka nie przeszkadzała. Oczywiście, puszczenie utworów z lat 20-tych może i niektórych lepiej wprowadziłoby w klimat, ale pop i rap też sobie dobrze radzą, a są nam bliższe i lepiej zrozumiałe. Nie rozumiem dlaczego akurat o to tyle hałasu. W Marii Antoninie Coppola zrobiła to samo i jakoś się wszystkim podobało. Zresztą, co tu dużo mówić. Miało być widowisko i było widowisko. Dostaliśmy oczopląsu i teraz możemy sobie powzdychać, że dawniej to się dopiero żyło, lub, że kiedyś to ludzie potrafili się bawić. W dodatku pisma kobiece, a za nimi producenci ubrań i kosmetyków, jeszcze przez kilka sezonów będą zachęcać nas do robienia makijażu, fryzur i kupowania ubrań w stylu Wielkiego Gatsby’ego. Rzeczywiście, od bardzo twarzowych fryzur, zmysłowych makijaży oraz zapierających dech stylizacji trudno było oderwać wzrok. Nic dziwnego, że odtwórczyni roli Daisy, Carey Mulligan od razu trafiła na okładkę Vogue’a. Jej futra, suknie i biżuteria to prawdziwy hollywoodzki glamour.

A teraz słabe strony. Otóż najsłabsza jest wspomniana przed chwilą panna Mulligan. Zamiast zmysłowej, klasycznej piękności, dostaliśmy przestraszone dziecko, w dodatku garbate (w channelowskich sukniach z dekoltem wygląda po prostu groteskowo). Choć z drugiej strony to nawet pasowała do DiCaprio. Jakby nie było, ten facet nigdy nie dorośnie, nawet ze zmarszczkami wygląda na nastolatka. W ogóle para ekranowych kochanków sprawia wrażenie jakby się w ubrania dziadków poprzebierali (zobaczcie koniecznie zdjęcie ze wspomnianej okładki Vogue’a).

Wielki-Gatsby-Vogue

Tak w ogóle to trzeba by przyznać, ze poza aktorami (miernym castingiem, może tak do tego podejdźmy) winny jest sam F. Scott Fitzgerald. Oczywiście bardzo go szanuję, ale tylko ze względu na Murakamiego, którego mocno odkształcił Gatsby. Sama historia mnie absolutnie nie zachwyca. To przez nią film jest taki nużący i irytujący. Muzyka niczemu nie zawiniła. Postaci są pozbawione charakteru i jednoznacznej motywacji, a do tego momentami naprawdę irytujące. Szczególnie wkurzająca jest oczywiście Stokrota. Kobieta dziecko, która najbardziej na świecie kocha pieniądze i dobrą zabawę, a w dodatku jest grana przez przykurczoną aktorkę, nie może się widzom podobać. Miotany sprzecznymi uczuciami Gatsby, czający się jak pies do jeża tuż za ogrodzeniem, to prawdziwa parodia bohatera romantycznego i to zarówno w wykonaniu krzywiącego się DiCaprio, jak i w powieści Fitzgeralda.

Wiadomo, na film trzeba iść, bo to jednak duża rzecz. Popatrzymy sobie na wirujące w 3D płatki śniegu i literki, na fajne fryzury i stylowe wozy, ale drugi raz raczej do posiadłości Wielkiego Gatsby’ego nie wrócimy.

2 thoughts on “Wielki Gatsby

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *