Niebo w gębie

Film Niebo w gębie to typowy przykład kina gastronomicznego, które absolutnie uwielbiam. Dlatego też, mimo wielu braków i niedociągnięć, i tak chciałabym by obejrzało go jak najwięcej widzów. Idealną do tego okazją będzie z pewnością zbliżający się Dzień Matki. Jestem pewna, że wasze mamy (a pewno i babcie) bardzo się ucieszą z takiego wspólnego seansu, ponieważ jest to autentyczna pochwała wszystkich domowych wspaniałości jakie przyrządzały nam mamy i babcie w dzieciństwie, i do których potem całe życie tęsknimy.

Historia filmowej Hortense, mistrzyni kuchni regionalnej, która wygląda i zachowuje się jak typowa polska gospodyni domowa, jest oparta na autentycznych wydarzeniach z życia francuskiej kucharki Daniele Mazet-Delpeuch, która była osobistą kucharką samego prezydenta Francois Mitteranda. Pani Hortense nie uczyła się gotować w żadnej ze znanych szkół, ale od swojej babci, której niejednokrotnie składa hołd w potrawach przygotowywanych na prezydencki stół. Wszystko tu jest właściwie według przepisu babuni i bardzo dobrze, ponieważ prezydent właśnie tego oczekuje. Już na początku wspólnej przygody zażyczył sobie tego co kuchnia francuska ma najlepsze, co w jego przekonaniu równa się z prostotą, najlepszymi składnikami i dawnymi, domowymi przepisami. Hortense oczywiście spełnia jego życzenia z nawiązką. Rozpoczyna się wspaniała, dla widzów niestety tylko wizualna, uczta zmysłów. Aż ślinka cieknie gdy widzimy, z czego piękna Hortensja wyczarowuje dania. Wszystko musi być najlepszego rodzaju, regionalne i sezonowe. Sprowadzane pociągiem borowiki, samodzielnie hodowane trufle, ryby prosto z targu i specjalna wołowina z masowanych krów. No szaleństwo! Wszystko praktycznie tonie w grzybach i pasztecie z gęsich wątróbek. Jedynie oczywiście wegetarianie nie powinni tego oglądać, bo jeszcze zmienią przekonania. Za to dla kochających tradycję smakoszy nie ma lepszego filmu na wieczór czy niedzielne popołudnie.

Mimo iż właściwie nic specjalnego tu się nie dzieje, to do tego filmu będę jeszcze nieraz wracać. Po pierwsze dlatego, że jest bardzo inspirujący i pokazuje jak życie człowieka ogarniętego wielką pasją może stać się sztuką. Po drugie oczywiście dlatego, że dzięki niemu wreszcie zrozumiałam, dlaczego kuchnia francuska jest najlepsza na świecie. Po prostu jest różnorodna. Zupełnie nic tam się nie marnuje. Setki sposobów na przyrządzenie podrobów, ślimaków, zup czy galaretek z najróżniejszych substancji sprawia, że nagle polska kuchnia, z której jesteśmy tak dumni, wydaje się jakaś skromna, żeby nie powiedzieć uboga. A może po prostu potrzeba nam więcej pasji, kilku dobrych składników i odkurzenia jakiegoś dobrego przepisu. Mama lub babcia z pewnością pomogą w kuchni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *