Waco

W przypadku tego serialu trudno by było rozmawiać o jego walorach rozrywkowych, czy o sympatii do któregokolwiek z bohaterów. To nie tego rodzaju widowisko. Pewne natomiast jest to, że ta stworzona na faktach historia poruszyła wielu widzów (w tym mnie) swoim autentyzmem, zmuszając nas do zastanowienia nad takimi kwestiami jak wiara, prawda, konsekwencja, czy (już bardziej przyziemnie) ingerencja rządu w życie swych obywateli oraz ogromna żarliwość agentów federalnych do użycia broni. Mówiąc wprost, Waco to serial, po którym można mieć koszmary, ale zdecydowanie nie można sobie odmówić obejrzenia wszystkich odcinków, bo to kawał ważnej amerykańskiej historii, mający wpływ na to, jak USA dziś wygląda.

Dawidianie kontra reszta świata

Gałąź Dawidowa to istniejąca od 1955 roku sekta chrześcijańska, która niczym szczególnym się nie wyróżniała na tle innych amerykańskich grup głoszących rychły koniec dziejów, ale tylko do czasu, aż jej przywódcą stał się Vernon Wane Howell. Mężczyzna, który zaczął się nazywać Davidem Koreshem, powoli radykalizował poglądy swych wyznawców, podając się za proroka, mesjasza i Bożego Baranka, szykując grupę do nadchodzącej wielkiej bitwy między dobrymi i złymi, a także sypiając z wieloma kobietami i dziewczętami mieszkającymi na terenie wspólnoty, podczas gdy cała reszta Dawidian musiała żyć w celibacie.

David Koresh, jak można się dowiedzieć z jednego z licznych dokumentów poświęconych wydarzeniom, do których doprowadził, był jednostką mocno zaburzoną, choć nie można mieć do końca pewności, czy naprawdę jego odchylenia szły w kierunku manii religijnej, słyszenia głosów i wiary w bycie bożym prorokiem, czy raczej miał obsesję wielkości i karmił swoje wybujałe ego kłamstwem i manipulacją. Jednym słowem (i to też jest ważny temat poruszany w serialu) wierzył czy tylko udawał? Jakby nie było, Koresh był jednostką absolutnie wyjątkową, bo obdarzoną tym, co ludzie cenią najbardziej, czyli charyzmą. To właśnie ona doprowadziła do tego, że ludzie byli gotowi za niego ginąć i rzeczywiście ginęli. Po tym jak amerykańskie władze zaczęły zwracać uwagę na to, jak wiele broni znajduje się w siedzibie szykującej się na apokalipsę sekty w Waco, w Teksasie, na terenie posiadłości nazwanej Mount Carmel, doszło do krwawej konfrontacji, strzelaniny z licznymi ofiarami po stronie zarówno agentów federalnych, jaki i Dawidian, po czym rozpoczęło się trwające 51 dni oblężenie religijnej fortecy. O finale tej akcji słyszał cały świat, a 76 ofiar finalnego pożaru siedziby sekty do dzisiaj jest przez wielu opłakiwanych. Temu, w jaki sposób mogło dojść do tak tragicznego rozwiązania sytuacji, którą przez 51 dni śledził oczami kamer cały świat, poświęcony jest serial Waco.

Czyj czort starszy

W każdym odcinku serialu widać wyraźnie, że twórcy starali się każdemu oddać sprawiedliwość poprzez ukazanie różnych perspektyw. Śledzimy jednocześnie to, co się dzieje w siedzibie agentów ATF, wymyślających kolejne strategie wykurzenia Dawidian z Mount Carmel tak, by nie stracić przy tym twarzy, a także to, co się dzieje we wnętrzu siedziby sekty, pełnej ludzi ślepo wierzących swemu przywódcy, czekającemu tygodniami na bezpośrednią łączność z Bogiem. Mamy tu dwóch głównych bohaterów, wokół których koncentruje się akcja, czyli negocjatora Gary’ego Noesnera (Michael Shannon), który robi wszystko, by pokojowo zakończyć oblężenie, oraz samego Davida Koresha (Taylor Kitsch), który może i chce wyjść z tej twierdzy, może i ma zamiar pozwolić odejść kobietom i dzieciom, ale tylko na własnych zasadach. Na pełen dramatyzmu obraz składają się także liczne postaci poboczne po obu stronach, czyli na przykład żądni krwi i pałający chęcią pobawienia się zabawkami typu helikoptery, karabiny i czołgi agenci rządowi, matki uwięzionych w Waco, czy wreszcie ofiary manipulacji Koresha, czyli jego wyznawcy, tkwiący z własnej woli w siedzibie sekty.

Dla mnie jest to historia przede wszystkim o tym, jak męska duma każe się tym panom licytować na argumenty i prezentować reszcie świata jako ci lepsi, mądrzejsi i bardziej prawi. W gorszym świetle (mimo wyraźnych prób bezstronności) przedstawiono stronę rządową, która od początku używa nieadekwatnie silniejszych środków niż jest to konieczne, z dnia na dzień pogarszając sytuację i tylko czekając aż będą mogli zrównać oblegany kompleks budynków z ziemią. Jednak i Koresh nie wypada wiele lepiej, przeciągając sytuację w nieskończoność i wyraźnie pławiąc się w zainteresowaniu, jakie nagle ugrał na nieszczęściu ludzi, którzy mu zaufali. Nie ma litości nawet dla dzieci i ich matek (często chodzi o jego własne żony), jeśli na szali waży się coś tak pociągającego jak transmisja telewizyjna. Skupianie na sobie uwagi to coś, co temu człowiekowi wychodzi zdecydowanie najlepiej.

Od pierwszych scen nieszczęście wisi w powietrzu i nie chodzi tylko o to, że wiemy jak to się skończy, ale i o to, że nie mogło się skończyć inaczej w przypadku kilku samców alfa próbujących sobie coś udowodnić. Myślałam, że twórcy Waco przesadzają, ale w obejrzanym wczoraj dokumencie Truth and Lies: Waco usłyszałam, że Koresh nie tylko od dawna miał gotowy plan działania w razie wyczekiwanej apokalipsy, że wręcz wiedział jak to się skończy i grał według wcześniej wymyślonego scenariusza, ale, że (mimo problemów z łącznością) udało mu się wręcz podpisać umowę na film o wydarzeniach, które przecież jeszcze się nie skończyły. Atencjusz!

Groza i charyzma

Niezależnie od tego, w co jesteśmy skłonni wierzyć (czy w to, że Koresh był szaleńcem, którego trzeba było powstrzymać, czy w złe zamiary amerykańskiego rządu) Waco to znakomicie zrobiony serial, który zostaje w pamięci widza na długo po obejrzeniu ostatniego odcinka. Wielka w tym zasługa aktorów, szczególnie Michaela Shannona i Taylora Kitscha. Shannon, w przeciwieństwie do wielu swoich poprzednich ról, tym razem gra ostoję spokoju i rozsądku, jedynego sprawiedliwego w całym stadzie łaknących krwi szeryfów. Jego rola jest ciekawa, bo widz ciągle czeka na jakąś chorą akcję rodem z Zakazanego imperium czy ze Kształtu wody, a tu sama mądrość, rozsądek i doświadczenie przez niego przemawiają.

Natomiast Taylor Kitsch tą rolą rozbija bank i zapewnia sobie świetlaną przyszłość w przemyśle filmowym. Jego kreacja jest dokładnie tym, czego potrzeba tej historii. Koresh w jego wykonaniu to czysta charyzma, zagrana z takim wigorem, ze widz sam się zastanawia czy by nie poszedł za kimś, kto tak by do niego przemawiał. Obiektywnie to śmieszna, wręcz karykaturalna postać (z tą swoją plerezą, okularkami i ubraniami), w dodatku agresor (zachęcał do wymierzania dzieciom kar cielesnych), pedofil i poligamista, a jednak to jak Kitsch go gra, pokazuje nam drugie dno jego pokręconej duszy. Ja sama, będąc ateistką, miałam oglądając Waco momenty, w których wręcz zazdrościłam Koreshowi i jego wyznawcom żarliwej wiary i poczucia sensu w życiu, by zaraz potem czuć obrzydzenie do tego opętanego seksualną manią dziwaka i ślepo mu posłusznych ludzi, poświęcających życie własnych dzieci. To musiało być dla aktora bardzo trudne wyzwanie, porównywalne do tego, czego dokonują na przykład odtwórcy ról Hitlera czy innych zbrodniarzy wojennych, jednak Taylor Kitsch wyszedł z tego zadania nie tyle zwycięsko, co wręcz triumfująco. Czegoś takiego dawno nie widziałam na telewizyjnym ekranie i uważam, że aktor jest postacią z tej samej ligi co Benedict Cumberbatch, Damian Lewis, Cillian Murphy czy nawet Tom Hardy. Jeśli jeszcze nie widzieliście, obejrzyjcie koniecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *