The Bridge: Na granicy

Długo oczekiwany The Bridge nie powala, jednak z pewnością jest to interesująca historia, nie grzesząca jednak pomysłowością czy dynamiką akcji. Widać wyraźnie, że filmowcy próbują coś zyskać na fali popularności skandynawskich kryminałów (które zdecydowanie lepiej oglądać niż czytać), i póki co widzowie na tym korzystają. Nie dziwi pewno, że jak już zaadaptowano Forbrydelsen na The Killing, to zabrano się zaraz także za Most nad Sundem i zrobiono z tego The Bridge. Dziwić może raczej duże podobieństwo obu amerykańskich produkcji (Na granicy i Dochodzenia), sprawiające, że momentami oglądamy wprost bliźniacze ujęcia miejsc zbrodni (głównie udekorowane dziewczęcymi ciałami) oraz słuchamy pourywanych dialogów prowadzonych w samochodzie. Nawet muzyka jakaś taka znajoma, ale naprawdę nie szkodzi. The Bridge okazał się na tyle ciekawy, że z pewnością setki widzów nie mogą się już doczekać kolejnych odcinków.

Fabuła The Bridge jest z początku mało skomplikowana. Na granicy meksykańsko-amerykańskiej, czyli na tytułowym moście, ktoś podrzuca kobiece zwłoki. Dla zwykłych ludzi totalny szok, dla przygranicznych gliniarzy rutyna i codzienność. W końcu ludzie giną tu codziennie (zwłaszcza młode i piękne dziewczęta wprost padają jak muchy; no naprawę nie chcielibyście jechać tam na wakacje). Po tym jak się okazuje, że ciało składa się z dwóch części, czyli z tułowia Amerykanki i nóg Meksykanki, prowadzenie dochodzenia powierzono amerykańsko-meksykańskiemu duetowi detektywistycznemu. Marco Ruiz (Demian Bichir) jest typowym doświadczonym policjantem w średnim wieku, co to już niejedno przeszedł i niejedno widział. Dzięki wieloletniej walce z przestępczością zna doskonale reguły gry świata karteli narkotykowych i handlarzy żywym towarem. Za to jego piękna partnerka nie zna żadnych reguł. Sonya Cross jest z pewnością doskonałym funkcjonariuszem policji, działającym zgodnie z protokołem, tyle że jej psychiczne defekty naprawdę utrudniają życie jej współpracownikom. Prawdopodobnie na skutek traumatycznych przejść związanych ze śmiercią siostry, oraz ze względu na zespół Aspergera, Sonya jest pozbawionym emocji, zimnym i wyalienowanym indywiduum, któremu trzeba tłumaczyć najprostsze sprawy związane z relacjami międzyludzkimi. Prowadzenie dochodzenia przez dwie, tak różniące się postaci, z pewnością gwarantuje wiele interesujących spięć, świetnie sprzedających się na ekranie.

W The Bridge zdecydowanie postawiono na dwa różne magnesy na widza. Pierwszym jest Diane Kruger, której zimna, skandynawska uroda doskonale koresponduje z oryginalną postacią, w którą się wciela. Niemiecka piękność z pewnością przyciągnie przed ekrany męską część widowni, choć niektórych, mimo urody, może odrzucać jej kompletny brak talentu aktorskiego. Osobiście, cały czas miałam wrażenie, że Kruger wciąż gra postać kosmitki z Hosta, choć trudno powiedzieć czy i co tak naprawdę gra, ponieważ jej mimika ma bardzo ograniczone możliwości, a poza tym kreuje w końcu postać chorą na Aspergera, czyli zupełnie pozbawioną emocji.

Dla tych, którzy nie są fanami Diane Kruger, przygotowano niezawodny kryminalny magnes na widza w postaci mroczności, ciemności i obrzydliwości. Co tam The Killing i co tam Dexter?! Wszystkie CSI-e mogą się też schować! Tu dopiero jest zabijanie i to w epickiej skali. Przywykliście do seryjnych zabójców, mających dziesiątki ofiar na koncie? W The Bridge jest sprawa zamordowania dwóch i pół setki młodych, smagłolicych piękności. To dopiero rozmach! Ludzi kroją, duszą, pieką na słońcu i trują masowo. Choćby z ciekawości trzeba obejrzeć kilka odcinków tej wielowątkowej opowieści.

2 myśli na temat “The Bridge: Na granicy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *