Adwokat

Prawdopodobnie wszyscy widzowie i krytycy spodziewali się, że twórcza współpraca Ridleya Scotta i Cormaca McCarthy’ego jest skazana na ogromny sukces. Obaj artyści, zarówno reżyser jak i pisarz, są mistrzami w swoim fachu. Jakiekolwiek wątpliwości rozwiewała do tego gwiazdorska ekipa aktorska. Normalnie, kogóż tu nie ma? Brad Pitt, Cameron Diaz, Javier Bardem, Michael Fassbender, Penelope Cruz i wielu innych. Niestety, choć każdy jest tu z osobna świetny, razem złożyło się to na naprawdę niestrawne dzieło, którego z pewnością nie chciałabym oglądać drugi raz (a nałogowo oglądam filmy z Bradem Pittem).

Fabuła filmu jest dosyć prosta. Pewien utalentowany i przystojny prawnik (Fassbender) w pogoni za jeszcze większą fortuną niż ta, którą jest w stanie zarobić legalnie, przechodzi na ciemną stronę mocy i bierze udział w ogromnym przemycie narkotyków z Meksyku. W pewnym momencie sprawa się rypła i obserwujemy jak adwokat próbuje wybrnąć z kłopotliwej sytuacji. Mamy niestety do czynienia z narkotykowymi gangami z Juarez, a jak już wiemy z Bridge’a, życie ludzkie nic dla nich nie znaczy (prawdopodobnie sprawa ma się tak jak z Azjatami, czyli są biedni i jest ich dużo przez co są mniej wrażliwi na ludzkie cierpienie). Właśnie dlatego podpadanie takim łobuzom to raczej kiepski pomysł. Jak sami widzicie, akcja zapowiadała się naprawdę ciekawie, ale niestety już na początku wszystko zaczęło dryfować w bardzo dziwnym i niepokojącym kierunku.

Przede wszystkim, jak na tak wiele barwnych postaci, podejrzanie niewiele się tu tak naprawdę dzieje. Podejrzewam, że całe napięcie miało być zawarte w sugestywnych dialogach, ale to raczej nie wyszło. Tytułowy adwokat i jego narzeczona (Penelopa Cruz), a także jego nowobogacki kumpel-zbir (Bardem) i jego drapieżna partnerka (Diaz), nawet spryciarz grany przez Pitta – oni wszyscy wypowiadają zdania, które chyba w stu procentach zostały napisane jako przyszłe kultowe sentencje. Brzmi to dziwnie sztucznie, jakby ktoś na siłę próbował naśladować Taranino czy kogoś od niechcenia cytowanego przez pokolenia. Rozumiem, że miało wyjść coś w stylu feministycznej przypowieści o drapieżnej kobiecości, traktat o złu stylizowany na grecką tragedię, albo obraz ironicznie przerysowany z komiksowymi bohaterami, ale niestety (mimo najlepszych chęci) nie mogę powiedzieć by coś z tego wyszło. Może i się nie znam, ale ślepa i głucha też nie jestem. Oszczędźcie sobie dwóch godzin i kasy na bilet, albo lepiej idźcie na Don Jona czy jaką Papuszę.

Znajdą się zapewne amatorzy tego typu kina, którzy uznają Adwokata za wybitny film i dobrze. Mimo kiepskiego ogólnego wrażenia nadal uważam, że osobno każdy aktor i wątek był perfekcyjny. Fajny jest Pitt jako teksański kowboj, Fassbender jako stopniowo tracący grunt pod nogami przystojniaczek oraz uroczo dziewczęca Penelopa Cruz. Nie rozumiem za bardzo co wśród tych pięknych i utalentowanych ludzi robi Cameron Diaz, coraz bardziej przypominająca rozjechaną (lub tylko brzydko się starzejącą) żabę. Ale może komuś odpowiadać taka odrobina egzotyki. Jeśli jesteście zwolennikami ekstremalnych wrażeń, a przy tym niezbyt wymagającymi widzami, to może jednak warto dać Adwokatowi szansę. Sami zobaczcie na przykład jak można zgwałcić samochód, jak zabić człowieka mechaniczną mini-pętlą, oraz przekonajcie się na własne oczy jaki tatuaż będzie modny w przyszłym sezonie wśród miłośniczek solarium i wulgarnej biżuterii.

One thought on “Adwokat

  • Listopad 18, 2013 at 6:50 pm
    Permalink

    Gwałcenie samochodu jest ciekawym motywem, chociaż może to zabrzmieć dość przewrotnie. Dla mnie było to pomieszanie erotyki z Tarantino, ale nie da się ukryć, że podzielam zdanie o marności Adwokata. „Rozumiem, że miało wyjść coś w stylu feministycznej przypowieści o drapieżnej kobiecości(…)” Ja tego filmu nie analizowałem i nie zamierzam. Z całym szacunkiem do McCarthego, ale wyszło z tego kino rozrywkowe, na dodatek nie dające zbyt dużo rozrywki.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *