Intruz

Urodziwa nastolatka posiadająca dość dwoistą naturę, a do tego skazana na wybór między dwoma umięśnionymi przystojniakami w wieku pokwitania. Ludzkość stojąca w obliczu zagrożenia ze strony obcej (choć bardzo urodziwej i pokojowo nastawionej) rasy. No i jeszcze do tego płytkie jak kałuża i ciągnące się w nieskończoność dialogi, wzbudzające na sali kinowej salwy śmiechu. Cóż to może być? Nie, Stephenie Meyer nie spłodziła kolejnego Zmierzchu. To w kinach pojawił się po prostu kolejny hicior oparty na jej radosnej twórczości. Widać pani Meyer znalazła cudowny sposób na zarabianie ogromnych ilości pieniędzy. Będzie nas po prostu masowo zalewać klonami Zmierzchu, co z pewnością spodoba się całym zastępom rozemocjonowanych nastolatek.

Z jednej strony uważam, że powinno się jej pogratulować pomysłu pod tytułem ,,Ona plus ich dwóch plus paranormalne okoliczności równa się gorący romans i setki tysięcy widzów”. Nie narobi się kobieta, a zarobi pewno tyle, że jeszcze jej prawnuki nie będą musiały pracować. Z drugiej strony uważam, że powinno jej się tego zakazać. Kobieta ewidentnie nie ma żadnego talentu literackiego, ani nawet odrobiny dobrego gustu, przez co jej twory są beznadziejnie kiczowate, a to jest niewybaczalne. W końcu na każdy film na podstawie jej książki, pójdą miliony nastolatków, którym będzie się wydawać, że tak wygląda dobre kino. To Stephenie Meyer kształtuje gust przyszłych dorosłych widzów, a to już naprawdę zła wiadomość (jeszcze gorzej mi się robi gdy pomyślę o masach młodych czytelników, sięgających do tych zatrutych źródeł ,,literackich”, których niewinne mózgi odkształcają się pod wpływem tak beznadziejnej prozy). I już sama nie wiem czy zazdrościć jej zmysłu biznesowego, czy potępiać za degradację globalnej kultury.

Podziwiam ludzi takich jak Andrew Niccol, który odważył się przenieść Intruza na ekrany kin nie zmieniając przy tym zasadniczo (nie wystarczająco) oryginalnych pomysłów, a zwłaszcza dialogów autorki książek. Nie bał się zrobić przyszłorocznego laureata większości Złotych Malin i zapewne dzielnie też zniesie miażdżącą krytykę widzów (tych powyżej 18 roku życia) i dziennikarzy.

By oszczędzić nieco czas i nerwy czytelników, postanowiłam wymienić jedynie główne powody, dla których powinni być wdzięczni, że ktoś ich ostrzegł i nie obejrzeli Intruza. Oto one:

  1. Od początku nie wiadomo, po co w ogóle walczyć z przybyłymi na Ziemię kosmitami, skoro ci wprowadzają ład, porządek, są kulturalni i uprzejmi, a w dodatku maja lekarstwo na każdą chorobę.
  2. Wszyscy najeźdźcy ubrani są na biało, ich ubrania są koszmarnej jakości, a w dodatku noszą do nich szkaradne buty (coś jakby z przeceny w dyskoncie), co boleśnie rani zmysł estetyczny każdego kto na to patrzy.
  3. Pasożyt bytujący w głowie głównej bohaterki (poza nią wyglądający jak tandetna lampka nocna ze sklepu za 5 zł) ma na imię Wagabunda.
  4. Nie wiadomo jakiej płci jest Wagabunda (w skrócie Wanda), co stawia jego/jej romans z człowiekiem w bardzo podejrzanym świetle.
  5. Dekoracje i rekwizyty są rodem z Pana Kleksa w kosmosie, zwłaszcza styropianowe skały i lustrzane pojazdy.
  6. Cała kasa poszła najwidoczniej na bajeranckie błękitne szkła kontaktowe, które mają chyba odwrócić uwagę widzów od miałkości toczących się na ekranie dialogów. Niestety, nie udało się. Już po paru minutach można zdać sobie sprawę, że mamy do czynienia z emocjami na poziomie brazylijskiej telenoweli lub też przeciętnego serialu dla nastolatków.
  7. To wcale nie jest science-fiction tylko romantyczno-obyczajowo-łzawa papka.

One thought on “Intruz

  • Listopad 12, 2015 at 10:47 pm
    Permalink

    Kompletnie nie zgadzam sie z tą opinią bo nie odnosi sie do ksiazki Intruz. Nie wiem jak po przeczytaniu ksiazki mozna stwierdzic ze jest ona zla a co gorsza ze jest podobna do zmierzchu …. To jedna z najlepszych ksiazek ktora mnie tak zaskoczyla i zdziwila.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *