Suburbicon

Co za straszne rozczarowanie! Taka ciekawa zapowiedź, a tak nudny i mało znaczący film, o którym można zapomnieć już w drodze z kina do domu. Miała wyjść zgrabna, zabawna, ale i ostra satyra na bogatą i uprzywilejowaną, a przede wszystkim białą Amerykę, tymczasem wyszedł smutny gniot o niezrozumiałej wymowie, zostawiający widzów z poczuciem bezpowrotnie utraconego czasu i utratą sympatii dla Matta Damona i Julianne Moore (a o to się trzeba bardzo postarać, bo to aktorzy sprawiające naprawdę sympatyczne wrażenie). I tak jak nigdy nie lubiłam aktorstwa George’a Clooney’a (co te kobiety w nim widzą?), tak nie polubiłam jego dokonań reżyserskich. Pomoc braci Coen przy scenariuszu też na niewiele się zdała. W najlepszych momentach Suburbicon ledwie przypomina ich najsłabsze dokonania, a poza tym jest znacznie gorzej.

Wąż w ogrodzie

Trafiamy do miejsca, które może dla wielu osób uchodzić za idealną lokalizację do osiedlenia się i posiadania rodziny. Ogromne osiedle domków, czyli właśnie Suburbicon, to jak dla mnie prawdziwy koszmarek z lat 60-tych, ze wszystkimi rekwizytami z tamtych czasów. Wszystkie domy są do siebie bliźniaczo podobne, każdy trawnik jest tak samo perfekcyjnie przycięty, a każdy pan domu wychodzi co rano do pracy w identycznym szarym garniturze. Mamusie oczywiście zostają w domu, bo to w końcu standardy sprzed sześciu dekad. Panie domu zajmują się wychowywaniem dzieci, robieniem zakupów, dbaniem o swoje sztywne fryzury i oczywiście pichceniem wielodaniowych kolacji (obowiązkowo w sukniach, które dla mnie wyglądają na galowe) dla mężów, wracających wieczorem z pracy. Rodzina Lodge’ów też miała takie życie, dopóki nie doszło do wypadku. W samochodowej kraksie, podczas której Gardner Lodge (Matt Damon) prowadził, ucierpiała jego żona Rose (Julianne Moore), od tamtej pory zmuszona poruszać się na wózku. Oprócz siebie nawzajem, Lodge’owie mają też małego synka, Nicky’ego (Noah Jupe). W domu przebywa także bliźniaczka Rose, Margaret (także Julianne Moore), pomagająca siostrze w obowiązkach domowych i współwychowująca Nicky’ego. Pewnej nocy wtargniecie do domu dwóch intruzów niszczy rodzinną sielankę. Na skutek nieudanego odurzenia Rose chloroformem, ta traci życie, a dla rodziny rozpoczyna się czas pełen wyzwań. I gdy już myślimy, że Suburbicon to komedia kryminalna o ojcu rodziny, który w jakiś dziwny sposób sam wymierzy sprawiedliwość rabusiom, wszystko obraca się o sto osiemdziesiąt stopni, a komedia zamienia się w nieudany thriller w cukierkowo kolorowych dekoracjach. Jednym słowem, to film o nieudolnych i głupich ludziach, żyjących w małej społeczności, na zewnątrz porządnej, ale toczonej przez robaka uprzedzeń, chciwości i rasizmu.

Ciekawą przeciwwagą do tego, co dzieje się w domu Lodge’ów, mógł być wątek czarnoskórej rodziny, która wprowadza się po sąsiedzku. Niestety, całość połączono dość nieskładnie i ma się wrażenie, że śledzimy dwie, zupełnie ze sobą niezwiązane historie.

Aktorskie niewypały

Zabieg obsadzenia najsympatyczniejszego faceta w Ameryce w roli mniej pozytywnej niż dotychczas, mógł się okazać ciekawym zaskoczeniem, ale tak się nie stało. Matt Damon nie za bardzo potrafi się wczuć w to, co ma do zagrania, nie umie być groteskowo groźny, przez co męczy się na ekranie, a widz to widzi i też odczuwa dyskomfort. Nie łatwiej ma Julianne Moore w podwójnej roli. Za fasadą płochej kobiecości, tych wszystkich różowych sukienek, plastikowych uśmiechów i wyświechtanych powiedzonek, nie kryje się nic więcej. Aż mi jej było szkoda, gdy tak heroicznie prężyła się w wystudiowanych pozach. Ona także, podobnie jak Damon, nie bardzo wiedziała jak oddać dwoistość swej postaci, albo po prostu reżyser jej tego nie wyjaśnił (zresztą wątpię czy Clooney sam wiedział, o co mu właściwie chodzi).

Aktorsko dobrze wypadł za to syn filmowej pary, czyli Noah Jupe. W jego smutek, strach i bierne trwanie w teraźniejszości byłam w stanie uwierzyć. Szczególnie podobały mi się sceny (nieliczne, bo tylko dwie) z wujkiem Mitchem, granym przez Gary’ego Basaraba. Chętnie obejrzałabym film o tych dwóch panach, zamiast patrzeć jak Damon się męczy. Coś naprawdę ciekawego dzieje się między wujkiem a siostrzeńcem, co zasługuje na większą uwagę.

Ogólnie jednak nie polecam. Doskonale rozumiem skąd tak wiele złych recenzji i tam mało seansów w kinach w premierowym tygodniu (nam ciężko było trafić na seans w normalnej godzinie). Na kolejne dzieło Clooney’a już się raczej nie wybiorę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *