Sprawa dla dwojga

Czytałam na temat tego filmu same niepochlebne recenzje, ale i tak się wybrałam. Nie było łatwo, bo grali tylko w jednym kinie, ale za to w porządnym, bo w Kiniarni w szczecińskim Pionierze. Już się gotowałam na buczenie i wychodzenie widzów w trakcie, więc wyobraźcie sobie moje zaskoczenie gdy słyszałam jak wszyscy oglądający (a to raczej widzowie o wyrobionych gustach) co i rusz wybuchają szczerym śmiechem. Nie jest to, przyznaję, dzieło wybitne, nie ma ambicji artystycznych, ale jak dla mnie radość widzów jest najlepszą pochwałą i zachętą do wybrania się na seans.

Gdzie patrzą te zezowate oczka?

Jak tylko zobaczyłam kto gra w Sprawie dla dwojga, wiedziałam, że muszę to obejrzeć. François Damiens jest moim ulubionym aktorem charakterystycznym, do którego zapałałam wielką sympatia po obejrzeniu Delikatności. Wprost rozbraja mnie to, jaki on jest brzydki. Nie dość, że ma paskudne zęby, pociągłą końską twarz i zezujące żabie oczęta, to w dodatku intensywnie łysieje, jest za wysoki i niezgrabny. Do pełni szczęścia brakowałoby tylko żeby był rudy i piegowaty. Jak można nie lubić kogoś takiego!? Facet zupełnie pozbawiony uroku, ale się stara i to jest rozczulające.

Tym razem mamy, podobnie jak w Delikatności, pokaz niedźwiedzia w zalotach. Damienes gra aktora, Jeana Renault (jak Reno, więc śmiesznie), który świetnie się zapowiadał, ale źle skończył. Jako młodzieniec dostał Cezara, ale jako czterdziestolatek nie może znaleźć dla siebie żadnego zatrudnienia i powoli sprawa robi się nieprzyjemna. Przyczyną, dla której ten zdolny i pracowity artysta jest ciągle pomijany, jest jego zbyt intensywne podejście do pracy. Prawdę mówiąc, jest z niego straszny upierd. Tak upierdliwego aktora świat jeszcze nie widział. Przez zbytnie wczuwanie się w rolę, zastanawianie się na przykład, który z dwudziestu sposobów złapania za klamkę wybrać, hamuje za każdym razem filmową produkcję. Taki przykry przypadek perfekcjonizmu.

François Damiens
François Damiens

Wreszcie, by zasłużyć na zasiłek, Jean przyjmuje rolę w wizji lokalnej organizowanej przez policję, w której ma grać ofiary zabójstwa. Oczywiście i przy tej okazji jest szalenie upierdliwy, co spowalnia policję, ale i doprowadza funkcjonariuszy na nowe wątki w śledztwie.

Romans po równo z kryminałem

Odtworzeniem zbrodni sprzed roku zajmuje się pani prokurator Noemie Desfontaines (Géraldine Nakache), którą łączy z Jeanem nić bardzo silnych, przez większość czasu intensywnie wrogich, emocji. Wkurzający jest facet kompletnie, ale inteligencji, pasji i poświęcenia (głównie zdrowia bo wiele tu bolesnych upadków w stylu kina niemego) nie można mu odmówić, a od dawna wiadomo, że te cechy pociągają kobiety bardziej niż powab fizyczny. Trwają zatem niezgrabne zaloty, a tymczasem śledztwo kryminalne posuwa się do przodu.

Ktoś mógłby uznać, że to pomieszanie pół na pół scen kryminalnych i romansowych jest nieudane, ale mnie się bardzo podobało. Nim zrobi się za słodko, następuje kolejny cios ze strony tajemniczego mordercy, nim za groźnie, nasza para spędzi razem wieczór przy serze i marihuanie. Przy tym jest naprawdę zabawnie, choć nie jest to taka komedia francuska, jakiej się zazwyczaj spodziewam.

fondue

To takie nie francuskie

Jedną z rzeczy, które cenię we francuskim kinie jest jego urok. To jak Francuzi wyglądają na ekranie, jak jedzą i jak się ubierają, jest moim zdaniem czystą poezją. Nikt nie ma takiego stylu jak dojrzałe francuskie aktorki i z pewnością żadna amerykańska czy angielska artystka nie zapali tak papierosa jak mieszkanka kraju nad Sekwaną. Tym razem jednak niczego z tych atrakcji nie uświadczyłam.

Akcja Sprawy dla dwojga toczy się w górskim kurorcie, niestety poza sezonem. Zamiast nastrojowej bieli jest wilgoć i ciemność, przez co wszystko nabiera wymiaru parodii skandynawskiego kryminału. Jean i Noemie to też nie żadna para typowych filmowych amantów, do jakich nas francuskie komedie przyzwyczaiły. Ona jest sztywna, rzeczowa, mało kobieca, a jej powierzchowność niczym się nie wyróżnia poza smagłą karnacją. On, no cóż, już pisałam o walorach tego pana. Warto jednak wspomnieć jeszcze, że ma bardzo ciekawy gust jeśli chodzi o ubiór i dodatki. Na pozór mamy parę przeciętnych smutasów, ale z ich spotkania wynika wiele śmiesznych i naprawdę uroczych sytuacji właśnie dlatego, że byśmy się po nich tego nie spodziewali.

Sprawa dla dwojga

Pomimo braku stylu i paryskiego szyku chętnie obejrzałabym Sprawę dla dwojga jeszcze raz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *