Rozumiemy się bez słów

Rodzina Bélier prowadzi wspaniałe życie godne pozazdroszczenia. Sympatyczni Francuzi mieszkają na urokliwej prowincji, gdzie zajmują się hodowlą krów i wyrabianiem serów, które sprzedają na weekendowym jarmarku. Ich życie jest skromne, ale urokliwe i pełne wrażeń, a fakt, że wszyscy, oprócz nastoletniej córki Pauli (Louane Emera) są głuchoniemi niczego tu nie zmienia. Bélierowie kochają się bardzo, są zżyci i cudowni, a wszelkie niedostatki łatają zgodną współpracą lub poprzez pełne pasji dyskusje. Wielkim zaskoczeniem dla tej rodziny jest odkrycie, że Paula, na której tak bardzo rodzice polegają w załatwianiu ważnych spraw (typu kontakty z klientami, telefony czy opieka nad krowami) wstąpiła do szkolnego chóru i ma zamiar wyfrunąć z ich gniazdka na paryskie przesłuchanie. Ta sytuacja wiąże się z całą masą komicznych, ale i wzruszających zdarzeń, rozgrywających się przy niezbyt subtelnym tle muzycznym piosenek Michele’a Sardou, którego nauczyciel śpiewu Pauli wprost ubóstwia. Jeśli lubicie poczuć klimat typowej francuskiej komedii i jesteście gotowi na mniej typowe podejście do spraw intymnych, a niekoniecznie zależy wam na wielkim aktorstwie, będziecie zachwyceni tym filmem.

Europejski raj

Rozumiemy się bez słów to produkcja, która sprawia wrażenie jakby była nakręcona za unijne pieniądze i reklamowała ekologiczne rolnictwo z dopłatami i wszystkimi profitami (ewentualnie francuski nabiał, bo serów i jogurtów jest tu ogromny dostatek). Oczywiście jest to podane w stylowej wersji zachodnioeuropejskiej, bo gdyby na ekranie pojawiła się na przykład polska wieś, na której w błocie i znoju głuchoniemi próbują wyhodować cokolwiek i dogadać się z sąsiadami, to byłby to horror lub smutny dokument interwencyjny, a nie komedia romantyczna. Tutaj nawet błocko przed domem wygląda romantycznie, gąski i kurki budzą arkadyjskie skojarzenia i nikogo nawet nie dziwi, że głuchoniemy gospodarz startuje w wyborach na mera. Piękna baśń. Ogromne znaczenie mają też wspaniałe widoki, których na próżno szukać we wschodnich rejonach Europy. Każde ujęcie robione w wiejskich, pozbawionych śmieci, graffiti i bilbordów reklamowych plenerach, nadaje się do namalowania klasycznego olejnego krajobrazu.

W świecie typowej nastolatki

Centrum wydarzeń jest tu niestety nastoletnia Paula, co piszę ze smutkiem, bo gdyby film opowiadał w całości o perypetiach życiowych jej rodziców, to byłaby moja ulubiona francuska komedia na długie lata. Niestety nastoletni świat Pauli nie jest ani przesadnie pasjonujący, ani nie pokazano go w jakiś oryginalny sposób. Zwykła nastolatka, która odkrywa swój talent, ale bardziej interesuje ją pewien kudłaty i naburmuszony paryżanin. Nawet dowcipy dzieciaki mają słabe, a swoje kwestie wypowiadają bez wdzięku. Oprócz tego, wcielająca się w Paulę Louane Emera przez swoją bardzo już dorosłą powierzchowność, nie jest wiarygodna w roli nastolatki przed pierwszym okresem. To odrobinę niesmaczne (jest więcej takich wątków), ale ,,pierwszej krwi” poświęcono tu zadziwiająco dużo uwagi.

Rodzina Bélier
Rodzina Bélier

Kolejnym, bardzo niestosownym elementem tej historii, który zdecydowanie odróżnia film od wcześniejszych komedii francuskich jakie widziałam, jest bardzo swobodne podejście do seksu, a mówiąc ,,swobodne” mam na myśli mało eleganckie. Już sam repertuar piosenek wybranych przez nauczyciela do publicznego wystąpienia przed rodzicami dla dzieci, budzi lekkie zażenowanie, ponieważ młodzianie śpiewają o sprawach, o których jeszcze nie powinny mieć pojęcia. Może na tym jednak polega prawdziwy dowcip w tym filmie? Czyżby moje poczucie humoru w tym przypadku zawiodło…

Świetny drugi plan

Nic to jednak gdy można się skupić na drugim planie, szczególnie na grających rodziców Pauli Karin Viard i François Damiens. Ta para jest niesamowita i naprawdę przekonująca w roli głuchoniemych. Chemia między nimi jest naprawdę wspaniała i choć trudno w to uwierzyć, to Damiens, najbrzydszy mężczyzna na świecie obok Rona Perlmana, posiadacz dziwacznego uzębienia, łysiny i lekkiego zeza, prezentuje się w tym filmie bardzo seksownie i to nawet gdy jeździ traktorem lub pozuje w roboczym kombinezonie. Gdy na ekranie pojawiali się rodzice Pauli, jej nastoletnie problemy znikały dla mnie zupełnie. Szkoda, że dziewczyna nie zaprezentowała tyle wdzięku i poczucia humoru, co filmowi rodzice.

Jednym słowem jest wsiowo, sympatycznie, muzycznie i pikantnie. To zadziwiające jak ciekawie prezentuje się sprośna małżeńska pogadanko w języku migowym. Ze względu na Viard i Damiensa naprawdę warto iść na ten film do kina.

Jedna myśl na temat “Rozumiemy się bez słów

  • Maj 27, 2015 o 3:53 pm
    Permalink

    Trochę niesprawiedliwe te recenzje szczególnie ta druga, która szybciej przypomina pogadankę polityczno-ekonomiczną niż recenzje filmu. Pozostałem całkiem dobre chociaż może jak już napisałem odrobinę niesprawiedliwe, szczególnie w krytycznym aspekcie tych recenzji. Ale ogólnie rzecz ujmując wszystkie razem wzięte dają dość dobry i szczery obraz filmu oceniam je na 4 z + :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *