Spider-Man: Homecoming w Kinowym uniwersum superbohaterów

Czekałam z tym tekstem do premiery nowego Spider-Mana, gdyż (słusznie) podejrzewałam, że będzie on idealnym uzupełnieniem książki Tomasza Żaglewskiego pt. Kinowe uniwersum superbohaterów. Analiza współczesnego filmu komiksowego. Gdy pierwszy raz usłyszałam o nadciągającej premierze, miałam bardzo sceptyczne myśli i nie zamierzałam wybierać się na seans. Nie będę ukrywać, że, poza trylogią Christophera Nolana, filmowe adaptacje komiksów uważałam za płochą rozrywkę i w sumie trochę mi nawet szkoda tych wszystkich milionów z pompą wydawanych na kolejne serie spektakularnych wybuchów i gaże najlepszych hollywoodzkich gwiazd (których talent także mógłby być spożytkowany lepiej w czymś ambitniejszym). Nadal trochę tak uważam, lecz po lekturze książki Tomasza Żaglewskiego rozumiem też, że inni widzowie mają inne potrzeby i oczekiwania, a także zupełnie inny punkt widzenia. Przyznam również, że podczas seansu nowego Spider-Mana udało mi się na chwilę zapomnieć o moim gderliwym czepialstwie, bo bawiłam się doskonale, podobnie jak, sądząc po komentarzach i wybuchach śmiechu, cała kinowa widownia.

Spider-Man swojski i sympatyczny

Homecoming to reboot przygód naszego superprzyczepnego i szybkiego bohatera w kolorowym trykocie, ale na szczęście oszczędzono nam oglądania kolejny raz spotkania zwykłego chłopaka z niezwykłym pająkiem. Peter Parker (Tom Holland) ma tu piętnaście lat, chodzi do liceum i żyje własnym życiem, a jedynym, co go różni od rówieśników jest zyskana niedawno wielka moc, nad którą dopiero uczy się panować. Pomaga mu w tym jego mentor, Tony Stark (Robert Downey Jr.), który co prawda nie chce go na razie zrobić Avengersem, ale pozwolił mu wziąć udział w jednej misji, podarował mu wspaniały wielofunkcyjny kostium, a do tego z bezpiecznego dystansu czuwa, by Peter nie zrobił krzywdy sobie lub komuś innemu. Przeciwnikiem Spider-Mana w tej części jest Sęp (Michael Keaton w podwójnie ironicznej, skrzydlatej roli), bezwzględny handlarz bronią, do budowy której wykorzystuje skradzione od Starka kosmiczne technologie. Sęp jest ciekawą przeciwwagą dla Pająka, a sceny walki tych dwóch bohaterów, jednego skaczącego i strzelającego siecią, drugiego wyposażonego w mocarne anielskie skrzydła z turbodoładowaniem, są naprawdę widowiskowe i rządnym spektakularnych efektów widzom z pewnością dostarczają wielkiej satysfakcji.

Oprócz tego, że nowy Spider-Man ma to, co najlepsze jeśli chodzi o sferę wizualną, to także dialogi, tempo, cały scenariusz jest doskonale przemyślaną maszyną, która nie tylko ma zarabiać pieniądze, ale i być naprawdę jakościowym produktem, przypominającym fanom za co tak naprawdę pokochali komiksy o tym superbohaterze. Nie to, co drogie i efektowne jest największą wartością Homecoming, ale właśnie to, co skromne, zwykłe, sympatyczne i ludzkie, wszystko to, co przedstawia sobą Tom Holland w roli Petera Parkera. Mnie także, podobnie jak zastępom widzów na całym świecie, podoba się, że aktor, który gra piętnastolatka, wygląda (przynajmniej w ubraniu) na ucznia liceum, a postać w którą się wciela to zwykły fajny dzieciak, mający kompleksy i swoje problemy, który trochę wbrew własnej woli został bohaterem, ale takim swojskim z sąsiedztwa, a nie superbohaterskim celebrytą, jak członkowie bandy pana Starka. Z takim Spider-Manem mają szansę utożsamić się jego najwierniejsi wielbiciele, czyli nastolatki (jak nie ciałem, to duchem), próbujące dopiero odkryć swoje życiowe supermoce.

W kłączach superbohaterskiego uniwersum

Szczerze uważam, że by w pełni zrozumieć jakiego rodzaju produkt dostajemy w kinie za każdym razem, gdy idziemy na adaptację komiksu, powinniśmy zaopatrzyć się w książkę Tomasza Żaglewskiego. Nie jest to książka łatwa w odbiorze, z pewnością nie do przeczytania w jeden wieczór, ale każdy prawdziwy fan (a już na pewno ten początkujący) doceni ogrom wiedzy, jaką w tym specyficznym leksykonie zebrał autor.

„Mam natomiast nadzieję, że moja publikacja stanie się zwartą historycznie oraz teoretycznie narracją wyjaśniającą w sposób ewolucyjny formowanie się dzisiejszego filmu komiksowego”.

Nadzieje autora się spełniły, bo jak dla mnie jest to dokładnie to, co zapowiadał i zamierzał zrobić. W Komiksowym uniwersum superbohaterów można znaleźć odpowiedzi na wszystkie ważne dla fana tego rodzaju twórczości pytania. Są tu wyczerpujące informacje dotyczące złotej i srebrnej ery komiksowych ekranizacji, związków komiksu z polityką, socjologią czy psychologią, filmów najlepszych i najgorszych w tym rodzaju, a także ich długofalowej recepcji. Mnie osobiście zainteresowały związki produkcji z dwóch głównych komiksowych uniwersów, DC i Marvela, z pobocznymi, choć tez bardzo dochodowymi gałęziami biznesu, bo przecież równie ważne jak to, co zobaczymy na ekranie jest to, jak zapakować superbohatera w zestaw happy meal, albo jak skutecznie sprzedać koszulki z wielkim S czy z wizerunkiem nietoperza. Byłam naprawdę zaskoczona genialnością i prostotą pomysłów na promocję kolejnych superbohaterskich przebojów, szczególnie Mrocznego Rycerza i Deadpoola.

Ta książka to także encyklopedia wiedzy filmoznawczej, pełna wnikliwych analiz oraz wyjaśnień najbardziej istotnych terminów, takich jak samo uniwersum czy reboot. Po przeczytaniu tej książki możecie, tak jak autor, zacząć postrzegać kolejne filmy jako elementy zagarniające coraz więcej wycinków rzeczywistości kłącza :) Batman, Superman, Avengersi, a nawet pomniejsi herosi obu uniwersów, tacy jak Blade czy Deadpool, mają tu swoje miejsce i doczekali się fachowego opracowania.

A wracając do samego Spider-Mana: Homecomig to, choć nie ma jego analizy w tym tomie, bo obejmuje on tylko filmy z lat 1995-2016, jednak jestem pewna, że spodobałby się on autorowi, tak jak podoba się najwierniejszym fanom komiksów. Zalicza się do nich także mój nastoletni brat, który obdarzył film największym z możliwych komplementów, mówiąc, że to jest powrót starego dobrego Petera Parkera, jakiego zna z papierowych wydań komiksów Marvela. To bohater lokalnej społeczności, skromny chłopak z sąsiedztwa, który ma ujmujące poczucie humoru i jest sobie zwykłym nastolatkiem, ze wszystkimi blaskami i cieniami dorastania. Takie opinie najbardziej się liczą moim zdaniem, bo fani, którzy dorastają wraz ze swoimi bohaterami, będą im wierni przez całe życie, o ile oczywiście wysoki poziom oferowanych im produktów będzie się utrzymywał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *