Przemysław Wilczyński, Malarz obłędu

Ostatnio pisałam o kryminałach, których akcja rozgrywała się w Paryżu, w pobliżu Sztokholmu i na wykopaliskach archeologicznych w Troi. Teraz przyszedł czas na coś co dzieje się tu i teraz. Bardzo podoba mi się nowy trend pisania polskich kryminałów, których bohaterami (obok ludzi) nie są duże metropolie, jak Warszawa, Kraków czy Wrocław, ale nieco mniejsze miejscowości. Przedmiotem mojego zainteresowania stał się mało znany jeszcze kryminał pt. Malarz obłędu. Jego akcja toczy się w Raciborzu, mieście, którego do niedawna nie umiałabym nawet wskazać na mapie, ale teraz już wiem gdzie się znajduję i by go unikać za wszelką cenę, bo tam gwałcą i mordują:) Żartuję oczywiście, bo to w końcu tylko fikcja, choć przyznam, że bardzo sugestywna i niepokojąca.

Racibórz jesienną, wieczorową porą

Jan i Anna Kowalscy to młode, kochające się bardzo małżeństwo. Anna właśnie rozkręca własną firmę po tym jak odeszła z pracy w magistracie, a Jan jest działającym na własną rękę dziennikarzem. Ci bohaterowie są wcieleniem stereotypu współczesnych młodych Polaków. Są na dorobku, marzy im się większe mieszkanie i dziecko, kochają się bardzo i po bożemu, jednym słowem przeciętna, nieszczególnie oryginalna czy inteligentna para, która uważa, że jest wyjątkowa i coś im się jeszcze od życia należy. Zapewniam, że choć wprowadzenie, opisujące w najdrobniejszych szczegółach ich szare życie bez polotu, może się wydać męczące, to warto przez nie przebrnąć dla nadciągającej przyjemności czytania o tym, jak wszystko wali się w gruzy. Może normalniejsi czytelnicy nie mają frajdy z takich rzeczy, ale ja owszem.

Sielanka Kowalskich stopniowo, ale nieuchronnie, przechodzi do historii, gdy Janek zaczyna pracę nad nowym artykułem, a może nawet nad książką (o czym często i intensywnie marzy). Rzecz ma być sensacją na skalę krajową, o którą będą upominać się największe gazety i/lub wydawnictwa. Chodzi o tekst opowiadający o seryjnym gwałcicielu i mordercy, którego media i współwięźniowie ochrzcili Malarzem, ze względu na artystyczny wymiar okaleczeń, jakie zostawiał na ciele swych ofiar. Oficjalnie Malarza skazano na dożywocie za zgwałcenie i zamordowanie trzynastu kobiet (młodych i ponętnych mężatek), ale nieoficjalnie mówi się o nawet kilkudziesięciu ofiarach tego rzeźnika, których ciał nie odnalezione podczas śledztwa. Nasz Janek jest bardzo podekscytowany perspektywą przeprowadzenia wywiadu ze skazanym, zwłaszcza że nikomu się to dotąd nie udało. Dużą motywacją do pracy jest także spora zaliczka od wydawnictwa na poczet sukcesu przyszłego bestsellera, czyli 20 tys. zł zapowiadające rychłe spełnienie marzeń o powiększeniu metrażu mieszkania.

Z początku wszystko idzie dobrze. Nasz zdolny i pracowity dziennikarz rozpoczyna pracę z masą dobrych chęci i całymi pokładami energii. Niestety, nie przewidział tego, jak zręcznym manipulatorem jest Malarz.

Rodzime Milczenie owiec

Choć z początku może się wydawać, że tematem tego kryminału będą zbrodnie Malarza, on sam lub wreszcie odkrycie przez Jana Kowalskiego prawdy o morderstwach, to jednak w tej książce chodzi przede wszystkim o psychologię zbrodni, umysły dziennikarza i jego żony, odkształcane z dnia na dzień przez kontakt z geniuszem zbrodni. Podczas rozmów z Kowalskim, wyraźnie widać jak bardzo Malarz, a raczej Przemysław Wilczyński, autor, inspirował się kultową postacią Hannibala Lectera. Seryjny morderca, lubiący wycinanki na gładkiej kobiecej skórze i podniecający się ,,zapachem seksu”, jest zimnym jak lód i opanowanym do granic możliwości psychomanipulatorem, który gra ludźmi niczym pionkami na szachownicy. Wystarczyło kilka spotkań, parę dokładnie wycelowanych zdań, by Janek z poczciwego, prowincjonalnego przystojniaka, którego jedynym nałogiem jest gorzka czekolada, stał się dymiącym fajki pijakiem, w dodatku agresywnym.

Przemiana głównego bohatera jest tu opisana bardzo sugestywnie, z precyzją i wręcz pedantyczną troską o detale. Realizm psychologiczny jest moim zdaniem największym atutem tej opowieści, choć przyznam, że reagowałam na niego bardzo emocjonalnie, nie zawsze w pozytywny sposób. No, ale chyba w końcu o to chodzi, by dobry kryminał nieco nami potrząsnął. Osobiście bardzo lubię nienawidzić przez chwilę negatywnych postaci literackie. Wiem, że ich stworzenie jest znacznie trudniejsze niż tych dobrych gości, rycerzy na białym koniu, nie zmieniających się pod wpływem niesprzyjających okoliczności. Niestety, Annie Kowalskiej trafił się rycerz dość nietypowy.

Bardzo przypadł mi do gustu także zalew szczegółów budujących lokalny koloryt Raciborza. Podoba mi się, że autor pisze o tym na czym się zna, dzięki czemu jego opowieść jest dobrze osadzona w realiach, a przez to bardziej wiarygodna. Ważne są tu także wątki obyczajowe, te liczne dyskusje małżonków na temat aborcji, to jak obecnie układają się relacje damsko-męskie i jak wygląda sytuacja materialna młodych Polaków. Sądzę, ze choćby ze względu na tę aktualność i swojskość, jeszcze wielu czytelników sięgnie po Malarza obłędu.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości sklepu internetowego Empik.com.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *