Katarzyna Bonda, Sprawa Niny Frank

Może i nie jestem przesadnie uprzedzona do polskich kryminałów, ale nie jest to mój ulubiony gatunek. Często są zwyczajnie nudne, przegadane, źle skomponowane i męczące. Razi w nich językowa nieporadność i totalne odrealnienie świata przedstawionego. Dlatego też tak długo zwlekałam z przeczytaniem czegokolwiek pani Bondy, choć słyszałam o jej książkach same dobre rzeczy. Przekonał mnie dopiero tekst w ostatniej weekendowej Wyborczej, w której autorka i kilku innych pisarzy dzieliło się sekretami swojego warsztatu. Spodobało mi się to z jaką pasją mówiła o swojej pracy, a szczególnie to, że robi bardzo dokładny research, że stara się maksymalnie uwiarygodnić kryminalną intrygę. Przeczucie mnie nie zawiodło i naprawdę miałam okazje przeczytać mrożącą krew w żyłach, wciągającą, a do tego jeszcze pouczającą historię. Lubię takie opowieści, które nie tylko bawią i straszą, ale też poszerzają nasze horyzonty.

Profiler i aktorka

Głównych bohaterów mamy tu dwóch: pierwszym jest psycholog śledczy (z angielska nazywany też profilerem) Hubert Meyer, gwiazda kieleckiej policji o międzynarodowej sławie, lecz nieuporządkowanym życiu osobistym i niskich zarobkach, a drugim jest Nina Frank, znana aktorka, robiąca karierę w telenoweli, w której wciela się w piękną siostrę zakonną o gołębim sercu. Aktorka ma dom we wsi nad Bugiem, do którego przyjeżdża się relaksować i w którym pewnego dnia znajduje jej martwe zmasakrowane ciało rozerotyzowany listonosz. Ciało Niny zostało tak zbezczeszczone, że lokalna policja nie jest w stanie sobie poradzić z poszukiwaniem zabójcy. Panowie policjanci, z kierownikiem posterunku Eugeniuszem Kulą na czele, to typy żywcem wyjęte z filmu U Pana Boga za piecem. Przyzwyczajeni są do ścigania złodziei kur czy powstrzymywania pijaków przed przemocą domową. Nikogo nie dziwi zatem wezwanie na pomoc Huberta Meyera. Podkomisarz Kula jest bardzo ciekawy metod pracy profilera, a dzięki jego licznym pytaniom, my także dowiadujemy się czegoś więcej o pracy psychologa śledczego.

W Sprawie Niny Frank rozdziały ułożone są tematycznie naprzemiennie. Raz śledzimy poczynania Meyera, próbującego wejść w głowę ofiary i jednocześnie stworzyć profil psychologiczny zabójcy, który pozwoli w jego schwytaniu. Innym razem czytamy osobisty pamiętnik aktorki, spisany tuż przed śmiercią, w którym kobieta zwierza się z burzliwych kolei swego krótkiego życia (jest to bardzo pikantna lektura). Innym znów razem przyglądamy się bliżej podejrzanym o dokonanie zbrodni, których nawet w tak małej wiosce jak Mielnik nad Bugiem nie brakuje.

Z werwą o Polsce

Oprócz wynurzeń aktorki na skraju załamania psychicznego (fragmenty, na które czeka się podczas lektury z niecierpliwością) najbardziej urzekło mnie w tej powieści to, jak dobrze oddany jest lokalny polski koloryt. Niedofinansowanie organów ścigania, bieda na polskiej prowincji, czary, runy, zabobony rządzące ludzką świadomością, no i oczywiście psychologia nie tylko zabójcy, ale też szarych obywateli. Bonda wyjątkowo wnikliwie i trafnie rozprawia się na przykład z typowymi polskimi małżeństwami, nie mając litości dla słabych mężczyzn, którzy wiele zrobią ,,dla świętego spokoju”, a potem szukają kochanki na boku, ani tym bardziej dla kobiet, które łapią mężów na dziecko lub w koalicji z mamusią wymuszają zgodę na ślub. To są te nasze codzienne sprawy, których raczej nie zobaczmy w lukrowanych telenowelach, z uporem oglądanych nie tylko przez powieściowych Polaków. Bardzo ważne wydały mi się także te wszystkie fragmenty dotyczące relacji naszych panów z ich matkami. Przemawia do mnie sposób w jaki autorka pokazuje jak zbyt wiele miłości może stworzyć zbrodniarza i to, że wiele jest wśród szczurowatych, zastraszonych maminsynków potencjalnych morderców i zboczeńców. Podoba mi się taki punkt widzenia, wydaje mi się bardzo prawdziwy, gdyż sama patrzę na ludzi w podobny sposób.

Do tej pory do przeczytania niektórych kryminałów musiałam się wprost przymuszać (żeby nie stracić kontaktu z tym co się dzieje na rynku wydawniczym), a ten przeczytałam za jednym posiedzeniem. To z pewnością zasługa nie tylko tematu, ale i formy. Oczywiście praca policyjnego profilera to interesujące zagadnienie (od razu przypomniałam sobie świetny brytyjski serial Wire in the Blood), ale nawet to mógłby popsuć jakiś pozbawiony talentu nudziarz. Na szczęście styl pani Bondy to przeciwieństwo nudy i przewidywalności (a także męskiej pyszałkowatości, która tak mnie razi u Krajewskiego). Jest plastycznie, soczyście, pełnokrwiście. Autorka dba o różnorodność i odpowiednie tempo akcji. Wprowadza też intrygujące wątki metafizyczne związane ze skandynawskimi runami oraz odrobinę egzotyki dzięki spotkaniu z wróżami (wróż Maciej z TV się chowa przy Żwirku i Muchomorku).

Jednym słowem Sprawa Niny Frank to znakomita rozrywka, zachęcająca do lektury pozostałych kryminałów Katarzyny Bondy.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości sklepu internetowego Empik.

One thought on “Katarzyna Bonda, Sprawa Niny Frank

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *