Joanna Sokolińska, Trzewiczki Matki Boskiej

Już na podstawie informacji hojnie rozmieszczonych na okładce, można się domyślać, że bohaterka pierwszej powieści Joanny Sokolińskiej będzie do niej bliźniaczo podobna. Osobiście bardzo mnie to ucieszyło, gdyż od dawna darzę dużą sympatią felietonistkę Wysokich Obcasów. Na kartach tego komicznego kryminału można odnaleźć wszystkie składniki jej specyficznego stylu, w którym przeważa oczywiście ogromne poczucie humoru i ironia. Tematyka bardzo wysokoobcasowa, czyli zmagania z życiem młodych Polaków, macierzyństwo, bezrobocie, hipsterstwo i duma z bycia warszawiakiem. Gdyby podano nam to na poważnie, byłoby zapewne nie do zniesienia w takiej ilości i połączeniu, ale na szczęście poczucie humoru Joanny Sokolińskiej sprawia, że cała fabuła jest bezpiecznie opatulona w grubą warstwę dystansu. No i jest coś, co osobiście lubię najbardziej, czyli szczypta demonicznej niesamowitości (tutaj w postaci trzech, niczym z Makbeta wyjętych, choć polskich, czarownic).

Żoliborskie bezrobocie przyszłej matki

Główną bohaterką Trzewiczków Matki Boskiej jest trzydziestodwuletnia Dorota Sadowska, mieszkająca wraz z mężem na warszawskim Żoliborzu (to ważne i podkreślane na każdym kroku tego arcywarszawskiego kryminału). Dorota i jej mąż Filip od lat starają się o potomstwo, niestety nieskutecznie. Liczne, drogie i bolesne zabiegi in vitro kończą się poronieniami. Gdy jednak sympatyczne małżeństwo decyduje się na adopcję, Dorota dowiaduje się, że oto znów jest w ciąży i to bez specjalnych starań z jej strony. W tym samym dniu na naszą bohaterkę spada kolejna dobra wieść: po półtora roku żmudnych poszukiwań, nasza specjalistka od szyitów, dostaje wreszcie pracę marzeń. Problem polega na tym, że jeśli zdecyduje się na macierzyństwo, to z pracy nici. Szkoda, bo tak długo szukała… No i jakby jeszcze tego było mało, Dorota w tym samym czasie jest świadkiem zabójstwa. Idąc ulica widzi jak pędzący samochód uderza w bezbronną staruszkę. Niestety, oprócz niej, tylko jeden dziwny pies widział, co spotkało starszą panią. Niepomna na własne kłopoty osobiste, Dorota Sadowska rozpoczyna śledztwo w sprawie zabójstwa, a trzeba przyznać, że zna się na rzeczy, bo w końcu ogląda chyba wszystkie drugorzędne amerykańskie seriale kryminalne, jakie emituje telewizja. Dzięki CSI wszystkich większych miast USA wie jak wykryć sprawcę nawet najbardziej wymyślnej zbrodni. Ta wiedza jej się przydaje, ponieważ przejechana seniorka nie jest jedyną ofiarą samochodowej szajki, nie gardzącej też podtruwaniem swych ofiar.

W śledztwie, oprócz seriali kryminalnych, pomocni są Dorocie jej najbliżsi, czyli mąż i gospodyni. Małżonek Sadowski Filip jest doktoryzującym się filozofem (a jakżeby inaczej!), który w wolnym czasie pracuje też w zakładzie pogrzebowym Ostatnia Podróż. Natomiast gospodyni to bardzo gadatliwa farmaceutka, sprzątająca w obcych domach bardziej z pasji niż chęci zarobku. Ta urocza kobiecina zna nie tylko sto sposobów na wywabienie plam z barszczu, ale także sekrety roślin, szczególnie tych trujących. W jej oczach wszystko, co zielone, jest potencjalną śmiercionośną bronią, dlatego też konwalie czy oleandry nie mają wstępu do domu Sadowskich. Z takim wsparciem nie ma siły by Dorota nie dowiedziała się w końcu, kto morduje na Żoliborzu.

Psie absurdy

Jako czytelniczce totalnie zezwierzęconej, najbardziej spodobał mi się wątek psa Chrupka i jego sobowtóra. Nie do końca rozumiem jego rolę w rozwoju intrygi, ale muszę przyznać, że zwierzak jest uroczy, zwłaszcza, że koszmarnie brzydki z wyglądu i nieprzewidywalny w zachowaniu.

Kryminalne przygody psa Chrupka wstrząsnęły Krakersem
Kryminalne przygody psa Chrupka wstrząsnęły Krakersem

Podobnie jak w psim wątku, Joanna Sokolińska nie unika absurdów i wielopiętrowych komplikacji także jeśli chodzi o ludzkie poczynania, a cała zabawa polega na tym, by się w tym wszystkim zbytnio nie pogubić. Na szczęście powieść nie jest obszerna, taka na jeden długi wieczór, dlatego też można spokojnie polegać na swej czytelniczej pamięci. Jedyne, co trzeba mieć na względzie to to, że nic nie jest tak nieprawdopodobne, by się tu nie pojawić. No i oczywiście trzeba mieć dobre rozeznanie w tematach współczesności-polskości-kobiecości oraz traktować je nie do końca poważnie, by mieć pełną radość z lektury. Zapewne najlepiej podczas czytania bawią się warszawskie młode matki, w pełni wtopione w kontekst, ale tego już nie jestem w stanie sprawdzić. Jedno jest pewne: jeśli od razu nie wskoczycie w tę stylistykę, w pełni jej nie przyjmiecie lub co gorsza, zaczniecie mieć pytania dotyczące logiki, to tylko stracicie czas. To nie jest mroczny kryminał do przeżywania, a lekka, bezpretensjonalna rozrywka połączona z humorem hipstersko-feministycznym.

Przyznam, że osobiście bawiłam się świetnie i z chęcią poleciłabym tę powieść koleżance, która od książek oczekuje głównie wprawiania w dobry humor i oderwania od rzeczywistości. Jeśli lubicie babskie klimaty i ironizowanie nawet na tematy śmiertelnie poważne (drastyczne zgony, poronienia, jakość polskiej służby zdrowia, bezdomność) to was także czeka znakomita zabawa podczas czytania powieści o zastosowaniu zabójczego ziółka, powszechnie znanego jako trzewiczki Matki Boskiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *