Ozark

Od początku wakacji blogerzy i blogerki publikują swoje listy filmów, seriali i książek idealnych na lato. Ja się nie załapałam, bo nie miałam w tym względzie niczego oryginalnego do powiedzenia, a zresztą w wakacje lubię nadrabiać klasyki. Teraz jednak koniecznie chciałam polecić serial Ozark, szczególnie tym, którzy akurat przebywają w jakimś nadmorskim czy nadjeziorskim ośrodku z rodziną, z którą nie bardzo mogą wytrzymać. Nawet przy zalewie deszczowych opadów, chmarach komarów i kleszczy, poczujecie, że w porównaniu w letnikami znad Ozarka, trafił wam się urlop jak marzenie.

Księgowy mafii nad wielkim jeziorem

Marty Byrde (Jason Bateman) to poważny obywatel, spokojny mąż i ojciec, a także zdolny doradca finansowy, mieszkający w Chicago. Na szczęście, wbrew nudnej aparycji, Marty okazuje się bardzo ciekawym człowiekiem, co uwidaczniają jego nadciągające kłopoty. Nie dość, że wynajęty detektyw potwierdza zdradę żony, Wendy (Laura Linney), to jeszcze okazuje się, że nasz księgowy pierze pieniądze dla meksykańskiego kartelu narkotykowego, któremu nagle brakuje pięciu milionów dolarów. Po koszmarnej konfrontacji, w której mała firma Marty’ego i jego wspólnika staje się praktycznie jednoosobowa, akcja przenosi się z Chicago nad malowniczo położone Jezioro Ozark w stanie Missouri. By ratować skórę, w przypływie olśnienia, Marty zaproponował narkotykowemu bossowi, że może właśnie w tym miejscu prać jego pieniądze jeszcze skuteczniej, zatem nie ma co go zabijać, tylko wystarcz posłać nad jezioro. Marty, jego żona i dzieci, muszą błyskawicznie przystosować się do nowych warunków. Czasu mają niewiele, bo umowa z Meksykanami zakłada, że księgowy wypierze tu osiem milionów do końca lata, a tu już się zbliża czwarty lipca. Na szczęście nasz anioł biznesu, jak lubi się sam przedstawiać, ma głowę nie tylko do cyferek, ale i do znajdowania wyjścia nawet z największej opresji. Stawką w tej grze są oczywiście pieniądze, lecz także życie całej rodziny Byrde’ów, która przestanie istnieć w momencie, gdy pieniądze przestaną spływać.

Wielu widzów porównuje ten serial do Breaking Bad, bo tutaj także porządny facet schodzi na złą drogę by zapewnić byt i bezpieczeństwo swojej rodzinie, a do tego, choć pomagając w przestępstwie, także staje się przestępcą, to jednak jakoś nadal potrafimy mu gorącą kibicować w każdym przedsięwzięciu, bo czujemy, że sami zachowalibyśmy się tak samo w podobnej sytuacji. Mnie Ozark nawet bardziej odpowiada, zwłaszcza pod względem estetycznym. Chłodne zielonkawe kadry, jeziorne widoczki i trup gęsto padający, to jest coś, co lubię. Nie napiszę oczywiście kto kiedy ginie, ale zapewniam, że w finale zaczniecie się zastanawiać, czy w ogóle ktoś żywy w Ozarku się ostał.

Na brzegu fotela, z obgryzionymi paznokciami

Tak właśnie ogląda się ten serial. Zdecydowanie nie jest to coś, co można oglądać w tygodniowych odstępach, ale śmiało, spróbujecie nie pochłonąć wszystkiego w dwa dni :). Mnie najbardziej urzekło to, że dzięki znakomitemu scenariuszowi i fantastycznemu aktorstwu, wszystko jest tu bardzo realistycznie pokazane. Mogę nie lubić wszystkich postaci, ale je rozumiem, są dla mnie wiarygodnie psychologicznie ze swoimi problemami i aspiracjami. Nic nie dzieje się przypadkiem, a małemu synowi Marty’ego, Jonah (Skylar Gertner) poświęca się tyle samo czasu co arcyciekawemu mafijnemu bossowi czy agentowi FBI. Żaden wątek nie jest nadmiernie rozbudowany, ani dodany na siłę, a razem spinają się w finale wyjątkowo zgrabnie, choć oczywiście byłoby lepiej gdyby nie nadzieje na drugi sezon (wiadomo, że nie pokażą wszystkiego naraz, niestety).

Ozark to prawdziwa galeria osobowości. Fascynujący jest zarówno świat przybyłej tu rodziny (kłopoty małżeńskie Wendy i Marty’ego, bunt i lęki ich dzieci) jak i mieszkających tu od pokoleń nieco dzikich tubylców. Snellowie i Langmore’owie sprawią, że biedny doradca finansowy poczuje się jakby uciekł z deszczu pod rynnę, a Meksykanie wydadzą się już nie aż tak groźni.

Powodem, dla którego Ozark będzie jeszcze długo komentowany, jest sposób, w jaki potraktowano tu bohaterki, wyrastające na kolejne, po Claire Underwood z House of Cards, heroiny srebrnego ekranu zupełnie nowego typu. Są to w dodatku przedstawicielki różnych pokoleń, ale każda doskonale wie, jak dostać to czego potrzebuje ona lub jej rodzina i nie zawaha się użyć w tym celu wszelkich środków. Fantastyczna jest przede wszystkim Wendy, która przechodzi olbrzymią metamorfozę i w scenie, w której z zimnym uśmiechem negocjuje z przedsiębiorcą pogrzebowym, nie jest tą samą przestraszoną kurą domową z pierwszych odcinków. W młodszym pokoleniu mamy Ruth (znakomita Julia Garner), przedstawicielkę lokalnej białej biedoty, która bezbłędnie wykorzystuje swoją porośniętą serowym vifonem inteligencję i choć jest młoda i mikrej postury, dorośli faceci wiedzą, że nie warto jej lekceważyć. No i jest także nasza ozarkowa Cersei, czyli pani Snellowa. Każde pojawienie się leciwej Darlene (Lisa Emery) powoduje przyspieszone bicie serca i ciarki, a efekt ten zawdzięczamy tylko kilku wężowym spojrzeniom i szybkiej akcji ze strzykawką.

O Ozarku mogłabym pisać jeszcze długo i prawie w samych superlatywach. Doskonałe tempo, zwarta akcja, genialne zwroty i oryginalne pomysły po prostu mnie tu zachwyciły. Nawet w pokazaniu problemów nastolatków czy w homoseksualnym romansie jest coś świeżego i oryginalnego. Jedynym, czego mogłabym się czepić, są monologi czarnych charakterów, które mają tendencję do rozrastania się w dziwne historie, takie przypowieści z przeszłości, które przez swoje podobieństwo każą mi podejrzewać, że ci wszyscy bandyci spotykają się gdzieś na piwku i piszą razem antologię opowieści ku przestrodze. Ale to tylko szczegół, bo poza tym Ozark to kolejne serialowe mistrzostwo od Netflixa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *