Oldboy. Zemsta jest cierpliwa

Obejrzenie nowego filmu Spike’a Lee raczej nie zrewolucjonizuje waszego spojrzenia na świat, jak to mogło się zdarzyć w przypadku oryginalnej wersji filmowej (tej koreańskiej, nakręconej na podstawie japońskiej mangi). Jest to jednak, mimo swoich wielu wad, film naprawdę wart obejrzenia, dlatego też było mi niezmiernie smutno, że na sali kinowej, i to w dniu premiery, były tylko dwie osoby, czyli ja i mój towarzysz. Tylko częściowo winię Ksawerego, który zmusił widzów do pozostania w domu. Podejrzewam, że głównym winowajcą jest strach przed okropnościami, jakie mogą zaatakować z ekranu. Bądźcie spokojni, aż takich okropności nie ma.
Dziesięć lat temu, na seansie Oldboya Parka Chan-wooka doznałam prawdziwego filmowego objawienia. Metafizyczna groza i tragiczny wymiar korespondujący bezpośrednio z antyczną grecką tragedią, zostawiły w mej wyobraźni niezatarte piętno. Oldboy to jeden z tych obrazów, co do których aż wierzyć się nie chce, że ktoś mógł naprawdę nakręcić coś takiego, a jednocześnie widz może poczuć całym sobą, że dokładnie tego potrzebowała jego zmęczona podświadomość. Ogromne pokłady dziwaczności i okrucieństwa, oraz bardzo krwawe i zaskakujące zakończenie sprawiły, że to właśnie na tym seansie zrozumiałam o co chodzi w dramatycznym procesie katharsis. Potem już żadne zajęcia z greckiej i rzymskiej kultury na specjalności antycznej nie były w stanie wzbogacić tego mojego doświadczenia z Oldboya. Ten film jest zdecydowanie w ścisłej czołówce filmów, które koniecznie należy obejrzeć, bez względu na wiek, płeć czy narodowość.

Niestety nowy Oldboy nie posiada tej głębi, co nie znaczy, że jest zupełnie zły. Prawdopodobnie fabuła, dostosowana do realiów naszego kręgu kulturowego, musiała właśnie tak się zmienić. Z okrutnej zemsty, ciężar został przeniesiony na nieco cieplejsze rodzicielskie uczucia głównego bohatera do swej utraconej córki. W ogólnym zarysie (tak jak w oryginale) jest to opowieść o niezbyt sympatycznym podstarzałym pijaku, który pewnego poranka budzi się w zamkniętym pokoju, w którym przyjdzie mu spędzić następne dwie dekady. Szybko okazuje się, że jest to kara wymierzona Josephowi Doucettowi, ale nie wiadomo tak naprawdę nic na temat przyczyn tak okrutnej zemsty. Największą torturą okazuje się w filmie wcale nie pół życia w smętnym pokoju, czy seria krwawych wypadków będąca następstwem wyjścia na zewnątrz, ale niepewność i ciągłe dochodzenie do tego, czym sobie Joe zasłużył na takie zimne okrucieństwo.

Największym atutem tego filmu jest Josh Brolin grający główną rolę. Ten dziwny facet o dość pospolitej, żeby nie powiedzieć odpychającej, powierzchowności, jest całkiem udanym naśladownictwem azjatyckiego aktorskiego pierwowzoru. Jego typowo samcze rysy i przerysowany, komiksowy sposób grania, pasują jak ulał do tej surrealistycznej fantazji o rozkoszy jaką może przynieść zemsta. (Mam do aktora tylko żal, że tak obrzydliwie, ale tak strasznie paskudnie, zjada te wszystkie pierogi. Święta się zbliżają i nie wiem jak teraz będę mogła przełknąć choćby jednego z kapustą i grzybami.)

Podobał mi się także niezmiernie Samuel L. Jackson. Znalazł chłopak nowy look i pokazał wreszcie swoje prawdziwe oblicze. O reszcie aktorów nie da się powiedzieć nic szczególnego. Partnerująca Brolinowi Elisabeth Olsen (siostra tych bliźniaczek Olsen) jako tako słania się po planie, odgrywając niewinne i ufne dziewczątko, ale nic szczególnego w jej dziwnej twarzy czy gestach nie dostrzegłam. Główny czarny charakter (Sharlto Cooper) też raczej taki sobie. Facet przekracza granicę groteski, popadając w stylistykę niebezpiecznie upodabniającą go do czarnych charakterów z Marvela lub innych stereotypowych kreskówek (tyle, że zamiast chudego kota, wozi się z drapieżną Azjatką).

Choć to już świąteczny okres, szczerze zachęcam do obejrzenia tego bardzo nieświątecznego filmu. Zanim zaleje was fala mikołajkowej słodyczy, naładujecie się goryczą, albo też odwrotnie, rozładujcie negatywne emocje. Nowy Oldboy to świetna okazja do tego by sobie powyobrażać kogo to my sami byśmy zamknęli na dwadzieścia lat, a potem mocno odkształcili psychicznie. Jest to również wspaniała okazja do rozważań nad udoskonaleniem systemu penitencjarnego. Myślę, że pokazany w filmie przymusowy hotel bez klamek, ale za to z gazowaniem i dziwną telewizją, to coś o czym warto poważnie pomyśleć. Taka nisza na rynku usług mogłaby się, szczególnie w naszym kraju, gdzie wszyscy się kochają, okazać prawdziwą żyłą złota.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *