Takashi Hiraide, Kot, który spadł z nieba

Japoński poeta stworzył krótką opowieść o mężczyźnie, kobiecie i kocie, która zafascynowała czytelników na całym świecie i którą, z powodu mojej fascynacji wszystkim co japońskie, koniecznie chciałam przeczytać. Książka jest tak wspaniała, że po raz pierwszy od bardzo dawna naprawdę żałuję, że nie jestem w stanie wypowiedzieć się bardziej fachowo o literaturze, by oddać jej sprawiedliwość. Ta lektura wprowadzi was w stan medytacyjnej zadumy, otworzy oczy na piękno codzienności, nauczy jak patrzeć na przyrodę, a tym, którzy nie mają kota, wytłumaczy, jak można aż tak pokochać te niezwykłe stworzenia. Pasjonuję się Japonią i uwielbiam koty, więc dla mnie to była po prostu lektura idealna, ale zapewniam, że każdy czytelnik będzie w stanie docenić jej urok, a przede wszystkim artystyczny kunszt autora.

Zwykłe życie w małym domku

Akcja tej krótkiej powieści rozgrywa się na bardzo niewielkiej przestrzeni. Oto małżeństwo trzydziestolatków, pracujących w wydawnictwie, zamieszkuje w domku gościnnym na obrzeżach dużej posiadłości. Główny dom i ogród powstały sześćdziesiąt lat temu, a teraz, z winy zaawansowanego wieku właścicielki, coraz trudniej utrzymać wszystko w odpowiednim stanie (choć ogród jest nadal magicznym zakątkiem, szczególnie nocą). Nasi bohaterowie żyją skromnie w wynajmowanym domku, zajmują się swoimi sprawami i nie wadzą nikomu. Ich życie jest dość monotonne, ale chyba im to nie przeszkadza. Wszystko zaczyna się stopniowo zmieniać z dniem, w którym ich nieznajomi sąsiedzi z zza płotu przygarniają młodą kotkę o umieniu Chibi. Jest to elegancka i pełna gracji kociczka o białym umaszczeniu z lekka naznaczonym czarno-rdzawymi plamami. Choć u właścicieli jest jej najwyraźniej bardzo dobrze, Chibi zaczyna coraz częściej odwiedzać dom młodego małżeństwa i wkrótce spędza z narratorem i jego żoną tyle samo czasu, co z prawowitymi opiekunami. Kotka nie była pieszczochem, nie dawała się głaskać ani brać na kolana, jednak szybko skradła serca swoich alternatywnych opiekunów. Mężczyzna zaczął nawet prowadzić dziennik, w którym opisywał każdego dnia co robili ze zwierzakiem. Są to zwykłe obserwacje tego jak kotka bawi się piłeczką lub jak się zachowuje gdy przychodzi na noc spać w ich szafie, ale z każdego zdania tchnie na czytelnika ogromna miłość jaką ludzie obdarzyli to inteligentne i tajemnicze stworzenie.

Nie chodzi zresztą tylko o Chibi, ale o to, że w niemal niezauważalny sposób, kotka zaczęła wciągać to młode zapracowane małżeństwo w swój świat. Nagle pojawił się powód do wieczornych przechadzek po ogrodzie, a co za tym idzie do obserwacji roślin, owadów i zmieniających się pór roku. No i było wreszcie na co czekać, o kogo się troszczyć i o kim rozmawiać. Chibi w pewnym sensie otwiera bohaterów na cały świat, sprawia, że zaczynają cieszyć się życiem i dostrzegać szczegóły wcześniej dla nich nie istniejące. Najbardziej urzekło mnie chyba to, że stali się bardziej emocjonalni i czuli. Mąż, wcześniej zdystansowany i nieufny wobec kotów, zakochuje się w małej damie i pełen szczęścia dzieli tę miłość z żoną. „Uważałem, że jest najpiękniejsza, choć przecież nie była naszym kotem”.

Serce kociarza

Biorąc do ręki ten skromny tomik z ładnym kotkiem na okładce, nie wiedziałam jeszcze, że przyjdzie mi obcować z prawdziwym dziełem sztuki. Takashi Hiraide to w moim odczuciu prawdziwy mistrz słowa, który dokładnie wie, co chce nam przekazać i znajduje dla każdej myśli idealną formę i miejsce w tekście. Czytając od razu czuć, że każde zdanie zostało dokładnie przemyślane co do przecinka, że każdy wyraz jest tu z konkretnego powodu. Z całej książki emanuje dyscyplina i spokój, i to się naprawdę udziela podczas lektury.

Nie dajcie się zwieźć pozorom, że to jakaś tam kolejna zbzikowana opowieść o szalonych kociarzach, którzy nie wiedzą co z sobą począć i z nudów przygarniają kota-zabawkę. Wszystko co zostało tu powiedziane o relacji ludzi ze zwierzętami (oprócz kotów są na przykład ważki, modliszka i cykada) to efekt głębokiego uczucia i długich przemyśleń.

Podczas lektury przeżyłam wiele olśnień, ale największe chyba czytając ten fragment:

„Wśród naszych przyjaciół było kilkoro miłośników kotów, ale widok ich nadmiernej czułości i zachwytu nierzadko mnie gorszył. Czasami wydawało się, że zaprzedali się kotom z duszą i ciałem w sposób całkowicie bezwstydny”.

A więc to myślą i czują ludzie, którym opowiadam o bliskiej więzi z moimi kotami. Dzięki tej książce zrozumiałam, że tym, co maluje się często niekociarzom na twarzach gdy do nich mówię, jest właśnie zgorszenie. A ile razy usłyszałam, że to dziecku należałyby się takie czułości, nie kotom, to już nie zliczę. Na szczęście Takashi Hiraide wie jak odnaleźć drogę do serca czytelnika, nawet najbardziej zatwardziałego wroga zwierząt, i potrafi pokazać na ile sposobów obecność zwierzęcia może ubogacić ludzkie życia. Autor oddaje ten magiczny, delikatny stan, towarzyszący często pierwszym tygodniom kota w nowym domu, który mi osobiście zawsze przypomina wyjątkowe, długie święto. Kot jest małym stworzeniem, ale ma wielką osobowość, urok i silną wolę, które wyczuwa się od razu w każdym zakątku. Dzięki temu tomikowi przypomniałam sobie najmilsze uczucie na świecie, nieodmiennie związane z przyniesieniem do domu nowego gościa.

Oprócz kociej tematyki, Kot, który spadł z nieba ma w sobie także zagadką, związaną z tym, skąd w ogóle wzięła się Chibi. Nie brak tu także oszczędnych poetyckich opisów zmieniającej się ciągle przyrody, które niczym klejnot zdobią każdy rozdział ten niezwykłej książki. Jeśli po tej lekturze nie poczujecie naglącej potrzeby przygarnięcia kota, to prawdopodobnie jesteście robotami. Do niedawna myślałam, że to Murakami w Kafce nad morzem, najtrafniej opisał kocią naturę, ale teraz muszę przyznać pierwszeństwo Takashiemu Hiraidemu.

One thought on “Takashi Hiraide, Kot, który spadł z nieba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *