Kroniki Times Square

Zdecydowanie jest to jeden z najlepszych seriali tej jesieni. Choć temat jest kontrowersyjny i nie każdy widz może pałać chęcią poznania szczegółów rozkwitu branży porno w Nowym Jorku w latach 70-tych, to jednak jakościowo to są wyżyny i choćby dlatego warto obejrzeć choćby pierwszy odcinek. W epoce, jaką obserwujemy na ekranie, nie było mnie nawet na świecie, a jednak czuję się w tych dekoracjach zupełnie naturalnie (choć też bywam zszokowana momentami), tak to jest dobrze zrobione. Do tego wiele postaci, które zapadają w pamięć i realizm scen (nie tylko łóżkowych). Przygotujcie się na dużą porcję golizny, wulgarny język i przemoc, bo to w końcu fabuła o prostytutkach, alfonsach, barmanach i policji.

O tym, jak złożony jest nocny proceder

Muszę przyznać, że nad tym, co robi alfons lub burdelmama nie zastanawiałam się do tej pory. Podobnie nie myślałam o tym, że nierząd wymaga wielu układów z policją, lokalnymi władzami i przedsiębiorcami, a także szczególnego klimatu społecznego. Postaci ladacznic, prostytutek i kobiet upadłych wszelkiej maści od dawna licznie zaludniały karty powieści i ekranowe kadry, ale w The Deuce dostajemy szerszy kontekst. Poważnie, jest tak szeroki, że już szerzej chyba się nie da. Centralnymi postaciami serii (no ok, moimi ulubionym postaciami) są Vincent Martino (James Franco), zaskakująco uczciwy i skuteczny barman, któremu każdy interes idzie jak złoto, oraz Eileen zwana Candy (Maggie Gyllenhaal), odważna prostytutka, która jako jedyna na swojej ulicy jest niezależna i nie korzysta z opieki żadnego alfonsa. W pierwszych odcinkach, charakteryzujących się bardzo powolną akcją, poznajemy dokładnie ich świat. Eileen, choć dobrze sobie radzi, ma dość niebezpiecznej i upokarzającej pracy, dlatego rozgląda się za nowym zajęciem. Jej wybór pada na pokrewną branże porno, w której zatrudnia się prostytutki. Oczywiście nasza inteligentna i przedsiębiorcza bohaterka ma większe ambicje, ale nim zostanie dopuszczona do głosu, będzie głównie uprawiać seks, tyle że za większe pieniądze i przed kamerą. To dzięki niej poznajemy kulisy tego już wkrótce legalnego biznesu.

Z kolei Vincent wprowadza nas w świat nocnych lokali, nad którymi mają pieczę lokalni gangsterzy. Vinny jest świetny w radzeniu sobie z grubymi posępnymi Włochami i powierzanymi mu coraz większymi interesami, za to prawdziwym wyzwaniem jest kontrolowanie szkód jakie wyrządza jego mniej inteligentny brat bliźniak Frankie (którego także gra James Franco :). Warto w tym miejscu wspomnieć, że oprócz głównych ról, Gyllenhaal i Franco zajmują się także produkcją serialu, co mnie od początku bardzo cieszyło, bo to jednak porządni artyści są.

Każda z grup społecznych w tym serialu ma swoich pozytywnych i negatywnych bohaterów (a najczęściej coś pomiędzy). Skrupulatnie, wiarygodnie i z dużym prawdopodobieństwem psychologicznym przedstawiono wiele prostytutek, Abby (Margarita Levieva) z dobrego domu, która zamienia studia na pracę w barze, środowisko nowojorskiej policji, budowlańców czy gejów, których ,,reprezentuje” barman Paul (Chris Coy). Dzięki temu, że odcinki są długie a akcja niespieszna, scenarzyści nikogo nie zaniedbali, każdemu dając szansę na zaprezentowanie na ekranie całej swej złożoności.

O tym, że ciężkie jest życie alfonsa

Wszystkie powyższe postaci są ciekawe i barwne, ale alfonsi wszystkich biją pod tym względem na głowę. Panowie mają swoją osobną subkulturę, porozumiewają się specyficznym językiem, a do tego wyglądają bardzo okazale i oryginalnie, nawet jak na standardy lat 70-tych. Ekscentryczne ubrania i fikuśne fryzury to ich znak rozpoznawczy, podobnie jak agresja słowna i fizyczna, za pomocą których kierują swoimi pracownicami. W The Deuce zobaczycie jak przebiega proces rekrutacji nowych dziewczyn, jak się je urabia i jak się karze te najmniej dochodowe, a najbardziej krnąbrne. Oj nikt tu niczego nie owija w bawełnę. Niech was nie zwiedzie zniewieściały wygląd ni perfekcyjna trwała tych czarnoskórych gentlemanów, gdyż każdy z nich potrafi nieźle przygrzmocić niewieście, a jak trzeba to nie ma też oporów przed użyciem noża. Ciekawie obserwuje się „opiekunów” także z powodu kontrowersji, jakie wzbudzał fakt, że czarni mężczyźni ,,zarządzali” białymi kobietami. No skłania to do myślenia. Bardzo intrygujące są też poszczególne związki alfonsów z dziewczynami, zróżnicowane i złożone, choć najczęściej złe i zepsute jak diabli.

O tym, że lata 70-te to estetyczny kosmos

Na kostiumach i scenografii tu nie oszczędzano, co w połączeniu ze znakomitą muzyką i oczywiście z wciągającą fabułą, buduje niepowtarzalny klimat. Jako dziecko lat 80-tych nigdy nie miałam okazji widzieć takiej ilości bujnego włosia, skórzanych marynarek, dzwonów i całego tego hipisowskiego szyku. No coś wspaniałego! Ci ludzie zdecydowanie nie wiedzą co to umiar czy skromność. The Deuce cofa nas w czasie także jeśli chodzi o męskie i kobiece kanony urody. Za każdym razem gdy zasiadam do oglądania, uderza mnie jak różnych ludzi widzę na ekranie. Jeśli jakiś młodzian czy młódka byliby ciekawi jak wyglądały kobiety z cellulitem i bez implantów piersi, to takie autentyczne egzemplarze mogą podziwiać właśnie tutaj. Nieco szokuje mnie taki realizm na ekranie bom nieprzyzwyczajona, ale to bardzo poszerza światopogląd. Co zaskakujące dla mnie samej, nie szokuje mnie duża ilość męskich omszałych półkul czy penisów, a piersi wspaniałej Meggie Gyllenhaal. Może to dziwne, ale uważam, że aktorka wykazuje się wielką odwagą, pokazując jak wygląda normalny biust po wykarmieniu dzieci. Widzowie mogli już zapomnieć i dobrze, że ktoś nam to przypomina.

Długo jeszcze można by pisać o zaletach Kronik Times Square, ale po co. Sami zobaczycie i ocenicie, zachowajcie tylko przy tym otwarty umysł :)

One thought on “Kroniki Times Square

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *