Bliskość

Odpalam Bliskość i nagle okazuje się, że o intymności i szeroko pojętych związkach międzyludzkich jest jeszcze wiele do powiedzenia. Żadne tam komedie romantyczne, czy ckliwe dramaty nie dadzą wam tego, co choćby jeden odcinek tego serialu. Choć wiele wymienionych między bohaterami zdań może się nam wydawać szorstkich, czy nawet okrutnych, to jednak czuć, że ktoś pokazuje nam prawdę, wyraża wątpliwości i strachy, które chyba każdy ukrywa gdzieś w zakamarkach swoich myśli. Bliskość zasadniczo ukazuje relacje ludzi, którym z różnych powodów jest źle w życiu, więc jest dołująco i ponuro przez większość czasu, ale zdarzają się również miłe, a nawet wzruszające momenty, w których widz odzyskuje wiarę w ludzkość. Jeśli szukacie czegoś niebanalnego na walentynki, polecam zasiąść do kilku odcinków właśnie tej produkcji.

Przyjaciele, siostry, małżonkowie

Tak, to o nich jest ten serial. Właściwie to patrzymy głównie na cztery postaci, ale są to tak ważne współczesne typy (w których każdy powyżej trzydziestki może odnaleźć siebie), że wcale to się nie nudzi. Mamy oto małżeństwo z wieloletnim stażem i dwójką dzieci. Brett (współtwórca serialu, Mark Duplass) zajmuje się udźwiękowianiem hollywoodzkich hitów, podczas gdy jego żona Michelle (Melanie Lynskey) zajmuje się dwójką ich bardzo małych pociech. W pewnym momencie, po kolejnym załamaniu kariery aktorskiej, dołącza do nich przyjaciel Bretta Alex (Steve Zissis), a zaraz po nim do wesołej gromadki przyłącza się także siostra pani domu Tina (Amanda Peet). Tina właśnie rozstała się z kolejnym facetem traktującym ją jak zabawkę i już w pierwszym odcinku możemy podejrzewać, że zejdzie się z samotnym i żałosnym (ale też uroczym w pewnym sensie) Alexem), ale to nie jest komedia romantyczna i nic nie jest takie proste.

Alex pracuje nad swoją karierą, Tina nad kolejnym facetem, a Brett i Michelle nad swoim związkiem, w którym namiętność wyraźnie przygasa. Dużo tu bardzo szczerych rozmów osób, które już wiele przeszły i chyba czują, że najlepsze lata mają za sobą. Każde z nich jest rozczarowane dorosłością, która bardzo odbiega od młodzieńczych marzeń. Dziwne to trochę, ale bardzo prawdziwe, że tłocząc się na niewielkiej przestrzeni i ciągle mając towarzystwo, wszyscy oni są boleśnie samotni.

Bliskość

Bliskość jest ważna

Jak na serial o tak banalnym tytule, który mogłyby nosić wszystkie inne seriale o związkach, Bliskość jest zdumiewająco niebanalna. Telewizyjne i kinowe przeboje kończą się zazwyczaj na ,,i żyli długo i szczęśliwie”, a w przypadku przyjaciół na jednorazowych pustych deklaracjach, a tu możemy z realistyczną wyrazistością zobaczyć, jak to w wieloletniej praktyce wygląda. Zanim jeszcze rozwinie się wątek małżeński, wchodzimy w bliskość między Brettem a Alexem, która nie ma nic wspólnego z piciem piwa i opowiadaniem sobie świńskich dowcipasów. Jeden traci pracę i grunt pod nogami, a drugi go zwyczajnie do domu przygarnia, pomaganie w depresji uważając za najnaturalniejszą rzecz na świcie. Choć panowie nie są wymuskanymi przystojniakami (a wręcz przeciwnie, obaj są jak na mój gust całkowicie aseksualni), a w dodatku towarzyszy im bez przerwy poczucie niewygody i zażenowania, to jednak to jak wygląda ich związek jest po prostu piękne. Niby rozmawiają o niczym, bardzo często milczą, ale z każde ich słowo czy gest ocieka wręcz empatią i tolerancją wobec drugiej, tak samo zagubionej w życiu i rozczarowanej osoby.

A co do małżeństwa, a w szczególności małżeńskiego seksu po latach, to uważam, że poszczególne odcinki seksuolodzy powinni puszczać na terapii swoim pacjentom. Podziwiam bohaterów za to, że jeszcze mają odwagę w to brnąć, jeszcze im się chce nad czymś pracować. To jest najsmutniejszy seks, jaki zobaczycie kiedykolwiek na ekranie, a jednak każdy uczciwy człowiek będący w długim związku powie wam, że nie rozmija się to za bardzo z tym co się może (nie musi na szczęście) dziać między ludźmi, szczególnie gdy pojawią się dzieci. Ma się trochę wrażenie oglądania dobrze nakręconej telenoweli dokumentalnej, ale trochę też podglądania tego co rodzice robią w sypialni (tak to sobie wyobrażam, nie żebym podglądała). Jest tu wiele scen wartych uwagi, ale jak na razie dwie uważam za wręcz potencjalnie kultowe. Wspaniały i prześmieszny jest moment, w którym Tina nakrywa siostrę z egzemplarzem Pięćdziesięciu twarzy Greya w łóżku. Do tego służy kobietom ta książka, mylnie nazywana przez czytelniczki dobrą literaturą. Fantastyczne są też momenty, gdy małżonkowie próbują na nowo odnaleźć intymność, nocując poza domem, a Brett mówi żonie wprost jakie to trudne dla mężczyzny uprawiać seks z tą samą osobą przez tyle lat i ile odwagi ten akt czasem od niego wymaga. Dosłownie manifest współczesnej męskości!

Bliskość

Jako osoba nie posiadająca rodzeństwa płci żeńskiej, siostrzanych chwil mogę bohaterkom tylko zazdrościć. Nic też nie wiem o byciu samotną w dojrzałym wieku jak Tina, ale jej perypetie są przedstawione tak, że jestem w stanie uwierzyć jej bardziej nić wielkomiejskiej singielce Carrie Bradshaw. Dla niej bliskość to nieosiągalne szczęście, którego wciąż poszukuje i nie wmawia sobie, że para butów zastąpi jej miłość.

Jest też oczywiście tutaj coś dla zakochanych, bo mimo wielu problemów Alex i Tina się do siebie zbliżają. Na razie są przyjaciółmi, między którymi jest niezwykle silna więź i choć ona jest postrzelona i niestała, a on zakompleksiony i onieśmielony swoją nadwagą i łysiną, to przewiduję, że stworzą razem dobry związek. No chyba że przestraszą się tego, co pokazują im małżonkowie z długim stażem, którzy są jakby nimi za piętnaście lat. Zobaczymy.

Ten serial w naprawdę oryginalny i prawdziwy sposób pokazuje, że czasem zakochanie i seks, zabawa i drinki z przyjaciółmi, to prosta sprawa, ale już zbudowanie z innymi ludźmi bliższych intymnych relacji wymaga wielu kompromisów i ciężkiej pracy. Podejrzewam, że Bliskość spodoba się szczególnie matkom z długim stażem małżeńskim (świetnie pokazane fascynacje innymi ludźmi i potrzeba bycia jednak osobną jednostką) oraz świadomym swoich potrzeb nowoczesnym mężczyznom.

Melanie Lynskey i Amanda Peet
Melanie Lynskey i Amanda Peet

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *