Hal Gold, Jednostka 731. Okrutne eksperymenty w japońskich laboratoriach wojskowych

Współczucie dla ofiar, oburzenie na niesprawiedliwość, niezdrowa ciekawość i chęć poznania nieznanego wycinka historii – wszystko to razem sprawiło, że z dużym zainteresowaniem oddałam się lekturze Jednostki 731 i pomimo męczącego upału skończyłam czytać w jeden dzień. Nie jest to lektura miła, ani rozrywkowa, a jednak bardzo pouczająca i sądzę, że każdy kto (tak jak ja) podziwia japońską kulturę, powinien zapoznać się też z jej mrocznym obliczem prezentowanym w tym tomie. Do wczoraj miałam w głowie wykreowany przez popkulturę obraz Japończyków jako pracowitych i lekko zdziecinniałych pedantów, pragnących przede wszystkim by ich życiem rządził porządek, formy i ściśle określona hierarchia. Teraz jednak ten dobrotliwy obrazek przesłania mi mgła wydarzeń z drugiej wojny światowej i Jednostka 731 będąca symbolem całego diabolicznego zła, do którego rząd japoński nadal nie chce się przyznać. Ostrzegam, że nie jest to książka dla osób o słabych nerwach czy żołądkach, a opisane w niej doświadczenia medyczne mogłyby zawstydzić samego doktora Mengele, gdyż to co robił w Oświęcimiu chwilami blednie przy szatańskich wyczynach doktora Shiro Ishiiego.

Książka składa się z dwóch części: w pierwszej Hal Gold prezentuje dokładne tło historyczne wydarzeń mających wpływ na utworzenie Jednostki 731, a w drugiej naoczni świadkowie wydarzeń z czasów drugiej wojny światowej opowiadają o swoich przeżyciach i motywacjach. Pod wieloma względami druga część jest bardziej szczera i szokująca niż pierwsza.

Historyczne wprowadzenie kreśli szeroką perspektywę, omawiając dokładnie konflikty zbrojne, w jakie uwikłała się Japonia jeszcze przed wojną. Ukoronowaniem jej mocarstwowych zapędów było utworzenie (podstępem i siłą) podlegającego jej państwa Mandżukuo na terenie chińskiej Mandżurii. Tutaj w pełni uwidocznił się japoński nacjonalizm, któremu żołnierze pochodzący z Kraju Kwitnącej Wiśni dawali wyraz wyrzynając okoliczną ludność, zmuszając Chińczyków oraz jeńców innych narodowości do niewolniczej pracy i rabując bogactwa naturalne. Tutaj także powstała niesławna Jednostka 731, emanacja strachu Japończyków przed chorobami towarzyszącymi wojnie (a ta zbliżała się w latach trzydziestych wielkimi krokami) oraz bronią biologiczną, którą mogliby zastosować w walce Rosjanie. I tu pojawiaj się doktor Shiro Ichii, który z pełnym poparciem rządu zaczyna rozbudowywać projekt masowej produkcji własnej broni biologicznej (używając do tego celu ludzi, szczurów, pcheł i kleszczy). Najpierw na terenie miasta Pingfang w Mandżurii powstał kompleks medyczny, gdzie miano oficjalnie pracować nad uzdatnianiem wody, i to była właściwa Jednostka 731, która szybko doczekała się wielu współpracujących z nią ośrodków umieszczonych m.in. w Andzie, Singapurze, Xinjing, Kantonie, Pekinie i Hiroszimie. Choć to przerażające, to jej zasięg sięgał jednak jeszcze dalej, gdyż ,,owoce prac” nad bronią biologiczną (dane i preparaty) przywożone z Mandżurii i prezentowane na Tokijskim Uniwersytecie Medycznym, trafiały do elit lekarskich całej Japonii, co w praktyce sprowadza się do tego, że całe środowisko medyczne tamtych czasów wiedziało co się dzieje w Jednostce 731. A co się działo?

By móc uchronić japońskich żołnierzy od śmierci w czasie wojny, a także by móc zwrócić biologię i fizjologię przeciwko wrogom Japonii, doktor Ichii i jego legiony podwładnych badali takie choroby jak tyfus, dżuma, kiła, gorączka krwotoczna czy odmrożenia. Każda z tych chorób mogła się stać śmiertelnym wrogiem lub sprzymierzeńcem, a naukowcy byli zdeterminowani by jednak mieć śmiertelne wirusy i zarazki po swojej stronie. Do badań w Jednostce 731 wykorzystywano osoby pojmane przez specjalną wojskową policję na terenie Mandżurii, czyli głównie Chińczyków. W obozach medycznych znaleźli się też jeńcy wojenni oraz kobiety, starcy i dzieci pochodzenia koreańskiego, rosyjskiego czy amerykańskiego. Z typowo japońską precyzją i w zawrotnym tempie wybudowano lub zaadaptowano niezbędne budynki, w których naukowcy mili pobierać dane z obserwacji swoich obiektów. Przetrzymywani w klatkach i celach oraz najczęściej dobrze karmieni maruta (czyli kłody, japoński odpowiednich karaluchów i zarazy jak nazywano w czasie wojny Żydów) byli zarażani chorobami, poddawani wiwisekcjom, amputacjom, aborcjom i testom pocisków i bomb z bakteriami. Wiele osób umarło w Jednostce 731 na skutek odmrożeń, celowego odwodnienia, zagłodzenia czy przez nadmierne pobory krwi. O ile jeszcze można zrozumieć (choć z niewyobrażalnym trudem) wymiar praktyczny badań nad bronią biologiczną, to dla sadystycznych egzekucji na wiele najwymyślniejszych sposobów, trudno zaleźć jakiekolwiek wytłumaczenie poza chorą ciekawością. Wiele w tej kwestii mówi skrupulatny biogram Ichiiego, który ma liczne cechy klasycznego dobrze funkcjonującego socjopaty. Każdy czytający te strony będzie musiał przyznać, że tylko osoba bardzo chora psychicznie mogła wymyślić taką fabrykę chorób i śmierci, a do tego sprawny system dystrybucji preparatów, czyli zakonserwowanych organów, a czasem całych ciał, przewożonych w formalinie do Japonii.

Zarówno rozdziały opisowe jak i pierwszoosobowe relacje świadków (głównie cywilnego i wojskowego personelu medycznego, gdyż maruta w większości zostali zgładzeni przed wojenną klęską Japonii) są przerażające. Szokująca jest sama historia, to że ludobójstwo i eksperymenty na ludziach to nie tylko rosyjska czy niemiecka specjalność, ale też sposób w jaki jest to opisane sprawia, że zaczynamy się na poważnie zastanawiać, co z tymi ludźmi było nie tak. Do zrozumienia jest jeszcze chłodny obiektywizm relacji Hala Golda, który wyjaśnia kontekst i cytuje dane, ale równie chłodne wydają mi się też relacje świadków. Osoby, które widziały na własne oczy co uczyniono więźniom Jednostki 731 (a niektóre wręcz własnoręcznie pozbawiły wielu ludzi życia) opowiadają o przeszłości w podobny i spójny sposób. Każdy z wielu świadków zdaje sobie sprawę z popełnionych zbrodni, a jednocześnie jakby się od nich odcina grubą ścianą wychowania w duchu uwielbienia dla władzy i cesarza, zawodową powinnością, strachem przed Rosjanami i biedą. To naprawdę daje do myślenia, podobnie jak to, że z powodu tego iż Japonia i USA sprawiły iż Jednostka 731 oficjalnie nigdy nie istniała i nie ma jej w podręcznikach historii, jej pracownicy nie zostali ukarani. Wprost przeciwnie, wielu z nich tworzyło po wojnie medyczne i polityczne elity, co rzuca nowe światło na zmowę milczenia nad tą sprawą.

Książka Jednostka 731 na długo zostanie w mojej pamięci i zajmie ważne miejsce na półce z japońskimi lekturami. Jej przeczytanie było wstrząsem, na który nawet Kronika ptaka nakręcacza mnie nie przygotowała. Już nigdy nie spojrzę na Japonię w ten sam sposób, trochę mojego szacunku i podziwu stopniało i pozostaje jedynie czekać aż rząd zechce przyznać się do zbrodni sprzed lat i zadośćuczynić ofiarom cesarskiego reżimu.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *