Kolejne francuskie komedie, idealne na jesień (Miłość od pierwszego dziecka i Cudowny smak faworków)

Z zupełnie nieznanych mi przyczyn bardzo lubicie czytać o francuskich komediach. Nie zrozumcie mnie źle, bo też jestem fanką, ale nawet ja muszę przyznać, że rzadko trafiają się w tym gatunku prawdziwe perełki. Tymczasem okazuje się, że nawet średnia francuska komedia (najczęściej romantyczna) i tak jest lepsza i bardziej lubiana od swoich amerykańskich odpowiedników, przynajmniej jeśli chodzi o czytelników mojego skromnego bloga. Czy to chodzi o styl i wyczucie, którego Francuzom inni mogą tylko pozazdrościć? A może to te bogate, zabytkowe wnętrza i urzekający styl życia ludzi wychowanych w dobrobycie? No bo przecież nie powalająca uroda bohaterów czy porywająca charyzma tych mniej wyględnych postaci:)?

Miłość od pierwszego dziecka

Od razu ostrzegę, że jest to komedia bardzo, bardzo lekka. Tak lekka, że aż momentami błaha, banalna i nijaka. Od początku wiadomo, ku czemu to wszystko zmierza, ale kiedy to powstrzymało prawdziwego fana. Osobiście uważam, że jednak warto, bo film ma pewien urok, no i jego główną bohaterkę Gabrielle gra Isabelle Carre (to ta od czekolady z Przepisu na miłość).

Gabrielle jest miłą, cichą, porządna i skromna panią sprzedającą w aptece, która samotnie wychowuje nastoletnią córkę. Ich spokojne życia zakłóca nagle wieść, że Claire (Alice de Lencquesaing) jest w ciąży, a ojciec dziecka, Simon (Thomas Soliveres) nie ma zamiaru angażować się w ojcostwo. Rozwścieczona Gabrielle zmierza prosto do ojca chłopaka, Ange’a (Patrick Bruel), z zamiarem wywarcia na nim presji, by ten z kolei ustawił syna. Sprawa nie będzie jednak aż tak prosta, gdyż okazuje się, że młody wdał się w ojca, który także zostawił jego i matkę, a teraz panowie są sobie zupełnie obcy.

Na fabułę tej komedii składa się głównie seria spotkań Gabrielle i Ange’a, których losy, jeszcze przed przyjściem na świat splata wspólny potomek. Nim zostaną dziadkami, coś między nimi zaiskrzy, ale od razu wiadomo, że związek zadufanego w sobie i kochającego niezależność mężczyzny ze skromną i nieco zahukaną aptekarką, do łatwych nie może należeć. Love story ich dzieci rozgrywa się gdzieś na drugim planie, a my możemy wzruszać się (jeśli oczywiście cienizna dialogów w tym nam nie przeszkodzi) miłością dwójki dojrzałych już bardzo ludzi.

Z tego filmu zapamiętam oczywiście ciekawą chemię między głównymi bohaterami, połączonymi dzieckiem i to nie swoim, oraz takie fascynujące przejawy francuskiego dobrobytu jak to, że kłótnie rozgrywają się w niemal zabytkowych kamienicznych wnętrzach, a sprawy osobiste tych dobrze sytuowanych ludzi załatwiane są zawsze w godzinach pracy, bo zwyczajnie mogą sobie na to pozwolić. No utopia:)

Cudowny smak faworków

Jeśli po pierwszym seansie nie będziecie jeszcze mieli dość słodyczy, skosztujcie tych faworków. Podobnie jak w Miłości od pierwszego dziecka (nastoletnia ciąża) tu także zaczyna się od trudnych spraw. Główna bohaterka Louise (Virginie Efira) jest wdową, samotnie wychowującą dwójkę dzieci. Kobieta mieszka na urokliwej prowincji, gdzie zajmuje się przejętym po mężu interesem. Oczywiście robi najbardziej stylową i sielską rzecz, o jakiej tylko można pomarzyć i uwaga, nie jest to uprawa lawendy. Louise ma sad, w którym rosną piękne grusze, a ona bezskutecznie próbuje z ich owoców i innych darów ziemi utrzymać swoją rodzinę i całe gospodarstwo. Gdy już się wydaje, że mimo anielskich widoczków obejrzymy jednak smutny film o biednej wdówce bez środków do życia, na horyzoncie, a właściwie to na środku drogi, pojawia się tajemniczy młody mężczyzna. Pierre (Benjamin Lavernhe) jest bardzo nietypowym i trudnym do ogarnięcia jegomościem. Wszystko, co się do niego mówi, rozumie dosłownie, ma obsesję na punkcie liczb i pogody oraz prawdziwą manię pedantycznych porządków. Do tego nie rozumie społecznych barier i zawsze mówi całą prawdę, jak niezręcznie by ona nie brzmiała. Zaintrygowana nieznajomym Louise szybko dochodzi do wniosku, że mężczyzna cierpi na zespół Aspergera, ale jakoś zupełnie jej to nie przeszkadza. Pierre traktowany jest w jej rodzinie jak zabawny ekscentryk, wszyscy mają do niego dużo cierpliwości, a już dzieciaki znakomicie się z nim dogadują. Jego pedanteria i obsesje przydają się nawet w codziennych zmaganiach z siłami przyrody podczas opieki nad gruszami. Oczywiście, o mniej interesujących aspektach choroby się tutaj nie wspomina, bo to mogłoby popsuć sielski klimat tej uroczej komedii.

Co mnie w tym filmie urzekło? Po pierwsze, Efira, która po raz kolejny pokazuje, dlaczego to właśnie ona jest królową francuskich komedii. Jej słoneczna uroda wspaniale się prezentuje w ciepłym świetle prowincji i na tle wypieków oraz płodów rolnych. Miodzio! Po drugie, jest to niby komedia romantyczna, ale nie zobaczycie w niej nawet pocałunku pary głównych amantów, tak jest wszystko subtelnie opowiedziane. Osiągamy niemal poziom Delikatności, jeśli wiecie, co chcę powiedzieć. No i oczywiście wiejskie klimaty. Można się naprawdę rozmarzyć nad ucieczką do takiej arkadii, do ziemi, pachnących sadów, smacznych faworków i zżytej ze sobą wioskowej wspólnoty. Cudowny smak faworków to film dla osób marzących o oderwaniu się od rzeczywistości i odpłynięcia w sferę pozytywnych emocji.

Oba filmy są moim zdaniem wprost idealne do obejrzenia w smętny jesienny wieczór. Rozgrzewają serca i przywołują uśmiech na twarzy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *