Caprice

Wczoraj obejrzeliśmy pierwszy film z My French Film Festival, komedię romantyczną Caprice. Zgodnie z oczekiwaniami, otrzymaliśmy coś, czego nie można się było spodziewać. Właśnie to najbardziej lubię we francuskim kinie! Nawet w filmach lekkich, przeznaczonych dla szerokiej widowni, ucieka się od typowych rozwiązań fabularnych, często dając widzom wspaniałe niespodzianki w postaci dziwnych (choć zawsze uroczych) zwrotów akcji. Tym razem było podobnie. Caprice to opowieść o miłości inna niż wszystkie, tocząca się niespiesznym tempem i oddająca pełnię psychologicznej złożoności postaci. Nie jest to komedia z gatunku tych, podczas których widzowie nieustannie rechoczą, ale zapewniam, że za to naprawdę daje do myślenia, zwłaszcza nad własnymi relacjami miłosnymi.

Zwykły mężczyzna i bogini

Głównym bohaterem tej niemal baśniowej opowieści o miłości jest uczący w podstawówce Clement (Emmanuel Mouret) i jeśli, tak jak ja, zastanawiacie się, dlaczego ktoś z taką powierzchownością zostaje obsadzony u boku największych francuskich piękności, to spieszę donieść, że Mouret jest też scenarzystą i reżyserem filmu, co chyba wiele wyjaśnia. Zresztą jest to jakby opowieść o męskim Kopciuszku, więc powierzchowność się zgadza. Zatem Clement to jednobrewy, przeciętny, szary, zupełnie nieciekawy facet, który poza tym, że uczy, często chodzi do kina i teatru, zwłaszcza jeśli w obsadzie jest jego ukochana aktorka Alicia Bardery (Virginie Efira). Pewnego dnia, zupełnie nieoczekiwanie, Alicia pojawia się w jego szkole, prosząc o korepetycje dla swego siostrzeńca.

Emmanuel Mouret i Virginie Efira
Emmanuel Mouret i Virginie Efira

Nim się zorientujemy, aktorka i nauczyciel z jedną brwią zostają parą i to naprawdę całkiem udaną. Na przeszkodzie ich związkowi stoi tylko tytułowa Caprice (Anaïs Demonstier), urocza, ale dziwna początkująca artystka, która pała do Clementa wielką, zupełnie nieodwzajemnioną miłością. Młoda kobieta jest gotowa na wszelkie poświecenia, by zdobyć ukochanego, a w dodatku nie brak jej pomysłowości, świeżego uroku młodości oraz wielkiej wprawy w szantażu emocjonalnym. Dzięki swym podstępnym (choć w oczach widzów zupełnie usprawiedliwionym) machinacjom, niemal udaje jej się dopiąć swego i to nie raz. Równolegle do tego wątku, obserwujemy perypetie miłosne przyjaciela Clementa, Thomasa (Laurent Stocker), które co chwila wpychają się na pierwszy plan.

Wciągająca gra

Każdy dialog w tym filmie sprawia, że historię naszych bohaterów widzimy w innym świetle. Raz myślimy, że będzie to klasyczna komedia pomyłek, że dojdzie do typowego przemieszania w miłosnym czworokącie, by po chwili zdać sobie sprawę, że oglądamy thriller o prześladowczyni.

Oglądając poczynania rezolutnej i zaślepionej miłością Caprice, spodziewałam się opowieści w duchu Kocha… Nie kocha! z Audrey Tautou, ale to też nie to. Opowieść snuta przez Moureta to zupełnie inna jakość. Nie jest to żadna błaha historyjka, nie kolejna francuska komedia romantyczna jakich wiele, ale fabuła starająca się uchwycić samo sedno uczucia zwanego miłością. Przyglądamy się każdej jej fazie pod różnymi kontami, zadajemy sobie wraz z bohaterami wszystkie te najważniejsze pytania trapiące ludzi od wieków, a dodatkowo całość odbija się jak w lustrze w sztuce teatralnej, w której gra Alicia. To naprawdę inspirująca historia i nowatorsko opowiedziana, choć z pewnością nie każdemu spodoba się jej dziwność czy niespieszne tempo.

Anaïs Demoustier w roli tytułowej Caprice
Anaïs Demoustier w roli tytułowej Caprice

W Caprice po raz pierwszy mogłam zobaczyć Virginie Efirę (podobno najpopularniejszą francuską aktorkę komediową) w roli nieco poważniejszej niż jej typowy repertuar i muszę powiedzieć, że naprawę mi się spodobała. Aktorka ma dużo nieprzemijającego z wiekiem wdzięku i jest wręcz uosobieniem klasycznej elegancji. Bardzo spodobała mi się także rola Laurenta Stockera (niezapomniany jąkała z Po prostu razem), szczególnie scena, w której ten grający na co dzień w najlepszym francuskim teatrze aktor, a właściwie jego postać, stoi po raz pierwszy na deskach teatru, cieszy się jak dziecko i mówi, że zawsze o tym marzył. Można się rozczulić.

Virginie Efira

Jeśli macie ochotę na niebanalną opowieść o miłości, w której to kobiety są stroną bardziej aktywną i częściej uwodzą, a mężczyźni to (i z wyglądu i z charakteru) niekoniecznie szarmanccy książęta na białych koniach, to Caprice jest filmem właśnie dla was. Jest też okazja by sprawdzić jak w praktyce funkcjonuje model typowo francuskich związków opisywanych w polecanej przeze mnie wczoraj książce Cała prawda o Francuzkach.

Film można zobaczyć od 18 stycznia do 18 lutego 2016 r. na stronie www.myfrenchfilmfestival.com.

One thought on “Caprice

  • Styczeń 19, 2016 at 8:54 pm
    Permalink

    Wydaje się ciekawy ten film, ale ja niestety nie mam czasu na jego obejrzenie. Mam w kolejce kilka inny filmów, ale myślę, że uda mi się w tym roku poświęcić na niego czas ;)

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *