Drugie oblicze (The Place Beyond the Pines)

Po szalonym sukcesie Drive wszyscy czekali na kolejną błyskotliwą kreację Ryana Goslinga, no i się doczekali. Choć może błyskotliwa to jednak za dużo powiedziane. W Drugim obliczu możemy obejrzeć właściwie lekką i zapewne niezamierzoną karykaturę postaci super uzdolnionego kierowcy, oraz całej jego historii. Na szczęście dla Goslinga, gra tu jeszcze większa aktorska karykatura, czyli Bradley Cooper.

Historia jest wręcz prymitywnie prosta, ale przy jej leniwym snuciu reżyser porusza ogromna liczbę dodatkowych ,,wielkich problemów społecznych, egzystencjalnych, ogólnoludzkich…”. No dosłownie wszystko tu mamy. Na początku wlecze się jak jakieś pseudo westernowe niedzielne flaki z olejem opowieść o Luku (Gosling), który jest motocyklowym kaskaderem pracującym w cyrku (bardzo ciekawa fucha). Gość jest kolejną wersją tajemniczego i milczącego typa z Drive, o którym nie wiadomo nic poza tym, że dusi w sobie jakąś krzywdę czy też ukrywa jakąś skazę. By postać była wyraźniejsza, pokryto ją groteskowymi tatuażami i ubrano w totalne łachmany, prawdopodobnie by podkreślić, że chłopak należy do białej biedoty. Spokój melancholika burzy wieść o tym, że został ojcem. Od tego momentu sprawy nabierają tempa. Zaczyna rabować banki, ucieka na motorze i w końcu go łapią. Koniec historii. W drugiej części opowieści, bez której spokojnie by się obyło, widzimy jak Bradley Cooper w kiepskim dresiku i ze swoim obłąkańczym spojrzeniem robi karierę na krzywdzie szlachetnego łotra, który chciał zapewnić rodzinie godziwy byt. Mamy tu i walkę o władzę, i kwestie sumienia, i korupcję w policji, a nawet winę tragicznie przekazywaną przez splamionych krwią ojców na zaćpanych synów. Na koniec sami nie wiemy czy obejrzeliśmy jeden dobry i długi film, czy trzy bardzo słabe historie sensacyjne.

Szczerze odradzam oglądanie tej ,,dłużyzny za sosnami” i to nie tylko ze względu na przeładowany i mętny scenariusz czy udział (kompromitujący większość filmów) Bradleya Coopera. Jak zawsze koszmarnie wypada coraz bardziej podmalowany Ray Liotta, który wszędzie gra ten sam typ czarnego charakteru z błyskiem szaleństwa w oczach. Kiepsko prezentuje się też Eva Mendes, która jest zupełnie niewiarygodna w roli matki w średnim wieku. Jedyne co można tu naprawdę pochwalić to moim zdaniem zdjęcia, świetnie oddające marazm i brud, w którym, nie tylko fizycznie, tkwią bohaterowie Drugiego oblicza. Ale to chyba jednak za mało by wybrać się do kina i wysiedzieć ponad dwie godziny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *