Tylko Bóg wybacza

No czegoś takiego dawno nie widziałam, a naprawdę nie jestem wybredna i oglądam praktycznie wszystko i to przez większość swojego wolnego czasu. Od razu może zaznaczę, że wybrałam się na ten film z jak najlepszymi intencjami. Jestem w końcu fanką Ryana Goslinga i to nie taką świeżo upieczoną, co to dopiero po Drive zwróciła na aktora uwagę. O nie, ja byłam jednym z tych widzów polskiej telewizji, którzy z zapartym tchem oglądali Młodego Herkulesa, a i Fanatyka zdarzyło mi się dawno temu obejrzeć. Dlatego też smutno mi się zrobiło na wieść o tym jak to film z ulubionym amantem został wygwizdany w Cannes i postanowiłam za wszelką cenę doszukać się w nim jakiegoś głębszego sensu. Zawsze istnieje przecież możliwość, że krytycy czegoś nie zrozumieli.

Niestety, jestem chyba po tej krytycznej stronie podzielonej widowni filmu Tylko Bóg wybacza. Mimo najlepszych chęci trudno jest wycisnąć z tego coś wartościowego, co zostałoby w pamięci nieco dłużej. Sama fabuła jest wyjątkowo uboga, choć trzeba przyznać, że zapowiadała się co najmniej przyzwoicie. Na podstawie kinowych zapowiedzi można było sądzić, że otrzymamy połączenie koreańskiego, nieco chorego dla Europejczyków, kina akcji z filmami w stylu wczesnego Van Damme’a. Niestety scen walki jest tu jak na lekarstwo, a okropności dawkowane są wyjątkowo skromnie. Dziwne to trochę, bo przecież opowieść o amerykańskich braciach prowadzących w Bangkoku szkołę tajskiego boksu aż się sama prosi o to by chociaż tego boksu nieco pokazać. Nic z tego. Edypalny wątek matczyno-synowskiej fascynacji i agresji też jakiś taki ułomny się zdaje. Oczywiście Kristin Scott Thomas w roli mamusi z piekła rodem robi co może by wycisnąć z roli choć odrobinę smaku, ale z milczącym synem nie ma za wiele do zagrania. W dodatku wszystko w tej historii za bardzo razi dosłownością, by mogło być uznane za symboliczne, więc przypuszczenie, że ktokolwiek czegokolwiek nie zrozumiał raczej odpada. Mogła wyjść całkiem przyzwoita fantazja o kobiecej dominacji, męskiej agresji i pragnieniu powrotu do matczynego łona, gdyby nie to, że Gosling autentycznie grzebie w matczynym łonie. No szkoda, że jeszcze cały tam nie wlazł.

Szczególnie zawiedzeni nowym filmem Refna będą widzowie spodziewający się po bohaterze jakiejś wyjątkowej zemsty za śmierć brata, do czego zresztą gorąco zachęca go mamusia. Julian jest zupełnie pasywny i jeśli już coś robi to ze sporym opóźnieniem. Na zemście mu raczej nie zależy i ogólnie trudno zrozumieć jego motywację i naturę jego emocji. Jedyne co jest pewne, to to, że mamusia zupełnie go wykastrowała psychicznie i przez to stał się takim autystycznym dziwolągiem. W takich cechach można może odnaleźć coś z głównego bohatera Drive, ale niestety fani tego filmu będą kolejnymi rozczarowanymi widzami Tylko Bóg wybacza. Nie dość, że jest to zlepek kalek z innych artystów posługujących się oniryczną stylistyką i groteskową makabrą (Tarantino, Lynch, Jodorovsky) to jeszcze obnaża braki poprzedniego obrazu. Możemy nagle znielubić sympatycznego kierowcę, gdy zrozumiemy, że był on taką samą wydmuszka jak Julian z Tylko Bóg wybacza.

Przy okazji postanowiłam się zastanowić dlaczego Drive podobał się aż tak bardzo i doszłam do wniosku, że to zasługa jednej szczególnej umiejętności Ryana Goslinga. Otóż może i nie potrafi grać, nie potrafi walczyć i ma jakąś taką dziwną twarz, ale za to jak nikt potrafi filmowo milczeć, a jego wymowne milczenie skłania widzów do przypisywania mu cech, których w rzeczywistości nie posiada. Reżyser omawianych filmów też to zdaje się doskonale pojął, dlatego pewnie jego kolejny bohater nie mówi już prawie nic, tyle że tym razem nie ma to już takiego uroku, a Julian zamiast tajemniczego wygląda na niedorozwiniętego.

Tylko Bóg wybacza to jednak nie jest zupełna strata czasu (widzów) i pieniędzy (widzów i producentów) i naprawdę zachęcam do obejrzenia tego czerwonego sennego koszmaru. Może i pogrążył on Refna i przyhamował bajeczną karierę Goslinga, ale jest jedna osoba, która na tym filmie wiele jeszcze zyska. Jest nią oczywiście Vithaya Pansringarm grający rolę policjanta, który niczym fatum ściga swoje ofiary i wymierza sprawiedliwość. Jego zdolności wokalne, którymi popisuje się całkiem na serio wykonując klimatyczne kompozycje Cliffa Martineza sprawiły, że pomyślałam, że chętnie kupiłabym płytę z soundtrackiem z Tylko Bóg wybacza. Tylko ten drobny poważny Azjata się w tym filmie nie ośmieszył.

A tak w ogóle to doskonale się bawiłam oglądając ten film i myśląc przy okazji jak strasznie łatwo byłoby nakręcić jego parodię. Zachęcam wszystkich do oglądania właśnie z takim podejściem. No i pocieszcie się tym, że choć trudno w to uwierzyć, mogło być znacznie gorzej. Mógł tu grać Bradley Cooper.

Jedna myśl na temat “Tylko Bóg wybacza

  • 24 czerwca, 2013 o 11:40 pm
    Permalink

    Właśnie widziałem sporo reklam tego filmu na przystankach autobusowych. Natomiast co mnie bardziej interesuje to film pt Drive. Głośno się zrobiło o tym filmie a nie oglądałem. Ciekawy jestem roli Ryana Goslinga, bo bardzo podobał mi się Pamiętnik z nim w roli głównej.

    pozdrawiam

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *