Panaceum

W bardzo miły i taki jakby klasyczny sposób została w tym filmie poprowadzona intryga kryminalna. Mimo typowych rozwiązań fabularnych widz może na koniec być naprawdę zdziwiony zwrotem akcji i rozwiązaniem zagadki morderstwa. A wszystko się zaczyna od biednej smutnej dziewczyny, której zamknęli męża w więzieniu na cztery lata za oszustwa giełdowe. Mąż wychodzi a ona ma coraz głębszą depresję. Normalna rzecz, ciężko się bogatej dziewczynie dostosować do skromniejszych warunków. Rozwiązanie jest proste. Po próbie samobójczej terapeuta przepisuje jej leki antydepresyjne. No i tu nieco się sprawa komplikuje ponieważ proszki mają ciekawe skutki uboczne.

Rozwiązanie zagadki nie jest aż tak ciekawe jak społeczne obserwacje Stevena Soderbergha. Okazuje się, że dotknięci kryzysem Amerykanie nie leczą już smutków jak dawniej, czyli pijąc i ćpając. Nowe problemy przynoszą nowe rozwiązania, w tym przypadku antydepresanty. Nie mogą się przecież zupełnie wyłączyć, bo ktoś musi spłacać kredyty i zarabiać na życie. Leki, przynajmniej na pozór, pozwalają normalnie funkcjonować w niepewnych czasach. Okazuje się, że nie tylko poważnie chora na głowę Emily musi je brać. Tabletki łyka także żona psychiatry przed rozmową o pracę, znajoma z przyjęcia, żeby się guzem nie przejmować, a nawet szefowa leczy w ten sposób przygnębienie. Wszyscy chodzą otumanienie i wyciszeni, bo w innym razie musieli by myśleć o beznadziejności swojej sytuacji, a tego przecież nikt nie chce.

(Przez cały czas trwania filmu myślałam sobie, że zamiast tabletek, ktoś powinien dać tym ludziom wizję jeszcze skromniejszego życia i większych problemów. W samych Stanach biednych nie brakuje, ale jakby tak zrobić film o tym jak amerykańscy bogacze przyjeżdżają do Polski leczyć depresję, jak porównują swój los do przygnębienia polskich bezdomnych, samotnych matek i niedojadających dzieci. To byłby hit. Głodni Afrykanie już się opatrzyli. Biedni Polacy byliby ciekawsi.)

A tak poważnie to chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że depresji nie można lekceważyć, że nie jest to tylko chwilowy foch, a kwestia chemii mózgu i że przez Stany przetacza się właśnie fala kryzysowych samobójstw. W tym kontekście takie filmy jak Panaceum są bardzo potrzebne. Dzięki sugestywnej grze Rooney Mary widzowie są w stanie, oczywiście do pewnego momentu, wyobrazić sobie cierpienia depresyjnego chorego. Dziewczyna jest tak chuda i blada, że nawet ja jej współczułam (ale bardziej niedożywienia niż smutku).

Panaceum nie jest żadnym wybitnym dziełem, ale z pewnością powinno się ten film obejrzeć. Z dala od kin i ekranów telewizorów powinny się trzymać tylko te osoby, które same są przygnębione, melancholijne i smutne, ponieważ depresyjny nastrój aż sączy się z tych obrazów. Szare wnętrza, szare ubrania, deszcz za oknem, smutna muzyka i wszędzie ludzie nie dający sobie rady z życiem. Dodatkowo widzów zasmuca śmierć boleśnie pozbawionego talentu, ale sympatycznego Channinga Tatuma, oraz powiększająca się łysina niegdyś przystojnego Jude’a Law. A już najsmutniej się robi na widok zniekształconej zabiegami kosmetologii i chirurgii estetycznej twarzy Catherine Zety-Jones. Normalnie żal i smutek; zdecydowanie nie dla wrażliwych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *