Daredevil – wrażenia po drugim sezonie (spoilery)

Pierwszy sezon wywołał u mnie wiele pozytywnych emocji. Z drugim nie jest już tak dobrze, ale to wciąż bardzo porządnie zrobiony serial, mocno trzymający się komiksowej konwencji, a jednocześnie nadający dobrze znanej opowieści nowego realizmu. Postaci są mniej nadprzyrodzone, złowieszcze czy demoniczne, a bardziej ludzkie, takie, z którymi (przy dużej dozie wyobraźni) można się nawet utożsamić. Niestety, to co było nowe, świeże i zachwycające w pierwszej odsłonie przygód Diabła Stróża z Hell’s Kitchen, w drugiej już nudzi i nuży. Nowe odcinki wymagają od widzów dużo wyrozumiałości dla niezdarnych romantycznych podchodów niewidomego herosa i ciągłego przymykania oczu na kompletny brak logiki w spiskach mrocznych sił, czających się na ludzkość w nowojorskim przedsionku piekła.

Zakochany diabeł

Wątków romansowych mamy tutaj dwa, jeden nowy, a jeden odgrzewany. Oto po emocjonującej walce w pierwszym sezonie, gdy nasi nieustraszeni prawnicy mogą wreszcie trochę odsapnąć, do Matta dociera, że bardzo podoba się Karen i stopniowo zaczyna odwzajemniać jej uczucia. Są pierwsze randki i pierwsze pocałunki, wszystko to bardzo słodkie i urocze. Jest tak milusio, że od razu wiemy, iż raczej ten związek nie ma szans, bo coś go zaraz popsuje. I gdy już niemal udaje nam się przywyknąć do tego jak irytująco niezręczna jest Karen, jak miota dziwnymi włosami, garbi się i kurczy by móc rozmawiać z niższym od siebie partnerem i jak pomyka na tych swoich obcasikach-kaczuszkach, pojawia się Elektra i bierze siłą to, do czego Karen czaiła się nieśmiało.

Elektra (Elodie Young) to sympatia Matta z czasów studenckich, która podobnie jak on ma swoje heroiczne alter ego. Nie raz i nie dwa ta para wybierze się razem na akcję by wytropić wspólnego wroga. Także wiele razy ich pasujące do siebie czarno-czerowne kostiumy zleją się w jedno podczas walki z nasłanymi przez tajemniczą organizację wojownikami. Wszystko to oczywiście przy akompaniamencie narzekań Daredevila, że Elektra nim manipuluje, że jej mordercze instynkty są złe i że ogólnie jest dla niego kiepskim towarzystwem. Przy tej diablicy Karen jawi się nam jako niepokalana biała różyczka, doskonała partnerka dla jasnej strony osobowości naszego herosa.

Wraz z pojawieniem się Elektry, każdy kto narzekał na Karen, zacznie tego żałować (ja żałowałam) gdyż nowa/stara sympatia jest znacznie gorsza. Już pomijam manipulatorskie zapędy, ale tego braku wyrazu, pretensjonalnego, cwaniakowatego tonu i naburmuszonej twarzy darować nie mogę. Patrzenie na nią i słuchanie jej drętwych kwestii było naprawdę przykrym doświadczeniem. Inna sprawa, że każda jej rozmowa z Mattem dotyczyła zawsze tego samego. W ogóle wszyscy w tym sezonie ciągle odbywają te same rozmowy. Matt z Elektrą debatujący na temat tego, że ona chce go przeciągnąć na mroczną stronę, a on się waha, bo jest katolikiem, są jednak gorsi niż Matt i Foggy w wiecznej kłótni o ich męską przyjaźń, czy Matt i Karen i rozmowa z cyklu ,,Ty coś przede mną ukrywasz”. Gdyby Charlie Cox nie był tak sympatycznym człowiekiem, z którego wprost emanuje pozytywna energia, zaprzestałabym oglądactwa już po trzecim czy czwartym odcinku.

Wrogowie i arcywrogowie

Jeśli nie jesteś najlepszym przyjacielem Diabła Stróża, to prawdopodobnie zostaniesz jego śmiertelnym wrogiem. W tym sezonie na tym polu wyróżniają się cztery główne siły. Zaczyna się od Punishera, czyli Franka Castle (John Bernthal), byłego żołnierza, który lekko zwariował po tym jak w porachunkach nowojorskich gangów zginęła cała jego rodzina, a on sam dostał kulkę w głowę. Teraz ten mroczny mściciel ściga czarne charaktery z całego miasta i wymierza sprawiedliwość na własną rękę. Trup ściele się gęsto, ale za każdym razem giną tylko ci, którzy na to naprawdę zasłużyli. Oczywiście Daredevil ma na to wszystko inne zapatrywanie i koniecznie chce powstrzymać Punishera (zupełnie nie rozumiem dlaczego, skoro tak dobrze mu idzie) i oddać go wymiarowi sprawiedliwości. To się w końcu udaje, ale efekty są opłakane. W więzieniu Punisher spotyka Fiska, czyli drugiego wroga naszego herosa, a w całą sprawę dodatkowo miesza się zołzowata pani prokurator. Oczywiście każdy z nich prędzej czy później pożałuje swych niecnych knowań przeciwko Daredevilowi. Czwartym i najpotężniejszym wrogiem, naprawdę diabelską siłą wymierzoną nie tylko w Daredevila, ale i w całą ludzkość (którą jak zwykle w filmach i serialach reprezentują mieszkańcy Nowego Jorku) jest Ręka, czyli odwieczna, supertajna organizacja, posiadająca sekret nieśmiertelności i kilka innych ciekawych przymiotów. Do walki z nią wciąga Daredevila jego dawny mentor Stick (ślepiec o bardzo nieciekawym charakterze, którego już poznaliśmy w pierwszym sezonie). I tu dochodzimy do najsłabszego momentu całej drugiej serii, do sceny, która jest tak żenująca, że wolelibyśmy jej chyba nigdy nie oglądać.

Gdy już wydaje nam się, że oglądamy serial na poważnie, może i nieco nudnawy, ale zrobiony z wyczuciem i klimatyczny, musimy stawić czoła rozmowie Matta ze Stickiem, a to już jest dramat. Ta scena cofa serial o kilka dekad, w czasy, gdy największa głupota wchodziła gładko w umysły naiwnych widzów. O co mi chodzi właściwie? Oczywiście o moment, w którym Stick opowiada uczniowi o odwiecznej walce sił dobra i zła, o Czystych i Ręce. To jakby pierwszy raz usłyszeć o Supermanie i kryptonicie, jakby Mulder pierwszy raz mówił do kogoś o kosmitach. No tak się już zwyczajnie nie robi telewizji, a jednak ta scena tu jest i już się jej nie odzobaczy. Może i zapomnę z czasem, że Stick wyleczył śmiertelne rany Elektry domowymi detergentami do muszli klozetowej, może i zamażą mi się w pamięci wątki wampiryczne związane z tajemnicą kamiennej trumny (swoją drogą wyglądającej jak pękata armata), ale zażenowania Coxa, który musiał prowadzić ten bzdetny dialog, nigdy nie zapomnę. Wszystko na twarzy aktora aż krzyczało, że nie chce on brać w tym udziału.

No, a tak poza tym, to sezon drugi sprawia wrażenie tylko takiego przerywnika, który niczego nie wyjaśnia, daje nam masę efektów specjalnych ale bardzo mało głębszych treści i chyba tylko ma zachęcić widzów do obejrzenia trzeciej serii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *