Zwierzogród

Ten seans to była taka mała przyjemność, którą sobie sprawiliśmy na Wielkanoc. Naprawdę trudno nam się było zdecydować, czy z trudem uzbierane opakowania po Bueno (szczecinianie, ależ śmiecicie, dzięki wam nawet nie muszę tych Bueno kupować, bo opakowania leżą na chodnikach i trawnikach), ale uznaliśmy, że zamiast umartwiać się Zmartwychwstałym, zafundujemy sobie wesołą opowieść o wcale nie wielkanocnym króliku. Zabawa była przednia, uśmiałam się do łez i jak nigdy nie przeszkadzało mi towarzystwo dzieci. Nawet się ubawiłam patrząc jak mali ludzie tańczą do kreskówkowych hitów, a moja kilkuletnia sąsiadka z siedzenia obok, nawet śpiewała (znała wszystkie słowa). Niektórych może zdziwić to, że piszę o filmie animowanym. Zapewne tego o mnie nie wiecie, ale uwielbiam współczesne kreskówki (wprost szaleję za Minionkami), pozwalają mi skomunikować się z moim wewnętrznym dzieckiem (które jest mniej zrzędliwe i marudne niż ja na co dzień) i są tak pomyślane, by podobały się i dzieciom i dorosłym. Za wielki plus uważam też to, że większość charakterów przypomina koty, a już ten, kto wymyślił Minionki, ma ich z pewnością całe rozbrykane stadko w domu.

Zwierzęca utopia

Zwierzogród to metropolia, w której wszystkie zwierzęta żyją ze sobą w zgodzie i harmonii (dokładnie rzecz ujmując, wszystkie ssaki, bo gadających ptaków czy płazów tu nie ma). Lwy nie zjadają antylop, słonie przechodzą spokojnie obok myszy, a lisy nie krzywdzą królików. Choć akurat to ostatnie jest dyskusyjne. Do tego wspaniałego miejsca, mającego na swym terenie wszystkie strefy klimatyczne Ziemi, przybywa świeżo upieczona policjantka Judy Hops, która jest pierwszym w historii króliczym stróżem prawa. Z początku nikt nie traktuje jej poważnie, gdyż przy kolegach nosorożcach, bawołach i słoniach, prezentuje się wyjątkowo licho i niepozornie. Dość wspomnieć, że do jej pierwszych zadań należy wypisywanie mandatów i pilnowanie parkometrów. Na szczęście, Judy ma w swej małej króliczej główce doskonale działający mózg. Jej przenikliwy umysł, spryt i zmysł do tropienia przestępstw wkrótce naprowadzają ją na ślad wielkiej afery. Judy ma dwie doby na wytropienie sprawcy tajemniczych porwań mieszkańców Zwierzogrodu. W śledztwie, z racji tego, że nikt z policjantów nie chciał pomóc, dzielnie partneruje króliczycy szczwany lisek Nick Bajer, śliski typ, wielki krętacz, złotousty rzezimieszek, z tych co to by własną sprzedał i lód Eskimosom opchnął. Dawniej wrogowie, teraz lis i królik łapa w łapę prowadzą pasjonujące śledztwo, które ma wyjaśnić nie tylko to, dlaczego zwierzęta znikają, ale też to, kto zmienia ucywilizowane drapieżniki w krwiożercze bestie.

Zwierzę we mnie

O tym, że każdy człowiek ma w sobie coś ze zwierzęcia, wiadomo od zawsze, podobnie jak to, że zwierzę można upodobnić do homo sapiens na tysiąc różnych sposobów (czym od dekad zajmują się wytwórnie filmowe i projektanci stylowych wdzianek dla psów, a ostatnio także użytkownicy Instagrama i Facebooka). Jednak twórcy Zwierzogrodu wynieśli tę umiejętność na zupełnie nowy poziom. Najbardziej rzuca się w oczy trafność tych wszystkich obserwacji. Nie mogłam się napatrzeć na leniwce pracujące w urzędzie, będące wierną kopią pań pracujących na polskich pocztach (przynajmniej ja zawsze na takie muchy w smole trafiam; ostatnio były tak wolne, że ludzie w kolejkach zasypiali po godzinach czekania). Fantastyczny był także nieufny i strachliwy tata królik, chwalący piękno przeciętności (wielu widzów z pewnością dostrzegło podobieństwo do własnych rodzicieli). No i oczywiście ojciec chrzestny ryjóweczka! Ten facet może i ma małe ciałko, ale i wielką osobowość. Moim osobistym faworytem jest jednak wspólnik Nicka, mały lisek z wielkimi uszami, który jednocześnie jest uroczy i lekko upiorny. Jestem pewna, że każdy kto już widział ten film, też ma wśród postaci ulubionego bohatera.

Dialogi są tu świetne, futrzaki śmieszne i zdumiewająco żywe dzięki nowoczesnej animacji, ale jest też coś, co mi się zdecydowanie nie podobało. Chodzi o namolne przesłanie, że ,,Każdy może być kim chce” i inne bzdury zachęcające do spełniania marzeń. Za dużo tego! A już wmawianie liskowi, że może być słoniem to zbytnia poprawność jak na mój gust. Nie podoba mi się także sytuacja, w której niby oglądam lekką kreskówkę, a jednak czuję, że to wciąż ten sam subiektywny komentarz do bieżących wydarzeń co w telewizyjnych wiadomościach. Jeszcze zniosę emancypującą się kobiecość w postaci Judy Hops, która nie dość, że musi pracować z wielkimi drapieżnikami-policjantami, to jeszcze z samymi mężczyznami. Ale znoszenie granic i inności, podkreślanie obowiązku miłości innego bliźniego, który wcale nie jest groźny bo wyzbył się drapieżnych instynktów, to już tak jawna propaganda polityki emigracyjnej, że aż momentami Zwierzogród staje się jej parodią. Nie zepsuło mi to oczywiście zabawy, ale lepiej byłoby bez takich podtekstów.

Na koniec muszę się też jeszcze podzielić jedną wątpliwością. Nie rozumiem mianowicie czy odpowiednim jest przedstawianie królików jako zwierząt strachliwych i niegroźnych. Z doświadczenia wiem, że potrafią być bardziej niebezpieczne niż drapieżniki. Judy Hops mogłaby się wiele nauczyć od królika, którego kiedyś mieliśmy (kłapoucha miniaturka), a który był krwiożerczą bestią rodem z horrorów. Lubiłam go bardzo, ale ten podstępny miotacz bobków atakował stopy domagając się sezamków, przy próbach głaskania gryzł do kości, no i warczał głośniej niż pies. Z tego co widziałam, nadchodząca produkcja o zwierzakach (Sekretne życie zwierząt) pokaże prawdziwe oblicze długouchych słodziaków:)

One thought on “Zwierzogród

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *