Czerwony pająk

Czerwony pająk to wybitny film, który fascynuje mnie od miesięcy. Za każdym razem gdy go oglądam, odkrywam w tej historii nowe wątki. Dziwię się też bardzo osobom piszącym o jego miałkości, głupocie czy o niesmaku, jakiego doznali oglądając to wysublimowane dzieło sztuki filmowej, ale cóż, każdy z nas ma chyba inne preferencje jeśli chodzi o to, co powinno się pokazywać na ekranie. Postanowiłam napisać po raz kolejny o Czerwonym pająku (pierwsza notka tutaj) ponieważ czytając Śmiech morderców, znów wróciła do mnie złowroga twarz Karola Kremera, ozdobiona tym specyficznym uśmieszkiem, który wszyscy widzieliśmy na plakatach. Pomyślałam, że książka niemieckiego eseisty jest znakomitym komentarzem do tego, co się przydarzyło tej fikcyjnej, choć zbudowanej na rzeczywistych faktach, postaci.

Zdolny pływak, spokojny weterynarz

W przedstawionej w filmie Marcina Koszałki historii o tym, jak będący przypadkowym świadkiem morderstwa dziewiętnastoletni Karol Kremer ulega fascynacji zbrodnią i seryjnym mordercą, jest wiele przestrzeni dla naszych samodzielnych rozważań i interpretacji. Reżyser nie prowadzi nas tu za rączkę, jego postaci są małomówne, a ich motywacje tajemnicze i mroczne niczym lata 60., w których toczy się akcja. Gdy zasiadłam do kolejnego seansu tego filmu, tym razem świeżo po Śmiechu morderców, doszłam do wniosku, że kluczem do zrozumienia i seryjnego mordercy (czyli weterynarza granego przez Adama Woronowicza), i jego obserwatora (w roli Kremera fascynujący Filip Pławiak) są uśmiechy i męskość.

Zapewne nie wydarzyłoby się całe to zło, nie zginęłoby tyle osób w Krakowie, gdyby pan weterynarz mógł się w pełni zrealizować jako mąż i ojciec. Widać, że to, że nie udało mu się wypełnić tradycyjnej społecznej roli patriarchy, bardzo mu przeszkadza. W jego małżeństwie dominuje wycofanie, skrytość i cisza. Czuć też buzujące wzajemne pretensje małżonków o to, że nie udało im się mieć potomka. To zapewne nie przypadek, że teraz ofiarami weterynarza padają mali chłopcy. W pewnym sensie zabijając ich, posiada ich na zawsze. Wielką próbą zagarnięcia dla siebie kogoś na kształt syna, jest w moim odczuciu też właśnie relacja z Karolem.

Osobowość i męskość młodego pływaka dopiero się kształtują, ale nawet gdyby nie spotkał na swej drodze seryjnego młotkowego, także miałby w przyszłości ze sobą problemy. Jestem bardzo ciekawa tego, co się roi w tej jego pedantycznie zaczesanej główce, gdy słyszy jak nocą upokorzony ojciec (Marek Kalita) dobija się do sypialni matki niczym skomlący pies. Za dnia ten sam ojciec jest szorstki, zimny i niedostępny. Nie ma wątpliwości, że ma do syna pretensje (pewno o miłość matki) i przeszkadza mu sama jego obecność w pobliżu. Trzy kolejne odrzucenia w kolejnych scenach pokazują nie tylko, jak (po dawnemu i po polsku) powściągliwy jest tatuś, ale i jak bardzo synowi zależy na jego miłości. Nie dostaje w domu uczucia i uwagi, to idzie poszukać tego gdzie indziej. A że akurat weterynarz jest go ciekaw i łączy ich metafizyczna fascynacja złem i śmiercią, przez jakiś czas bardzo dobrze im się układa.

Uśmiech Czerwonego pająka

Po raz pierwszy ten złowrogi grymas pojawia się na twarzy Karola, gdy pozuje do zdjęcia swojej dziewczynie Dance (Julia Kijowska). Gdy się temu bliżej przyjrzeć, to wcale nie patrzymy już na młodego normalnego chłopaka, tylko na potwornego gargulca, zimnokrwistą jaszczurkę czy zwyczajnie na monstrum, które się przebudziło w swej właściwej formie. Nim jednak prawdziwa natura Karola zamanifestuje się na ekranie, mamy jej zapowiedzi. Już pierwsze zetknięcie się ze zbrodnią podczas sceny, w której Kremer widzi broczące krwią zwłoki chłopca, wstępuje w niego jakby inny duch. Do domu wraca już nie grzeczny synek mamusi, mały kujon wybierający się na medycynę, a morderca. Jest ożywiony, radosny i żwawy. Mówi niby o kuglarskich sztuczkach z wesołego miasteczka, ale widać, że przeżywa coś innego. Kąciki ust same idą mu do góry. Od tego momentu jest już stracony dla świata.

Te tygodnie, w których Karol rozmawia z weterynarzem, są dla niego ostatnimi, ale też pierwszymi, w których chłopak żyje naprawdę (klaustrofobiczną atmosferę w domu, to wrogie milczenie i sztuczność, trudno nazwać prawdziwym życiem). Podobnie jest w przypadku prawdziwego wampira. Cichy, spokojny, grzeczny i cierpliwy weterynarz, żyje w pełni, jest sobą naprawdę, tylko gdy zabija. Wszystko kumuluje się w scenie, w której morduje Dankę, po czym siada z ulgą na krześle i kontempluje. Oto człowiek, który nie zastanawia się czy słusznie postąpił. To po prostu indywiduum realizujące swoje powołanie, będące tym, dla czego zostało stworzone.

Po kolejnym seansie, po dokładnym przyjrzeniu się każdemu grymasowi na twarzy bohaterów (tak, uśmieszkowi zadowolenia gdy tort się mordercy udał też), doszłam do wniosku, że w grze tych mocno uszkodzonych psychicznie mężczyzn chodziło o to co zwykle, czyli o rywalizację. A gdy ginie dziewczyna Karola, coś co go jednak ciągnie ku życiu i normalności, przychodzi czas na zemstę. Wygrał ten, kto się śmiał ostatni, czyli młody obserwator. Wspaniale to pokazano w ostatniej scenie, która mówi wszystko o tej dziwnej relacji.

Zachęcam wszystkich do oglądania Czerwonego pająka, nawet wielokrotnego czy fragmentarycznego. Jest w tym filmie wiele rzeczy do odkrycia i przemyślenia, szczególnie o mrocznej stronie ludzkiej psychiki oraz małych i dużych zbrodniach. Poza głębią i kontrowersyjnym tematem, jest to przede wszystkim film pięknie zrealizowany, pokazujący zdjęcia o niezwykłej urodzie, które są w stanie wzbudzić nostalgię nawet za tak nieatrakcyjnym czasem jak lata 60.

Film obejrzałam dzięki uprzejmości sklepu internetowego Empik.

One thought on “Czerwony pająk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *