Stranger Things

Od tygodnia zewsząd spływają same zachwyty na temat tego serialu, a ja mam wrażenie, że chyba oglądałam coś zupełnie innego niż pozostali. Że niby to jest najlepszy serial zrobiony przez Netflix? Że niby historia jest magiczna i urzekająca, bo przenosi nas w czasy dzieciństwa? No wolne żarty! To, że znowu postanowiono nakręcić serial, który będzie zarabiającym krocie pewniakiem, bazującym na naszej nostalgii za latami 80., które stają się najmodniejszą obecnie dekadą, nie znaczy wcale, że mamy do czynienia z arcydziełem. Osobiście już wolę Halt and Catch Fire czy Amerykanów, bo w końcu przecież nawet osoby urodzone w latach 80. dorastają i dorośleją, a nie zatrzymują się na poziomie wczesnych tworów Spielberga.

stranger-things-1

Archiwum X w Hawkins

Mamy rok 1983, który w prowincjonalnym Hawkins w stanie Indiana nie zapowiada się jakoś szczególnie wyjątkowo. Ludzie noszą bujne fryzury i watowane ubrania w palących w oczy kolorach, rodzice chodzą do pracy, dzieciaki do szkoły, w której nie ma jeszcze komputerów i smartfonów, ale jest radio i analogowe metody nauczania. Niby nuda i szarość, ale swojskie i znajome. Skupiamy się na grupie czterech dwunastolatków, z których wkrótce zrobi się tylko trzech. Poznajemy chłopców (którzy gdy dorosną będą jak paczka z Big Banga na bank) podczas rozgrywania pasjonującej partii Lochów i smoków. Jest to niezwykły wieczór, gdyż podczas powrotu do domu jeden geek ginie bezpowrotnie. Will Byers (Noah Schnapp) podczas tajemniczych wyładowań atmosferycznych zostaje porwany z własnego podwórka i wszelki ślad po nim ginie. Jego matka (Winona Ryder) jest zrozpaczona, twierdzi, że wyczuwa jego obecność w ścianach domu, choć nie potrafi tego bliżej wyjaśnić. Koledzy Willa też coś przeczuwają. Sprawa nabiera tempa, gdy okazuje się, że co prawda chłopiec zginął, ale jakby na jego miejsce pojawiła się tej samej nocy tajemnicza dziewczynka. Nazywająca samą siebie Jedenastką istota jest obcięta niemal na zero, ma bardzo ograniczone słownictwo, biega po Hawkins w jakiejś nocnej koszulinie i ma dość szczególne moce. Telepatia i telekineza to jej specjalności, choć z ludźmi ta mała dzikuska nie radzi sobie najlepiej. A że to dziecięca przygoda, chłopcy przygarniają Jedenastkę, która staje się ich własnym E.T. Nawet sceny z jazdą na rowerze są podobne (aż trudno się momentami zdecydować czy to pastisz, czy parodia, tak niewiele tu oryginalnych rzeczy).

Teoretycznie, mamy tu same dobre wątki. Jest dziecko z nadprzyrodzonymi zdolnościami, które siłą woli przenosi przedmioty, panuje nad elektrycznością, a nawet potrafi złamać człowiekowi kark w sekundę. Oczywiście jest Hawkins, czyli typowe małe amerykańskie miasteczko, z tych co to wiemy, że są najbardziej złowieszcze. No i oczywiście na peryferiach mieściny zlokalizowano sekretne rządowe laboratorium, z którego uciekła nie tylko Jedenastka, ale i morderczy potwór, wciągający ludzi do innego wymiaru, w Ciemną Dolinę na odwrocie naszej rzeczywistości. Wszystkiego tego można się domyślić już na samym początku, więc raczej nie spoileruję niczego istotnego. Zresztą, jak tłumaczą fani serialu, tu chodzi o klimat:)

Wszystkie właściwe klocki

Może jestem dziwna, ale mam taką teorię, że do stworzenia czegoś dobrego, opowiedzenia wciągającej historii, nie wystarczą dobre komponenty, czyli motywy, bohaterowie i ogólnie dekoracje, które miło się będzie oglądać. Trzeba jeszcze umieć te klocki odpowiednio poukładać, a tego w moim odczuciu bracia Duffer nie potrafią. Wszędzie widzę zachwyty nad tym, że wreszcie mamy coś o dziecięcym świecie i dziecięcych przygodach, że dobrze odtworzono atmosferę lat 80. z muzyką, plakatami filmowymi, odniesieniami do Spielberga i Kinga, wystrojem wnętrz i kto wie czym jeszcze. Dla mnie to niestety za mało. Sorry, ale to są szczegóły, które zupełnie bledną przy nudnej jak flaki z olejem, opowiedzianej bez polotu historii. Byłabym nawet w stanie wybaczyć dłużyzny, brak wewnętrznej spójności czy złe aktorstwo (kiepski powrót Winony Ryder, która nie pokazuje niczego poza strachem i desperacją, irytująca aktorka jednej miny), gdyby chociaż dało się tych bohaterów polubić, ale niestety się nie da. Wszyscy bez wyjątku są tu dla mnie antypatyczni. Najgorzej jest z grupą głównych bohaterów, czyli z chłopakami-kujonami. Mike (Finn Wolfhard) i Dustin (Gaten Matarazzo) to przemądrzali, irytujący, wiecznie panikujący krzykacze, a ich kolega Lucas (Caleb McLaughlin) to agresywny tyran, który powinien być na mocnych lekach. Starsze pokolenia, czyli licealne rodzeństwo chłopaków, to chodzące stereotypy wszystkiego co najgorsze w amerykańskiej szkole, z dziwakiem Jonathanem (Charlie Heaton) na czele. Do tego wszyscy są repulsywnie brzydcy (ciekawe jak wyglądał casting, specjalne szukali takich specyficznych?), jakby komuś zależało na tym, by nam zupełnie obrzydzić tych uczniaków lub by pokazać, że nie ma normalnych ludzi wśród dobrze się uczących nastolatków lubiących gry i nowe technologię.

W dodatku te postaci wchodzą ze sobą w jakieś dziwne interakcje, które wyglądają sztucznie na ekranie. Jednym słowem, nie lubię tu nikogo, denerwują mnie, za nic w świecie nie obejrzę tego ponownie. A jeśli chcecie naprawdę poczuć kiczowaty powiew potworów, upiorów i kosmitów z minionych dekad, zachęcam do oglądania serialu Eerie Indiana, czyli Dziwne Miasteczko. Serial jest autentycznie śmieszny i oryginalny, wspominam go z dzieciństwa z wielkim sentymentem. Tu też są dziwne rzeczy, ale podaje się je nam w bezpretensjonalny, mniej wykalkulowany czy zimny sposób.

7 thoughts on “Stranger Things

  • Lipiec 28, 2016 at 5:22 pm
    Permalink

    W rzeczy samej. Dziękuję, że napisałaś, że król jest nagi, bo już zacząłem się zastanawiać, czy ze mną wszystko w porządku i czy przypadkiem nie jestem jedynym, którego ten serial odrzucił :)

    Reply
  • Lipiec 29, 2016 at 12:07 pm
    Permalink

    No szału nie ma. Mnie niby nie odrzucił, bo wytrzymałam do ostatniego odcinak, ale za tydzień nie będę pamiętała o co w ogóle chodziło:) Zupełnie nie rozumiem argumentów typu ,,tu był plakat z lat 80-tych” albo ,,pamiętam taką muzykę” to musi być dobry serial. Jeśli akcja toczy się w konkretnej dekadzie, to nic dziwnego, że są jej atrybuty na ekranie, ale to jeszcze nie świadczy o jakości produkcji.

    Reply
  • Sierpień 17, 2016 at 8:48 pm
    Permalink

    Hah! Co prawda ja mam może nieco mniej krytyczną opinię, ale zgodzę się, że to jednak w dużej mierze przerost formy nad treścią, a trzon fabularny nie tyle nawet kuleje, co po prostu niezbyt rusza (chociaż może ta banalna intryga też była zamierzona – no ale co z tego).

    Ale nie o tym… otóż właśnie gdy wszyscy jarają się tym dziełkiem, mnie też po głowie chodziło „Eeerie, Indiana”. Szkoda, że tak niewiele odcinków wyszło, dziś już niemal kompletnie zapomniana perełka. Za smarkacza się jarałem okrutnie, odbiło się to na moim guście chyba, bo potem zaś pokochałem „Twin Peaks” (jak dobrze, że w końcu kręcą nowy sezon!). Do dziś takie klimaty zajmują u mnie pierwsze miejsce (szkoda tylko, że dobrych produkcji tak niewiele).

    Reply
  • Sierpień 18, 2016 at 9:00 am
    Permalink

    Eerie Indiana był najlepszy:) Niby tani i kiczowaty, ale jednak miał swój klimat. Do dzisiaj pamiętam odcinek o dzieciakach śpiących w pojemnikach na żywność. Twórcy popisali się ogromną wyobraźnią:)

    Dzięki za ciekawy komentarz. Pozdrawiam

    Reply
  • Pingback: Powrót do młodości, czyli o żerowaniu na nostalgii widzów - Szczere Recenzje

  • Lipiec 29, 2017 at 2:11 pm
    Permalink

    Jeden z lepszych seriali w ostatnim czasie. Uroczo oddaje klimat naiwnego kina przygodowego lat 80-tych. Troszke moze za duzo tego innego wymiaru i podane to jest zbyt doslownie, ale jednak oglada sie go z przyjemnoscia i faktycznie ekranowy klimat jest bardzo wciagajacy. Zaleta jest aktorstwo, dzieciaki graja swietnie a taki Matarazzo po prostu kradnie absolutnie wszystkie sceny w ktorych sie pojawia. Zgadzam sie co do Ryder – jest beznadziejna. Gra na jedna, histeryczna nute. Irytujacy jest tez McLaughlin, zachowujacy sie jak dzieciak lekko opozniony w rozwoju. Calosc jednak bardzo dobra. Ciekawe jak to udzwigna w nastpenych sezonach.

    Reply
  • Pingback: To - Szczere Recenzje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *