Bracia Hioba Rebeki Gablé

Powieści historyczne, których akcja umiejscowiona jest w średniowieczu, mają w sobie jakiś niepowtarzalny urok i tajemniczą aurę, od której podatny czytelnik może się wprost uzależnić. Pierwszą „średniowieczną” książką jaką przeczytałam było oczywiście Imię róży Umberto Eco. Teraz uwaga, będzie wątek humorystyczny. Było to w pierwszej klasie liceum, kiedy to, jak większość moich rówieśników, zwyczajnie nie byłam w stanie zrozumieć głębi tej gęstej od rozmaitych kontekstów powieści. To jednak nic. Nie zorientowałam się również (głupia koza), że z tyłu książki znajduje się słowniczek łacińskich cytatów, dlatego też sama fabuła pozostała dla mnie dość mętna (a jaką miałam niespodziankę na koniec, gdy już odkryłam do czego służy wspomniany słowniczek i że w ogóle jest!). Te piękne czasy beztroskiego czytania już minęły, a studia filologiczne dokładnie wybiły mi z głowy zabieranie się za lekturę dla czystej przyjemności. Od tamtego czasu przeczytałam Imię róży jeszcze wiele razy, a jednocześnie wciąż szukałam czegoś, co dorówna tej powieści choćby w niewielkim stopniu.

Cóż, Bracia Hioba nie powinny nawet leżeć w księgarni obok powieści Umberto Eco. Nie są nawet tak ciekawe i porywające jak Filary ziemi Kena Folletta, ale to porządnie skonstruowane, solidne czytadło. Jest to również wartościowe źródło wiedzy na temat angielskiej polityki połowy XII wieku, a także na temat realiów życia i stosunków społecznych panujących w średniowiecznej Europie. Z czystym sumieniem mogłabym tę książkę polecić każdemu, a szczególnie licealistom lub studentom, niezobowiązująco zainteresowanym właśnie tym tematem.

Bracia Hioba to wartko płynąca opowieść o grupce wyrzutków społecznych, uwięzionych przez braci z zakonu świętego Pankracego w zamknięciu na pewnej wyspie. Praktycznie każdy, kto był choć odrobinę inny, a do tego jego obecność była dłużej niepożądana przez bliskich, mógł się w takim więzieniu znaleźć. W początkowych rozdziałach poznajemy dość pobieżnie mieszkańców tej pustelni, wśród których nie brakuje szaleńców, agresywnych przestępców oraz osób zdeformowanych fizycznie i upośledzonych w różnym stopniu. Wraz z nadejściem fali powodzi, niespodziewanie więzienie się otwiera, a więźniowie mogą wydostać się na wolność i jeszcze raz spróbować powrócić na łono społeczeństwa. W wędrującej gromadce ocalałych z powodzi znajduje się mężczyzna z zanikiem pamięci, opóźniony w rozwoju chłopiec, bracia syjamscy, gwałciciel i morderca dzieci (prowadzony na łańcuchu), starzec podający się za zmarłego 300 lat wcześniej króla-męczennika, młodzieniec z padaczką, oraz stary chłop przeświadczony o tym, że w jego brzuchu mieszka wąż. Niezła kompanija. Mogliby założyć zespół rockowy.

Wraz z braćmi Hioba (jeden z bohaterów tak ich nazwał, ponieważ na ich barki spadają wszelkie możliwe nieszczęścia) przemierzamy rozległe tereny Anglii ogarnięte wojną. Poznajemy przy okazji szczegóły zbrojnego konfliktu pomiędzy cesarzową Matyldą a Stefanem z Blois. Bardzo to wszystko pouczające, choć byłoby naprawdę nudno, gdyby monologów-wykładów historycznych było choćby ciut więcej. Na szczęście przygodowe motywy skutecznie równoważą całość.

Najbardziej chyba podoba mi się w tej książce to, że choć oczywiście bohaterowie wędrują i wędrują, to jednak czynią to w rozsądnym tempie, dzięki czemu możemy dokładnie przyjrzeć się otoczeniu oraz poznać dogłębnie charakter głównych postaci. W pewnym sensie jest to nawet powieść psychologiczna, w której nie brakuje ani studium przypadku, ani społecznej diagnozy (sprowadzającej się w skrócie do tego, że ludzie w gromadzie są głupi i agresywni).

Z powieściami o średniowieczu (tak jak z filmami i powieściami o antyku) jest tak, że każda epoka odciska na nich swoje piętno. Z biegiem lat stają się coraz bardziej przepełnione seksem i przemocą. Dzisiejsze średniowiecze z pewnością nie przypadłoby do gustu ojcu powieści historycznej Walterowi Scottowi. Podoba mi się bardzo też to, że, choć główni bohaterowie to sami mężczyźni, to jednak postaci kobiece również są tu pełne życia i często biorą sprawy w swoje ręce. A jeśli jesteście fanami dobrej akcji, to zapewniam, że w Braciach Hioba nie brakuje ani porywającej walki na miecze, ani czających się za każdym krzakiem skrytobójców, ani też spadających głów (dużo jest też o cielesnych wydzielinach, zapachach i ranach).

Rebecca Gablé jest moim zdaniem znacznie lepszą pisarką niż na przykład Philippa Gregory (ta koszmarna Biała Królowa!). Szczególnie ujął mnie jej delikatny sposób opisywania ulotnych relacji międzyludzkich. To jak zaprawiony w boju i twardy Losian-Aalan opiekuje się upośledzonym Oswaldem nie może nie wzruszać, podobnie jak jego złożony stosunek do pozostałych ,,uszkodzonych” przyjaciół, a nawet wrogów. To naprawdę interesujące i ciesze się, że Bracia Hioba mają aż 900 stron pełnych miłości, przygód, intryg i zaskakujących zwrotów akcji.

Jeśli jeszcze nie macie dobrego, lekkiego czytadła na długi weekend to pomyślcie o tej powieści.

Jedna myśl na temat “Bracia Hioba Rebeki Gablé

  • Kwiecień 29, 2014 o 10:31 pm
    Permalink

    Calkiem ciekawa recenzja moze czas obejrzec ten film :d

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *