Jess i chłopaki (New Girl)

Oglądanie perypetii trzpiotowatej Jessiki Day to moja nowa ulubiona rozrywka, bez której nie wyobrażam sobie choćby jednego popołudnia. Znamy się dopiero od miesiąca, ale dla mnie to jak wieczność. Bohaterowie tego serialu stopniowo zastępują mi rodzinę i nie wiem co się stanie, gdy nadejdzie nieunikniona katastrofa, czyli gdy skończą się odcinki. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że lubię ten serial głównie dlatego, że nikogo w nim nie lubię. Autentycznie każdy, włącznie z główną bohaterką, wkurza mnie straszliwie, a jednak nie mogę przestać na nich patrzeć. Czy wy też lubicie, gdy postaci filmowe lub serialowe irytują was tak, że aż was wszystko swędzi ze zdenerwowania? Miałam już tak przy kultowych Przyjaciołach, ale Jess i chłopaki to zupełnie inny poziom.

Właściwe to ten serial jest taką nowszą wersją Przyjaciół i to całkiem udaną. Jego główną bohaterką jest Jessica Day (Zooey Deschanel), którą poznajemy w przełomowym momencie życia. Na skutek zerwania z chłopakiem życie jej się załamało i szuka nowego lokum. Szybko trafia do loftu trzech trzydziestolatków płci męskiej i staje się ich cudnie irytującą i obciążającą współlokatorką. Sytuacja jest typowa. Z każdym odcinkiem bohaterowie zmierzają się ze swoimi lękami i słabościami, dojrzewając na naszych oczach. Nietypowe jest to, jakimi ludźmi oni właściwie są.

Sama Jess to karykaturalna wersja stereotypowej nauczycielki z podstawówki. Nie widzi świata poza ,,swoimi” dziećmi i od razu widać, że jest nauczycielem z prawdziwym powołaniem. Zadziwiający wręcz jest jej szkolny zapał, który przenosi na inne dziedziny życia. Jest do bólu optymistyczna i radosna, i z ogromnym zapałem wtyka nos w nieswoje sprawy, oczywiście z nieustającej chęci niesienia wszystkim pomocy. Jej cechą wyróżniającą jest także bardzo dziwne poczucie humoru. Żarty Jess bawią zazwyczaj tylko ją samą (pod tym względem przypomina Phoebe z Przyjaciół), w słuchaczach wywołując jedynie głębokie zażenowanie. Dziewczyna nie grzeszy subtelnością ani taktem, przez co wielu osobom wydaje się nieznośnie infantylna. Do takiego wizerunku przyczynia się także jej oryginalny wygląd. Jess przypomina skrzyżowanie leśnego duszka z japońską licealistką (taka Mirella von Chrupek). Oczywiście jej retro suknie i szorty z lat 50-tych też mnie denerwują (zazwyczaj są w bardzo mocnych kolorach lub w groszki), ale najgorzej jest z włosami. Przez połowę czasu trwania każdego odcinka zastanawiam się jak ta panna może bez bólu oglądać świat mając w oczach czarną gęstą grzywę jak jakiś kucyk czy owczarek. Do pełni szczęścia muszę zaznaczyć, że jej współlokatorzy także są mistrzami wywoływania irytacji.

Najgorszy jest zdecydowanie Schmidt (Max Greenfield), wcielenie wszystkich żydowskich stereotypów. Ten bardzo mało przystojny młody profesjonalista (trudno się zorientować co właściwie robi) jest jak taka mama-kura z przymusem sprzątania, która kontroluje życie pozostałych mieszkańców wspólnego mieszkania. W dodatku to blade, pieprzykowate i wielkonose indywiduum myśli, że jest demonem seksu. A fuj! (Schmidt to połączenie Moniki i Rossa).

Jest też serialowy zgred Chandler, czyli Nick (Jake Johnson), który zachowuje się jak stara i zmęczona życiem kobieta. Jestem pewna, że jego prototypem był neurotyczny Woody Allen. Ten biedny skwaszony barman aż się gotuje we własnym sosie z żółci i nienawiści, i jest żywą reklamą tego, co z człowiekiem może zrobić nieudany związek.

Pozostaje jeszcze w sumie najmniej szkodliwy Winston (Lamorne Morris), choć jemu też w kwestii budzenia negatywnych uczuć niczego nie brakuje. Nikt nie prześcignie go w byciu ofiarą losu i życiową ciamajdą.

Jeśli tęsknicie za Przyjaciółmi i nie przeszkadzają wam kobiety śpiewające na każdy temat, ubierające się jak małe dziewczynki i mówiące głębokim męskim głosem, to z całego serca zachęcam do oglądania Jess i chłopaków.

3 thoughts on “Jess i chłopaki (New Girl)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *