Pomiń zawartość →

The Take

Oglądając The Take żałuję mocno tylko dwóch rzeczy: tego, że ten serial ma tylko 4 odcinki i tego, że nikt mi wcześniej o nim nie powiedział. Ta produkcja jest fantastyczna! Jest jak angielski Ojciec chrzestny albo inne Chłopaki z ferajny. Jest tu wszystko, co może zapewnić widzowi ekstremalne emocje i to bez efektów specjalnych. Mamy mocną akcję, intrygi, seks i przemoc, a do tego wszystkiego elektryzujące dialogi, świetną muzykę i charakteryzację. Taki serial to prawdziwa uczta dla oczu i mózgu serialomaniaków.

Akcja The Take rozpoczyna się w roku 1984 (i ciągnie się długo w przyszłość więc spoko, bolesne estetycznie lata 80-te to tylko początek historii) kiedy to ambitny młody przestępca Freddie (Tom Hardy) wychodzi z więzienia. Podczas swojej czteroletniej odsiadki Freddie zaprzyjaźnił się z niejakim Ozzy’m (Brian Cox), który był na wolności kimś w rodzaju mafijnego bossa gangu zajmującego się kradzieżą samochodów. Freddie ma być jego oczami i uszami na zewnątrz, człowiekiem, który pozwoli mu zniszczyć rywali i zdobyć nowe rynki (na przykład narkotykowe). Niestety Ozzy nie wziął pod uwagę najważniejszej rzeczy, czyli tego, że nad Freddiem nikt nie jest w stanie zapanować, nawet sam Freddie.

Akcja rozkręca się powoli, więc mamy okazję dokładnie przyjrzeć się życiu bystrego, ale i szalonego kryminalisty. Poznajemy jego kuzyna Jimmy’ego (Shaun Evans), z którym łączy go pełna zaufania i troski braterska więź, oraz żonę Jackie (Kierstan Wareing), którą hulaszczy tryb życia Freddiego doprowadza do alkoholizmu, uzależnienia od leków i ogólnej życiowej rozpaczy. Ważna dla całości obrazu jest także postać narzeczonej a potem żony Jimmy’ego Maggie, którą zagrała Charlotte Riley, będąca w realnym życiu partnerką Toma Hardy’ego.

The Take byłoby jeszcze jedną taką sobie opowieścią o zbrodni, męskiej przyjaźni i zemście, gdyby nie postać Freddiego, a właściwie osobowość grającego go Toma Hardy’ego. Ten facet ma tyle charyzmy, że wręcz pochłania całą przestrzeń ekranu, a inni aktorzy przy nim zwyczajnie giną. Każdy kto widział ostatniego Batmana, albo Bronsona wie, że jest to wybitny aktor, szczególnie dobrze grający szaleńców i desperatów. Tego co dzieje się na jego plastycznej twarzy nie sposób opisać. Siła ekspresji jest w jego przypadku tak zaskakująca i wszechstronna, że wprost nie można oderwać oczu od ekranu.

Nie ma chyba dla widza większej przyjemności niż totalne zżycie się z postacią, a to w przypadku The Take jest jak najbardziej możliwe. Kibicujemy zarówno dobremu Jimmy’emu jak i demonicznemu Freddiemu, choć to po stronie tego drugiego jest tak naprawdę cała nasza sympatia. To niesamowite, ale (choć to nie horror) naprawdę można się Hardy’ego w tej roli przestraszyć. Jest jak taki wielki, obleśny, pijany zwierzak i naprawdę obawiałam się o bezpieczeństwo dzieciaków występujących z nim w kilku scenach.

The Take to także świetnie opowiedziana historia, w której twórcy bardzo umiejętnie rozłożyli w czasie akcenty, dzięki czemu nie nudzimy się nawet przez minutę. To naprawdę dynamiczne męskie kino. Bardzo podoba mi się także duży realizm psychologiczny, z którym pokazano ewolucje poszczególnych postaci. Dzięki temu rozumiemy posunięcia nie tylko Freddiego (naprawdę nie mam mu za złe tego co zrobił tatusiowi na przykład) czy Jimmy’ego, ale również postaci drugoplanowych. No i koniecznie muszę jeszcze zaznaczyć, że poza krwawą akcją, jest tu także sporo poczucia humoru, choć jest to raczej humor czarny i wisielczy. Ci, którzy cenią tego rodzaju smaczki, będą zachwyceni tekstami Freddiego, a także widokiem strojów i fryzur w jakie przyozdobiono znakomitych (i na co dzień atrakcyjnych zapewne) brytyjskich aktorów.

Opublikowano w Seriale

Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.