Ioana Pârvulescu, Życie zaczyna się w piątek

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego rozpoczęło niedawno wydawanie Serii z Żurawiem, a celem tej zacnej inicjatywy jest zapoznanie polskich czytelników z literaturą innych, czasem bardzo egzotycznych dla nas krajów. To w tej serii właśnie ukazał się Kot, który spadł z nieba autorstwa Takashiego Hiraide, niewielka japońska powieść, która zachwyciła mnie wysublimowaną elegancją, a także, ku zaskoczeniu, piękną okładką. Drugą pozycją od żurawia jest Życie zaczyna się w piątek, debiutancka powieść rumuńskiej autorki Ioany Pârvulescu, zabierająca czytelników do magicznego Bukaresztu z przełomu XIX i XX wieku. Jest to naprawdę dobra literatura, szczególnie na ten właśnie czas przełomów i nowych początków, gdyż jej akcja rozgrywa się w ostatnich dniach roku, w chwilach, gdy bohaterom wszystko wydaje się możliwe.

Sensacja w Bukareszcie

Na kilka dni przed Bożym Narodzeniem 1897 roku stolicą Rumunii wstrząsa wieść o znalezieniu na obrzeżach miasta rannego młodzieńca, który niebawem umiera w szpitalu, pozostawiając policjantów z intrygującą zagadką do wyjaśnienia. Okoliczności śmierci mężczyzny, który ewidentnie pochodził z arystokratycznego rodu, są dość niezwykłe, bo nie dość, że nie wiadomo nic o wydarzeniach, na skutek których chłopak został postrzelony, to jeszcze obok miejsca jego znalezienia, pewien woźnica natrafił na kolejnego zagubionego mężczyznę, którego losem będą wkrótce żyć wszyscy mieszkańcy miasta. Dan Kretzu, bo tak się nazywa drugi tajemniczy osobnik, nie ma pojęcia jak się znalazł w śniegu i to w szczerym polu. Nie pamięta on ani okoliczności swego przybycia do tego miejsca, ani powodów, dla których czuje się tu tak nieswojo. Na szczęście mieszkańcy Bukaresztu z przełomu wieków to ludzie troskliwi i serdeczni, dlatego też Dan szybko znajduje nie tylko nowych przyjaciół, ale także dach nad głową, a nawet pracę w popularnej gazecie „Universul”. Niestety, to nie pomaga na jego ciągłe poczucie niedopasowania; nasz bohater ma dość osobliwe poglądy na czas i mnóstwo podejrzeń na temat tego, dlaczego czuje, że epoka, w której się znalazł nie jest dla niego odpowiednia.

„Zanim będziecie mnie o cokolwiek pytać, spróbujcie przyzwyczaić się do mojego głosu, do głosu człowieka wyrwanego ze świata, który zdążył już dość dobrze poznać, i wrzuconego do innego, nieznanego i niezrozumiałego”.

Czy każdy z nas żyje w kilku wymiarach czasowych, z czego nie do końca zdaje sobie sprawę? Czy przeszłość jest wieczną teraźniejszością, przez którą podróżujemy? Mówiąc zwyczajniej, czy Dan Kretzu jest przybyszem z przyszłości, który musi się odnaleźć w świecie sto lat młodszym od tego, z którego go przyniosło?

O tym, że Dan nie jest z tego świata, świadczyć może jego dziwna mowa, nietypowy charakter pisma, amnezja, a nawet brak brody, kapelusza i dziwne kolorowe obuwie. Na wszystko to mieszkańcy Bukaresztu będą zwracać baczną uwagę, ale nie umknie im też wiele innych ciekawych wydarzeń z końca roku. Narracja w tej powieści prowadzona jest z wielu różnych punktów widzenia. Do głosu dopuszczane są takie postaci jak kierownik bezpieczeństwa publicznego (policjant) Costashe Boerescu, liczni członkowie redakcji gazety „Universul”, mały goniec Nicu, a także siostra jego najlepszego przyjaciela, Iulia, do której życia mamy dość osobisty wgląd, gdyż czytamy jej pamiętnik z tych ostatnich dni roku. Ten wielogłos składa się na ciekawą mozaikę, na której udało się uchwycić miasto w bardzo szczególnym momencie swojej historii.

Okno otwarte na przyszłość

Nie wiem prawie niczego o literaturze rumuńskiej i nawet zapamiętanie imion i nazwisk bohaterów tej powieści sprawiło mi znaczną trudność. Właśnie dlatego uważam lekturę Życie zaczyna się w piątek za bardzo pożyteczną i pouczającą. W dodatku w tej powieści naprawdę czuć klimat tamtych czasów, nad każdym zdaniem unosi się duch epoki. Przełom wieków to okres, w którym mieszkańcy Bukaresztu emocjonowali się zakazanymi niedawno pojedynkami między dżentelmenami, śledzili z uwagą doniesienia o inwazji Marsjan za sprawą powieści Juliusza Verne’a, a także toczyli zażarte spory dotyczące polityki i tego, co ona zdziała dla przyszłych losów Rumunii. Dzięki tej powieści możemy zapoznać się z sytuacją społeczną i kulturalną stolicy, poczuć niemal jak to mogło być, tak mieszkać państwie, które czuła się integralną częścią Europy, a jego elity bez problemów posługiwały się językiem francuskim i angielskim.

seria-z-zurawiem

Życie zaczyna się w piątek to opowieść pełna wyjątkowej urody perełek, fragmentów (szczególnie tych dotyczących idei czasu i historii) niemal poetyckich i naprawdę dających do myślenia. W dodatku, dzięki dużej różnorodności bohaterów, każdy czytelnik może wybrać sobie ulubioną postać i patrzeć na wszystko z jej punktu widzenia. Moja sympatia od początku była po stronie małego ulicznego gońca Nicu, który jest prawdziwym urwisem, ale i poczciwiną, jakby żywcem wyjętym z kart powieści Karola Dickensa. Jestem bardzo ciekawa, czy innym czytelnikom także on najbardziej przypadł do gustu.

Książka ta nie mogła pojawić się u mnie w lepszym czasie. Zaczęłam ją czytać podczas Bożego Narodzenia, a skończyłam w Sylwestra, czyli mój czas jakby pokrył się z czasem powieściowej akcji. Dzięki takiej zbieżności czułam prawdziwą bliskość z bohaterami i ich światem, a ich nadzieje i przewidywania stały się też moim udziałem. Autorce udało się również coś niesamowitego, a mianowicie uchwycenie tej kruchej atmosfery przed wojenną apokalipsą, kiedy jeszcze obywatele Rumunii, podobnie jak mieszkańcy całej Europy, nieświadomi tego, co się zbliża, mogli rysować swą przyszłość w jasnych barwach.

Bardzo polecam zarówno tę powieść, jak i poprzednią z Serii z Żurawiem. Taka lektura to wspaniały sposób na podróż w czasie i przestrzeni do miejsc nam zupełnie obcych, a bardzo ciekawych. Jestem pewna, że kolejne tomy w tej serii będą miały równie wysoki poziom i z przyjemnością będę zdawać wam relacje z ich lektury.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *