Szczepan Twardoch, Król (Audiobook czytany przez Macieja Stuhra)

Są takie dzieła, których inaczej niż w formie audiobooka bym nie przyswoiła. Odnosi się to do całej, czytanej bardzo dawno temu, klasyki, której słucham w samochodzie podczas długich podróży, no i oczywiście do twórczości Szczepana Twardocha. Jedną z wielu moich ułomności jest to, że nie lubię zwyczajnie tego pisarza, przez wielu poważnych krytyków wprost uwielbianego. Od czasów Morfiny odrzuca mnie jego styl, nie mogłam do tej pory też znieść tej fascynacji męską męskością, agresywną samczością. Nie czytając Twardocha czułam jednak, że coś mi umyka, bo zdaję sobie sprawę z tego, że to są obiektywnie dobre i ważne książki, których lepsze poznanie jest dla mnie wykluczone przez osobiste uprzedzenia. W tym miesiącu przełamałam niechęć dzięki fantastycznemu audiobookowi, wydanemu przez Audiotekę. Nie wiem jak wy, ale ja jestem w stanie wysłuchać (i to z ogromną przyjemnością) wszystkiego, co przeczyta na głos Maciej Stuhr.

Kaszalot nad Warszawą

Przedwojenna stolica była miejscem ścierania się wielu przestępczych i politycznych grup, które to po czterdziestu latach opisuje uczestnik tamtych wydarzeń, zamieszkały w Tel Awiwie emerytowany żołnierz, Mosze Inbar. Akcję Króla rozpoczyna mecz bokserski, podczas którego ten sam Mosze, jako młody chłopak o nazwisku Bernsztajn, w 1937 roku obserwuje na ringu znanego boksera i gangstera, Jakuba Szapirę. Chłopak nie wie jeszcze, że Szapiro zabił niedawno jego ojca, ale nawet gdy się o tym dowie, jego podziw dla pięknego żydowskiego sportsmena nie zmniejszy się ani trochę, a przynajmniej taka jest jedna z wersji tej opowieści.

Jakub Szapiro, oprócz kariery bokserskiej, miał też mniej legalne zajęcia. W całej Warszawie słynął z tego, że jest prawą ręką Kuma Kaplicy, ojca chrzestnego stołecznych gangów, wzorowanym na Tacie Tasiemce. Przypadek ojca Bernsztajna, który został poćwiartowany i rozrzucony po gliniankach za długi, nie jest wyjątkiem w przestępczej działalności Szpiry i Kaplicy, ale z pewnych dziwnych powodów właśnie po tej robocie budzą się w bokserze uczucia bardzo podobne do wyrzutów sumienia. Szpiro przygarnia sierotę po swej ofierze, dzięki czemu Mojsze staje się jakby kandydatem na chłopaka z ferajny. Towarzyszy opiekunowi na każdym kroku, stając się jego cieniem, dzięki czemu czytelnicy (i słuchacze) mogą poznać mroczne oblicze przedwojennej stolicy.

krol-duze

Twardoch stworzył galerię niesamowitych postaci, z których do moich ulubionych należy Pantaleon Karpiński, człowiek o dwóch twarzach i bardzo ciekawej, melancholijnej i mistycznej osobowości. Na długo zapamiętam także Kaplicę, którego obraz od razu nałożył mi się na serialowy portret Tony’ego Soprano. Koniecznie muszę więcej poczytać o pierwowzorach tych literackich postaci. Naprawdę fascynujące i zagadkowe jest tu to, w jaki sposób autor opisał i połączył Szapirę i Bernsztajna. Bokser ma wszystko, jest przystojny, bogaty i wpływowy, po prostu król życia. Chudy Mojsze nie ma zupełnie niczego, ale to i tak nie ważne, bo nad losem całej stolicy zawisło już widmo zagłady, a płynący po niebie niczym sterowiec wielki kaszalot Litani może tylko milcząco obserwować maluczkie sprawy toczące się w mieście.

Nasi bohaterowie nie zajmują się wyłącznie przestępczymi procederami. Oprócz wymuszeń, pobić, szantaży, morderstw i sutenerstwa, zajmują ich także kwestie polityczne. Niestety, z racji tego, że są socjalistycznymi bojówkarzami ścierającymi się z falangistami, słuchaczom i czytelnikom może być trudno odróżnić walkę ideologiczną od zwykłej gangsterki.

Jak na prawdziwych króli życia przystało, Kum Kaplica i jego wesoła kompanija oddają się także licznym przyjemnością. Autor ze znawstwem i widoczną przyjemnością opisuje ich luksusowe samochody i stroje, stosunki z pięknymi kobietami, alkoholowo-narkotykowe spotkania w burdelu oraz dość osobliwe orgie.

Gdyby nie Stuhr…

Gdybym tak jak kilka razy wcześniej, zabrała się zwyczajnie za czytanie książki, nie byłoby to dla mnie zbyt przyjemne doświadczenie. Zapewne znów odrzuciłby mnie sposób w jaki Twardoch opisuje mężczyzn zafascynowanych siłą i urodą innych mężczyzn, pomiatających kobietami i z uporem maniaka zmierzających ku fatalnemu końcowi. Jest w tej historii tyle krwi i potu, tyle cierpienia, zbrodni i mroku, że co wrażliwsi odbiorcy muszą poczuć się podczas lektury bardzo niekomfortowo. Nie chodzi zresztą o fascynację przemocą i seksem, ale bardziej o sposób, w jaki narrator się nimi napawa. Ta proza jest intensywna i lepka, jest jak surowe mięso. Ma nas zaszokować i to się udaje, ale dzięki pośrednictwu dobrego lektora, czuję, że mogłam z niej wyciągnąć znacznie więcej. Zamiast się skupiać na wielkim ego autora (zjawisko świetnie łagodzone przez dystans i poczucie humoru Macieja Stuhra, które, zapewne często wbrew jego woli, emanują z każdego słowa) mogłam spokojnie zastanowić się nad ogromnymi podziałami społecznymi w przedwojennej Warszawie, albo nad apokaliptycznym klimatem wiszącym nad Polską.

Osobiście, jako fanka audiobooków, jestem też zapaloną tropicielką męskich głosów, które najlepiej udają głosy kobiece i dziecięce. Maciej Stuhr robi to fantastycznie, szczególnie gdy wciela się w elegancką i silną Emilię, partnerkę Jakuba Szapiry, czy gdy mówi głosem ich dzieci. Choć przekaz jest bardzo mroczny, nie da się tego słuchać bez podziwu dla lektora i uśmiechu na twarzy.

Jestem naprawdę zadowolona z przesłuchania Króla Szczepana Twardocha. Była to inspirująca przygoda, która zachęciła mnie do pogłębienia wiedzy o dwudziestoleciu międzywojennym. Choć to tekst na podobny temat co cykl Śmierć frajerom Grzegorza Kalinowskiego, a Tata Tasiemka patronuje obu autorom, to jednak Król wnosi zupełnie inną literacką jakość, pomimo iż w odbiorze jest również bardzo przystępny. Jednym słowem, jeśli jeszcze nie przeczytaliście, to posłuchajcie.

Audiobooka wysłuchałam dzięki uprzejmości Audioteka.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *