Grzegorz Kalinowski, Śmierć frajerom

Autor dokonuje na kartach tej powieści rzeczy niezwykłych, gdyż udaje mu się wskrzesić przedwojenną Warszawę tak realistycznie, że podczas lektury czytelnik może mieć wrażenie, iż ogląda to wszystko na własne oczy. Szczególnie podoba mi się to, że nie poznajemy życia wyższych sfer czy bogatych przedsiębiorców, ale, podobnie jak u Marka Krajewskiego, schodzimy na sam dół drabiny społecznej, do świata drobnych złodziejaszków, lipkarzy, doliniarzy i kasiarzy. Prawdę mówiąc czytało mi się to znacznie lepiej niż ostatnie wyczyny Mocka lub Popielskiego, gdyż po bezpowrotnie utraconym świcie oprowadza nas nie zadufany w sobie, wszechstronnie wykształcony, antypatyczny elegant, ale prosty chłopak z Woli, niejaki Heniek Wcisło.

Chłopak o wielu talentach

Heniek urodził się w rodzinie robotniczej, ale z aspiracjami. Ojciec, wierny PPS, starał się go wychować na przyzwoitego człowieka, przede wszystkim patriotę, ale też nie szczególnie go chronił przed wczesnym zapoznaniem się z przestępczym półświatkiem. Już jako mały szkrab Henio pomagał w pruciu sejfów komunistycznych szpicli, a że szło mu znakomicie, szybko rozsmakował się w łatwych pieniądzach i emocjach związanych z kasiarstwem i wszelkiego rodzaju grubszymi akcjami. Mając gorącą głowę i ognisty temperament, nasz bohater nie mógł długo usiedzieć w domu czy w szkole. Wraz z wybuchem pierwszej wojny światowej nieletni młodzian fałszuje papiery i zaciąga się do wojska. Okazuje się, że wojaczka, podobnie jak działalność konspiracyjna i kasiarstwo, to po prostu jego żywioł.

Dzięki temu, że młody Henryk Wcisło posiada takie, a nie inne talenty, możemy wraz z nim poruszać się po miejscach, w których działy się najciekawsze z wydarzeń do 1925 roku, gdyż tu właśnie kończy się akcja. Towarzyszymy mu na wojnie, przeżywając wraz z nim emocje m.in. związane z zabijaniem wrogów, ale też pasjonujemy się spektakularnym skokiem na kasę, do którego werbuje go sam Szpicbródka. Mnie osobiście najbardziej podobały się wszelkie akcje związane z przyjacielem Heńka z dzieciństwa, Julkiem Beniowskim, wraz z którym książę kasiarzy organizuje szpiegowskie akcje, pełne grozy i napięcia, niczym w najlepszych kryminałach. Bójki, włamania, wybuchy, strzelaniny, podcięte gardła i wiele innych atrakcji, nie pozwalają się nudzić nawet przez chwilę. Do tego nie brak tu także spokojniejszych momentów, w których otrzymujemy drobiazgowo opisane tło społeczne. Czegóż można chcieć więcej od nowoczesnej powieści łotrzykowskiej?

Coś dla głodnych wiedzy

Z początku było mi trudno wgryźć się w temat, nie mogłam połapać się w mnogości postaci i częstych zmianach miejsca akcji, ale to mija po kilku rozdziałach, gdy się zrozumie dlaczego powieść jest zbudowana właśnie tak, a nie inaczej. Zaczynałam lekturę z niemiłym przeświadczeniem, że jest to coś tylko dla mieszkańców Warszawy, z upodobaniem studiujących przedwojenny rozkład miasta czy przebieg linii tramwajowych. Kończyłam jednak z poczuciem szczerej wdzięczności dla autora, gdyż bez jego książki nie przerobiłabym po prostu tak dokładnego kursu historycznego. Jeśli chodzi o dwudziestolecie międzywojenne, to moja znajomość tej epoki jest wręcz zawstydzająco niewielka, szczególnie jeśli chodzi o politykę. Od dawna czułam, że powinnam się doszkolić, ale jakoś nie mogłam się zebrać, a tu proszę, kilka dni ze Śmiercią frajerom i czuję się tak, jakbym sama wychowała się na Woli czy Grochowie. Grzegorz Kalinowski nie szczędził sobie trudu by jego opisy były jak najbardziej dokładne, szczególnie jeśli chodzi o przedwojenną działalność konspiracyjną czy ugrupowania polityczne działające w Polsce w tamtych czasach. Takie rzeczy powinien wiedzieć każdy Polak, czym nie za bardzo przejmowali się moi nauczyciele historii z podstawówki i liceum. Muszę także napisać o tym, że nauka ta nie była bynajmniej męcząca czy żmudna, a rozdziały przeładowane nieco informacjami, są skutecznie równoważone przez te z wątkami obyczajowymi, opisującymi na przykład to jak mały Henio porywa tramwaj, albo jak zdobywa pierwsze doświadczenia seksualne.

Częste zmiany miejsca akcji, które na początku tak mnie rozpraszały, to także wielka atrakcja tej prozy. Odwiedzamy oczywiście luksusowe restauracje czy wygodne mieszkania w secesyjnych kamienicach, ale znacznie częściej gościmy wraz z bohaterami w podrzędnych tawernach, złodziejskich spelunkach czy robotniczych norach. Można powiedzieć, że zwiedzamy stolicę na wskroś. Oczywiście każda z postaci, reprezentująca swoje środowisko, mówi też charakterystycznym dla danej grupy językiem. Jeśli zastanawialiście się kiedyś jak brzmiała gwara warszawskich złodziejaszków, jak barwnie i plastycznie wypowiadali się chłopcy z ferajny czy mówiący w jidisz warszawscy Żydzi, to tutaj znajdziecie aż nadto materiału do analizy i przemyśleń.

Mnie osobiście najbardziej podobało się w tej powieści to, że jest tu tak wyraźny podział, może nie na swoich i obcych, ale na pewno na frajerów i chłopaków wiedzących jak z tego frajerstwa skorzystać. Heniek jest takim modelowym przykładem warszawskiego cwaniaka, którego wszyscy lubią. Jest bystry, zdolny, wygadany, po prostu swojski i zmyślny. Ma swoje zasady, swój złodziejski honor, co nieco go odróżnia od pospolitych złodziejaszków. Zamiast okradać naiwniaków, służy zwykle dobrej sprawie, choć skok ze Szpicbródką do takich raczej nie należał. Oczywiście, jego mniej zdolnych kolegów też da się lubić, choć okradają frajerów. A kto to frajer? ,,Frajerzy to tacy, co się dają oszwabić albo okraść. Frajer to ktoś, kto sobie nie radzi, nie należy do ferajny”. I wszystko jasne.

3 thoughts on “Grzegorz Kalinowski, Śmierć frajerom

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *