Duchowe życie zwierząt, Peter Wohlleben (audiobook czyta Stanisław Biczysko)

Serce rośnie gdy patrzę na liczbę różnorodnych publikacji poświęcanych ostatnio roślinom i zwierzętom. A to ktoś opisuje życie lasu, łąki lub pastwiska, to znów ktoś inny odkrywa przed nami sekrety jednego gatunku ssaków czy gadów. Szczególną popularnością zdają się cieszyć psy i koty (z oczywistych względów), świnie (no wreszcie!) oraz ptaki, które odkrywamy na nowo po latach niezdawania sobie zupełnie sprawy co się pierzastego wyrabia w drzewach, krzakach i na ścieżkach tuż pod naszymi nosami. Przyczyn wielkiego zainteresowania biologicznymi narracjami upatruję w rosnącej świadomości ekologicznej naszego społeczeństwa, a także obniżającej się jakości edukacji szkolnej, a już nauk biologicznych w szczególności. Godzin biologii jest mało, nauczana jest już w sposób mniej represyjny niż kiedyś (pisałam starą maturę z tego przedmiotu i do dziś wspominam z przyspieszonym biciem serca naukę systematyki ssaków po łacinie oraz cykli rozwojowych mchów i sosen) więc nic dziwnego, że kojarzy się coraz lepiej, a czytelnicy są ciekawi tego, czego nie dostali w szkole. W końcu dotyczy to każdego z nas bezpośrednio, bo mowa o naszym bycie fizycznym i pokrewnych mu stworzeniach :).

Już się pogodziłam z tym, że nie uda mi się ogarnąć wszystkiego, co wychodzi obecnie w tej tematyce, gdyż jest tych publikacji zwyczajnie zbyt wiele, ale książki pana Petera Wohllebena przyswajam, ponieważ od niego poniekąd się zaczęła cała ta, oby jak najdłużej trwająca, moda.

Fascynujące odpowiedzi na niby banalne pytania

Gdyby zapytać przypadkowo wybrane osoby na ulicy, o to, czy zwierzęta mają uczucia, prawie każdy z odpowiadających uznałbyby, że jak najbardziej, na dowód przytaczając szereg anegdot na temat własnego psa, kota czy świnki morskiej, ewentualnie wspomnienia z dzieciństwa na wsi. Gorzej byłoby z tym zrozumieniem, gdybyśmy zapytali o to co biega, pływa lub lata poza naszymi domami czy podwórkami, bo nagle by się okazało, że świnie, krowy, sarny, dziki, żuki czy łasice, to już duchowo zupełnie inna jakość. Duchowe życie zwierząt to książka, która pomaga nawiązać łączność (powiązać fakty, jak to weganie mówią) między nami, a wieloma innymi gatunkami. W dodatku autor robi wszystko, by usunąć ze swej opowieści wszelkie pozory szowinizmu gatunkowemu, co mu się często (choć nie zawsze, bo jest w końcu leśnikiem) udaje.

Na tę odsłonę przygód lasu i domowego gospodarstwa autora składają się opowieści, które dość luźno podchodzą pod kategorię animalnej duchowości. Nie tyle chodzi o życie duchowe, metafizykę czy uczłowieczanie, a raczej o behawioryzm, instynkty, strategie przetrwania, co, gdy usuniemy wszelkie ozdobniki, składa się także na ludzką psychologię. Wohlleben odpowiada na pytania dotyczące miłości, strachu czy wstydu wśród zwierząt. Opisuje różne strategie przetrwania i współpracy wśród ptaków i ssaków, a także dzieli się z nami swoim doświadczeniem w materii ludzko-zwierzęcej współpracy. Wiele z tych opowieści to żywy materiał na film przygodowy lub familijną produkcję, szczególnie gdy czytamy o psich psotach, czy o tym jak konie wstydzą się swojego zachowania. Są jednak także dość drastyczne fragmenty na tematy, o których każdy dorosły człowiek powinien moim zdaniem wiedzieć. Jak wyglądają polowania na sarny i co wtedy czują zwierzęta? Co niesie ze sobą psia starość i kiedy trzeba się pożegnać z ukochanym pupilem? Czy zwierzęta gospodarskie są interesowne w swych afektach i garną się do nas tylko ze względu na jedzenie? Przesłuchanie tych fragmentów uważam za bardzo pouczające.

Szczególnie podobało mi się w tych opowieściach to, że każda niosła ze sobą jakąś niespodziankę. Pytania o to, czy zwierzęta mają uczucia, wydawać się może banalne, ale odpowiedzi autora nigdy takie nie są. Bardzo przemawia do mnie też taki sposób pisania, który nie kończy się na jednej konkluzji, czy na happy endzie, ale idzie dalej, do samego końca i pokazuje, jakie są konsekwencje przyznania zwierzętom statusu czujących stworzeń. Poza kategoriami dobra i zła, słuchamy i czytamy o tym, co znaczy dla zwierząt szczęśliwe życie i od kiedy zaczyna się dusza. Dla tych ostatnich fragmentów, mających wartość nie tylko edukacyjną, ale literacką, a wręcz filozoficzną, warto nabyć Duchowe życie zwierząt dla siebie i swoich najbliższych. Gdybym chciała nawrócić kogoś na bardziej świadome ekologicznie życie (a może i na wegetarianizm) w sposób łagodny i pokojowy, dałabym mu właśnie takiego audiobooka lub książkę.

O kuna! Co się dzieje?

Choć pan Wohlleben często odbiega od tematu życia stricte duchowego, to te jego dygresje lubię chyba najbardziej. Każdy rozdział ma w sobie perełki, do których wracałam wielokrotnie. Dawno mnie żadne słuchowisko nie wciągnęło aż tak i dlatego specjalnie przedłużałam odsłuchiwanie tego audiobooka. Zwyczajnie żal mi było kończyć leśną przygodę. Pod koniec czułam się wręcz jakbym mieszkała z niemieckim leśnikiem, z jego rodziną i zwierzęcym psio-kozio-króliczo-końskim dobytkiem, tak mi się stali bliscy.

Jak zwykle mam swoich ulubieńców, fragmenty, o których będę myśleć jeszcze przez wiele tygodni. Do takich perełek należy opowieść o sarnach, a w szczególności dlaczego nie dokarmiać zwierząt zimą, gdyż to paradoksalnie może powodować ich śmierć głodową. Niesamowity wydał mi się też opis tego, co prawdopodobnie czują sarny i ich krewniacy podczas mroźnej aury.

Myślicie, że im mokro i zimno? To możecie się zdziwić.

Ze szczęką na podłodze wysłuchałam opowieści o kunie, a to ze względów jak najbardziej praktycznych i osobistych. Od jakiegoś czasu znajdujemy pod maską samochodu tajemnicze obiekty, takie jak kawałek pizzy czy ,,rosołowy” fragment kręgosłupa świni lub krowy, z gatunku tych, które kupuje się w mięsnym. Znaleziska wyglądały jak przywleczone ze śmietnika i z początku obwinialiśmy o ich obecność sąsiadów, a potem szczury. Okazuje się jednak, że to kuny mają takie zwyczaje, co może być dla nas niebezpieczne. Kto by pomyślał :)

Duchowe życie zwierząt, podobnie jak Sekretne życie drzew, przeczytał pan Stanisław Biczysko, który teraz już zawsze będzie mi się kojarzył z panem od przyrody. Czyta mocnym, zdecydowanym i pełnym autorytetu głosem, ale czuć też tam, gdzie to jest wymagane, że nie brakuje mu poczucia humoru. To dla przyjemności słuchania takich głosów często przedkładam audiobooki nad czytanie papierowych książek i innym czytelnikom też czasem radzę zostanie słuchaczami.

PS. Choć to nie jest bezpośrednio związane z tematem, to jednak muszę w tym miejscu podzielić się z wami odkryciem, które bardzo usprawniło moje słuchanie audiobooków. Nikt mnie do tego nie skłonił, Audioteka nie płaci za reklamę, ani nic z tych rzeczy. Zwyczajnie audiotekowa aplikacja na telefon okazała się najlepszą z tych wszystkich, z których korzystałam do tej pory. Robi to, co powinna taka aplikacja, czyli ułatwia słuchanie, głównie dzięki niezawodnemu odtwarzani i zapamiętywaniu, gdzie się skończyło, z czym przy wcześniejszych wynalazkach miałam spory problem. Słucham głównie robiąc obiad i nie mam czasu ani wolnych rąk, by co chwila coś przełączać czy czegoś szukać. Mała rzecz, a cieszy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *