Marcin Wroński, Portret wisielca (audiobook czytany przez Tomasza Sobczaka)

Ósmy z serii o Zygmuncie Maciejewskim (i pierwszy, z którym się zapoznałam) retro kryminał Marcina Wrońskiego to bardzo interesująca powieść, przebogata nie tylko w wątki kryminalne, ale i obyczajowe. Od pierwszych minut słuchałam tej opowieści z wielką radością, bo oto znalazłam fantastyczną alternatywę dla retro kryminałów Marka Krajewskiego, które z roku na rok tracą na jakości. Portret wisielca jest tak samo pasjonujący jak każda dowolna powieść poświęcona dawnemu Wrocławiowi czy Lwowowi, a jednocześnie nie epatuje tak narcyzmem autora, frazy nie ociekają tak samozadowoleniem. Dla fanów dobrych kryminałów z wielką historią w tle nie ma chyba przyjemniejszej chwili niż odkrycie nowego źródła opowieści z dreszczykiem. Ta powieść to jeden z takich prezentów i na pewno początek mojej dłuższej znajomości z Zygą Maciejewskim.

Kulminacja antysemickich nastrojów

Akcja powieści rozpoczyna się wstrząsającym odkryciem. Mamy lata trzydzieste XX wieku i jesteśmy w Lublinie. Komisarz Maciejewski wraz z grupą stróżów prawa został wezwany do stłumienia studenckiego buntu w lubelskiej jesziwie. Niespodziewanie jednak bunt okazuje się nie być jedynym problemem szkoły, gdyż w mykwie zostaje znalezione ciało studenta. Wszystko wskazuje na samobójstwo, ale wszelkie okoliczności dotyczące ostatnich miesięcy życia studenta wydają się policji mocno podejrzane i tak rozpoczyna się śledztwo Zygi. Wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, gdy ginie kolejny żak. Tym razem student Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego postanowił popełnić samobójstwo poprzez powieszenie. Komisarz Maciejewski, zaopatrzony w bezbłędną intuicję i spore doświadczenie, stopniowo dokopuje się do kolejnych pokładów prawdy o chłopcach. Okazuje się, że obaj byli zamieszani w antysemicki incydent, opisany w policyjnej kartotece, tyle że jeden jako ofiara, a drugi jako oprawca. W dodatku wszystko wskazuje na to, że po tym incydencie Żyd i chrześcijanin niespodziewanie się zaprzyjaźnili i pod kierunkiem swych profesorów rozpoczęli żmudną pracę nad przyszłym przełomowym tłumaczeniem Biblii nie z łaciny, a z hebrajskiego. Nie trzeba wiele wyobraźni by zrozumieć, że w klimacie przedwojennym taki pomysł współpracy między uniwersytetem a jesziwą musiał się nie spodobać bardzo wielu osobom. Ale która z nich jest odpowiedzialna za makabryczne samobójstwa? I czy to były rzeczywiście samobójstwa?

Oczywiście, skomplikowane ścieżki prowadzące do istoty powiązań dwóch uczelni, ich władz i studentów, są tu najbardziej wyeksponowane (jak to w kryminale, zbrodnia na pierwszym miejscu) jednak życie osobiste i zawodowe głównego bohatera, jak i warstwa obyczajowa związana z realiami przedwojennego Lublina, to także łakome czytelnicze kąski. Słuchając powieści, najbardziej czekałam na te momenty, kiedy pojawiała się Róża, partnerka Zygi, była narkomanka i pielęgniarka. Róża jest wzorem przedwojennej emancypantki, której na sercu leży dobro bliźnich. Zajmują ją zagadnienia związane z higieną i świadomym macierzyństwem, czyta Wiadomości Literackie i jest naprawdę ciekawym przykładem na to, jak dawniej wyglądało życie inteligentnych i niezależnych kobiet. Doskonale słuchało mi się też fragmentów ,,z ulic Lublina”, czyli tych wszystkich obserwacji najbardziej obskurnych zaułków, ale też bogatych salonów, które dają nam wyobrażenie o przekroju społecznym tego miasta. Szczególnie zajmujące są wywiady i przesłuchania prowadzone przez Zygę i jego podwładny. Naprawdę bardzo plastyczne i intensywne (dla osób o słabszych nerwach może nawet zbyt intensywne, jak w przypadku ciągłych uwag na temat zapachu z ust pewnego funkcjonariusza, czy opisów topielca i wisielca).

Przewidując przyszłość

Portret wisielca to opowieść, którą na długo zapamiętam gdyż, poza wszystkim o czym już wspomniałam, urzekł mnie talent z jakim Wroński wkłada w usta swoich bohaterów wróżby na przyszłość. Szczególnie zgrabnie to wypada w przypadkach gdy Maciejewski, snując rozważania na temat ówczesnej kryminologii, zastanawia się czy w przyszłości sposoby na ściganie przestępców i tropienie przyczyn zgonów będą bardziej zaawansowane. Jestem pewna, że zapaleni czytelnicy kryminałów docenią takie mrugniecie okiem do współczesnych odbiorców.

Uważam, że w tej powieści bardzo wartościowe jest też to, że w wyraźny sposób kreśli ona linie podziałów, jakie buzowały chyba w całym polskim społeczeństwie, a w Lublinie, gdzie społeczność żydowska była szczególnie liczna, były jeszcze lepiej widoczne. Wszelkie międzywyznaniowe uprzedzenia i stereotypy zostają w tej opowieści wyciągnięte na światło dzienne. Zresztą nie chodzi tylko o różnice wyznaniowe czy narodowościowe, ale też klasowe i majątkowe. W opisanej rzeczywistości w oczach zamożnego Polaka, biedny student ze wsi i uczeń jesziwy znaczą równie mało. Czytając/słuchając warto się nad tym zastanowić, podobnie jak nad tym, jak nadal niewiele się w tej kwestii zmieniło.

portret-wisielca--audiobook--male

Ostatnią sprawą, na którą chciałabym zwrócić uwagę przyszłych słuchaczy i czytelników, jest znakomite posłowie, z którego dowiemy się nie tylko tego, dlaczego autor nie podaje dokładnej daty opisywanych wydarzeń, ale także pozwala nam zgłębić tajniki swego warsztatu i całej pisarskiej filozofii. To nie lada gratka, mieć wgląd w taj ciekawie opisane aspekty pisarskiego rzemiosła, pozwalającego na wiarygodne oddane klimatu epoki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *