Diane Ackerman, Azyl (audiobook czytany przez Ewę Abart)

 

Przygotowując się do obejrzenia filmowej adaptacji, postanowiłam najpierw zapoznać się z oryginałem, a że czasu u mnie jak zwykle za mało, postawiłam na audiobooka, co i wam polecam. Dzięki tej dźwiękowej przygodzie poznałam niezwykłych ludzi, dających w najtrudniejszych wojennych czasach świadectwo miłości nie tylko do swoich bliźnich, ale i zwierząt, które były pod ich opieką. Każdy, kto kocha wszystko co ma sierść, łuski czy pióra, będzie pełen podziwu dla heroicznych zmagań państwa Żabińskich, opiekujących się warszawskim zoo, którzy nie porzucili swoich obowiązków, a tylko je nieco poszerzyli, biorąc pod swoje skrzydła także kilkudziesięciu ukrywających się przed Niemcami ludzi. Po raz kolejny okazuje się, że dobro znosi wszelkie granice między gatunkami, a każde życie warte jest ocalenia.

Jak pisać o zwierzętach, kiedy ludzie giną?

Zapewne wielu z was zastanawiało się nad stosownością tego tematu. Nie ma chyba niczego straszniejszego, bardziej przypominającego wszelkie wyobrażenia piekła, niż mroczne czasy drugiej wojny światowej w Warszawie. Był to czas, kiedy ludzi traktowano jak zwierzęta (wożąc ich na śmierć bydlęcymi wagonami czy nazywając karaluchami), a tu jakaś Amerykanka będzie nam mówić o tym, jak ciężko miały ptaki czy małpy w zoo. Gdy jednak minie pierwsze zdziwienie, a my zagłębimy się nieco w temat, wszystko to logicznie się ze sobą łączy. Jan Żabiński, legendarny dyrektor warszawskiego zoo, bohater konspiracyjnych walk i współtwórca akcji przywracania żubra, to postać dziś już nieco zapomniana i aż trochę wstyd, że przypominają nam o niej filmowcy z Hollywood. Mniej znana współcześnie jest również jego żona, Antonina Żabińska, główna bohaterka tej książki, dobry duch zoo, bez której wielu osobom nie udałoby się uratować życia.

Chyba właśnie to, że opowieść ta prowadzona jest z kobiecej perspektywy, tak mnie przyciągnęło. W dodatku to kobieta szczególna, bo potrafiąca obłaskawić prawie wszystko co pełza, lata czy biega po ziemi. Antonina Żabińska jawi się w tej opowieści jako prawdziwa bogini o magicznych mocach, przemawiająca do najdzikszych stworzeń i potrafiąca łączyć się z nimi niemal telepatycznie. Choć mniej znana od męża, jest też prawdziwą bohaterką, bo to ona zajmowała się w czasie wojny opieką nad licznymi gośćmi zoologicznej willi. Gościnna i opiekuńcza Antonina przez całą wojnę narażała życie swoje i dzieci, by nieść pomoc najbardziej jej potrzebującym, w tym uciekinierom z warszawskiego getta. Z Azylu wyłania się obraz niesamowitej kobiety, która oprócz wielu cennych przymiotów, została obdarzona niezwykle zimną krwią i jasnym umysłem, które nieraz wydostały ją i bliskich z opresji. Najlepszą rekomendacją niech będzie dla was zapewnienie, że często słuchając tej książki, zapominałam zupełnie o tym, że jest ona oparta na dokładnie potwierdzonych faktach i myślałam sobie, że to wszystko jest zbyt niewiarygodne by było prawdziwe. Ludzie ukrywający się w klatkach po zabitych zwierzętach, całe rodziny o zwierzęcych pseudonimach i zwierzęta o ludzkich imionach, a do tego wróżka rozmawiająca z całą tą żywiną i Niemcy czający się na każdym kroku i będący częstymi gośćmi w zoo. A jednak to wszystko zdarzyło się naprawdę.

A wracając do początkowego pytania o stosowność pochylania się nad losem zwierząt w czasie wojny, spieszę donieść, że w sytuacji, kiedy losy ludzi i zwierząt są tak ze sobą splecione, tym drugim także należy się szacunek i pamięć. To w końcu dzięki zwierzętom tak wielu mogło znaleźć schronienie, bo bez zoo nie byłoby na to szans. W dodatku nie jest tu mowa tylko o dzikich i egzotycznych egzemplarzach, ale też o zwierzętach hodowlanych, takich jak świnie i lisy, gdyż ogród zoologiczny był w czasie wojny przez pewien czas tuczarnią świń, a potem fermą zwierząt futerkowych (przyznam, że bardzo przykro się o tym słuchało). Wszystko po to, by uzasadnić jakoś jego istnienie i nie zrównywać z ziemią tego fragmentu zielonego raju w środku istnego piekła.

Kolejnym ważnym zagadnieniem dotyczącym zwierząt (i czymś co mnie absolutnie zafascynowało) jest wątek eugeniczny. Okazuje się, że Niemcy nie tylko pasjonowali się manipulowaniem przy ludzkich genach, chcąc wyizolować rasę najbardziej aryjską, ale zajmowała ich również zabawa w bogów w kontekście zwierząt. W Azylu jest cały duży wykład poświęcony temu zagadnieniu, w którym główną rolę odgrywają niemieccy zoologowie, polska puszcza, żubry i tarpany. Słuchanie tych informacji było dla mnie tym bardziej ciekawe, że obecnie znowu trwają spory nad zasadnością troszczenia się o wymierające gatunki czy zachowania pradawnej Puszczy Białowieskiej.

Antonina by lepiej nie powiedziała

Oprócz niesamowitości samej historii, fascynujące jest to, jak zostało ona napisana. Nie jest to może wybitne dzieło pod względem artystycznym, ale za to autorka, słynąca z tego, że pisze porządne książki popularno-naukowe, nadrabia literackie braki wielką skrupulatnością. Nie jest to taka sobie zwyczajna fabularyzowana biografia, ale opowieść utkana z faktów, komentowanych przez samą bohaterkę i tylko tam, gdzie to konieczne, wzbogacona komentarzem Diane Ackerman. Przy pracy autorka wykorzystała nie tylko niezliczone dokumenty i zapiski z tamtych czasów, zdjęcia i wywiady z żyjącymi jeszcze świadkami, ale przede wszystkim pamiętnikarskie zapiski samej Antoniny Żabińskiej oraz fragmenty jej książek. Efekt jest naprawdę niezwykły, a potęguje go dodatkowo głos wspaniałej lektorki, Ewy Abart. Ma on ton zdecydowany, ale po kobiecemu ciepły i miły dla ucha, kojarzący się z kimś opiekuńczym i dobrym, jak sama Antonina. Momentami można mieć ciarki na plecach, bo naprawdę to trochę tak, jakby sama pani dyrektorowa mówiła do nas z zaświatów o swym niezwykłym życiu. Jeśli zatem zastanawiacie się nad tym, czy kupić książkę, czy może audiobooka, to ja bym radziła to drugie i to pomimo wzbogacenia wydania Świata Książki zdjęciami.

Napiszę może jeszcze o tym, co mnie w przypadku tego audiobooka zdziwiło, a na co wiele osób zwraca uwagę. Niektórzy są wręcz rozczarowani tym, że tak mało jest tu powiedziane o samych Żydach ukrywających się w zoo, a tak dużo o zwierzętach i kontekście historycznym. Osobiście nie uważam, by komuś z gości Żabińskich nie oddano należytej sprawiedliwości, a za to bardzo doceniam właśnie te wszystkie dodatkowe informacje, pozwalające nam zrozumieć dokładnie podłoże zdarzeń. Ackerman przybliża nam nie tylko sylwetki rodziny i przyjaciół Żabińskich, ale opisuje także największych bohaterów tamtych czasów, z Ireną Sendlerową i Januszem Korczakiem włącznie. Skrupulatnie szkicuje obraz życia codziennego w getcie, relacjonuje najciekawsze akcje w jakich brał udział ruch oporu, no i oczywiście przybliża nam sylwetki bardzo wielu zwierzęcych bohaterów. Azyl przypomina często malowniczy przemarsz borsuków, rysiów, szczurów, psów, kotów, chomików, świń czy lisów, które dla Żabińskich byli pełnoprawnymi członkami rodziny, tak samo jak ratowani Żydzi. Do portretów zwierząt ma Ackerman wyjątkowy talent, za sprawą którego zaśmiejecie się lub otrzecie łezkę wzruszenia nieraz. Problemy z tą opowieścią mogą mieć ci, którzy spodziewali się nowych i szokujących informacji na temat sytuacji Żydów w czasie wojny, a tymczasem to nie jest tego rodzaju książka. Mogą ją za to zrozumieć osoby, które nie są Polakami i nie znają tak dobrze jak my historycznego kontekstu opisywanych zdarzeń. Szczególnie poleciłabym ją osobom młodym, które dopiero uczą się o drugiej wojnie światowej. Do ich wrażliwości z pewnością trafi opowieść o żonie dyrektora zoo i o innych bohaterach tamtych czasów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *